sobota, 11 października 2014

One Shoot: Część 1

Siedzę znudzony przy stole, spoglądając od czasu do czasu na moją żonę. Błękitne tęczówki skanują widok za dużym oknem. Ubrana jak zwykle w najdroższą sukienkę jaką mogła znaleźć w sklepie. Wyzywająca, z głębokim dekoltem. Jak zawsze wygląda idealnie. Gęste, jedwabiste włosy o głębokim, czarnym kolorze opadają swobodnie aż do nagich ramion. Błyszczące i pełne życia. Nadają jej tajemniczy i elegancki wygląd, ale co tak naprawdę kryje się pod tym perfekcyjnym makijażem i wyglądem? Chaos, bezduszność i cynizm. Moja żona uwielbia pieniądze, luksus i wszystko co błyszczy. Patrzy na innych z góry, tylko dlatego, że sama stoi na szczycie. Na szczycie, który sam dla niej zdobyłem, tylko po to, żeby być jej godnym, zdobyć serce wykute z lodu. Nie każdy ma tyle szczęścia co ona, urodzona w bogatej rodzinie, dążącej do perfekcji. Znanej z najlepszej reputacji w mieście. Dzisiejszy dzień jest tym, który powinien być najlepszym w tygodniu, bo mam wolne, ale tak naprawdę chciałbym być w pracy, chociażby po to, żeby mieć odrobinę spokoju. Dzień bez kłótni jest dla niej stracony, dlatego cierpliwie czekam w ciszy aż wymyśli nowy powód do kłótni. Czasami, kiedy na nią patrzę, zastanawiam się, dlaczego ją pokochałem. Może byłem zaślepiony, może nie zauważałem jej wad, widząc same zalety, ale w życiu tak jest. Czasami kochasz kogoś bez powodu, czasami coś kliknie i wiesz, że to ta osoba, z którą chcesz wiązać przyszłość. Właśnie dlatego otworzyłem własną firmę produkującą luksusowe samochody, po to, żeby moja wybranka wiodła życie, do którego jest przyzwyczajona.
– Jesteś dzisiaj jakiś nieobecny.
Unoszę wzrok, badając jej wyraz twarzy. Delikatne rysy, niezauważalnie podniesione kąciki ust, formujące coś na kształt uśmiechu, ton głosu ma spokojny. 
– Przepraszam. – Uśmiecham się, grzebiąc widelcem w sałatce.
– Problemy w pracy? – Pyta, odkładając sztućce.
– Problemy? Nie. – Odpowiadam z delikatnym uśmiechem. – To był po prostu stresujący tydzień, jesteśmy w trakcie przygotowań dużego projektu.
– Masz wolne, może spędzimy ten dzień razem? Trochę się odprężysz.
Unoszę wzrok znad sałatki, szczerze zdziwiony jej propozycją, bo to nie jest coś, co zdarza się często. 
– Jasne. Z przyjemnością. – Odpowiadam z uśmiechem.
– Świetnie. – Mówi krótko. – Arata!
Po krótkiej chwili do jadalni wchodzi wysoki, dobrze zbudowany brunet. Moja żona bardzo poważnie potraktowała wyszkolenie służby. Wszyscy chodzą jak w zegarku, kiedy kogoś woła, zjawiają się przy niej najszybciej jak mogą.
– Czy coś jest nie tak ze śniadaniem, proszę Pani? – Pyta przejęty.
– Wszystko było doskonałe. – Odpowiada z uśmiechem. – Przekaż służbie, że może już to posprzątać. 
Patrzę na stół pełen jedzenia.
– W porządku, co zrobić z resztkami? – Pyta mężczyzna, w białej, eleganckiej koszuli i czarnych, garniturowych spodniach.
– To co zawsze, wyrzuci...
– To o co zawsze cię proszę, kiedy jestem w domu. – Przerywam jej. – Zapakujcie to co się nadaje w pojemniki i zawieźcie do miasta, do punktu odbioru żywności dla potrzebujących. – Odpowiadam. 
Kimiko zaciska usta w wąską linię, a jej dłoń na szklance z wodą niebezpiecznie się zaciska. Wiem, że jest zła, widzę to. Moja żona nienawidzi, kiedy się jej przerywa. Wstaję od stołu i idę na drugi koniec, przy którym siedzi. Delikatnie odsuwam dla niej krzesło, wiedząc, że ten gest na pewno trochę ją uspokoi. 
– Dziękuję, uwielbiam, kiedy to robisz. 
Obserwuję jak podnosi się z pełną gracją. Stoję jak słup, nie wiedząc w jaki sposób mam zareagować, kiedy czuję jej miękkie, ciepłe usta na swoim policzku. Ostatnio cały czas się kłócimy, więc ten gest jest czymś bardzo rzadkim.
– Idę po płaszcz, poczekaj na mnie w samochodzie, dobrze? – Mówi z uśmiechem, a po chwili znika z moich oczu. 
Biorę kluczyki od nowego, czerwonego Ferrari, którym tak bardzo lubi ostatnio jeździć i wychodzę z domu. Podchodzę do samochodu, żeby otworzyć dla niej drzwi od strony pasażera, cierpliwie czekając aż do mnie dołączy, co wbrew pozorom nie zajmuje długo.
– Uwielbiam jak o mnie dbasz. – Mówi z uśmiechem, wsiadając do samochodu.
Zamykam drzwi i przechodzę na drugą stronę, żeby zająć miejsce kierowcy. Po zapięciu pasów odpalam silnik, który wydaje z siebie charakterystyczny warkot. Wyjeżdżam z naszej posesji, zatrzymując się przed bramą.
– Gdzie mam jechać? – Pytam, spoglądając w jej kierunku.
– Otworzyli nową galerię handlową, są tam same prestiżowe marki, wbiję Ci adres. – Mówi z uśmiechem.

Galeria handlowa.
Świetny pomysł, na spędzenie wolnego czasu.

Nic nie mówiąc ruszam spod bramy w wybranym przez nią kierunku. Mogłem się tego spodziewać. Dla niej najlepszą rozrywką jest wydawanie moich pieniędzy, a ja jak skończony debil liczyłem zdecydowanie na zbyt wiele, kiedy zaproponowała wspólne wyjście. Cisza, która między nami panuje mogłaby być niezręczna, gdyby nie radio, cicho grające w tle.  Po niecałych dwudziestu minutach dojeżdżamy na miejsce, a kiedy parkuję samochód, od razu z niego wychodzimy i kierujemy się w stronę ruchomych schodów. Ukradkiem spoglądam na moją żonę, która rozgląda się po galerii z zachwytem, a na mnie nie robi to żadnego wrażenia.
– Nawet wystrój jest bogaty. Tutaj jest pięknie. 
– Tak. – Uśmiecham się. – Pięknie. – Przytakuję jej. 
– Idę się rozejrzeć po damskich sklepach z biżuterią, spotkamy się później. – Mówi z uśmiechem, zostawiając mnie samego.
– Tak... tyle ze spędzenia wolnego czasu razem.
Wzdycham do siebie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Wcale nie chcę tutaj być, wolałbym posiedzieć w domu, bo na pewno nie tak wyobrażałem sobie ten dzień. Myślałem, że tym razem będzie inaczej, że tym razem naprawdę chciała zrobić dla mnie coś miłego, ale Kimiko nie jest typem człowieka, który lubi pokazywać uczucia do drugiej osoby. Momenty, kiedy robimy coś razem można policzyć na palcach obydwu rąk. 
– Baw się dobrze, wydaj ile chcesz. – Wzdycham do siebie, rozczarowany i zmęczony całą tą sytuacją.
Wchodzę do sklepu z zegarkami, rozglądając się po drogich, najlepszych markach. Oglądając dostępne modele, przypominam sobie otwarcie mojej firmy. Pierwszy, drogi zegarek dostałem od teścia. Zawsze powtarzał, że dobry przedsiębiorca musi być punktualny i daje mi ten prezent, żebym zawsze taki był. Nie widząc nic dla siebie przechodzę do następnego sklepu. Na dużej szybie widnieje napis damsko-męski. Dostrzegam wiele modeli koszul, które lubię nosić, więc wchodzę głębiej, rozglądając się po wystawach. Przez moją nieuwagę wpadam na drugą osobę, wytrącając jej z ręki ubranie. Chylam się, podnosząc materiał z podłogi.
– Przepraszam, nie zauważyłem...
Prostuję plecy, wyciągając rękę z materiałem w kierunku pięknej kobiety. Mimowolnie patrzę w zielone oczy. Mają w sobie coś magicznego, hipnotyzującego, bo nie mogę oderwać od nich wzroku. Są jak dwa szmaragdy, które błyszczą w świetle, pełne życia i radości. Duże, pełne usta, z delikatnie uniesionymi kącikami, przypominające serce. Wyglądają zmysłowo, przyciągając wzrok. Jej twarz jest rozświetlona, naturalna, bez grama makijażu, co sprawia, że wygląda naprawdę atrakcyjnie.
– Bardzo Panu dziękuję. – Mówi, biorąc ode mnie bluzkę. – Też byłam nieostrożna. – Uśmiecha się, a ja nie mogę oderwać od niej wzroku.
Posyła mi szczery uśmiech, którego bardzo dawno nie widziałem. Głos ciepły, pełen delikatności, taki, którego można słuchać całymi dniami. Ukaja nerwy i przynosi wewnętrzny spokój. 
– Nie ma za co. – Uśmiecham się. – To w końcu przeze mnie. – Robię chwilową pauzę. – Uzumaki Naruto. – Podaję jej dłoń, czując dziwną chęć przedstawienia się i poznania jej imienia. 
– Sakura Haruno. – Mówi rozpromieniona, chwytając moją dłoń.
Trzymam ją zdecydowanie zbyt długo, czując dziwne mrowienie w palcach w odpowiedzi na ciepłą, miękką, gładką skórę. Nasze spojrzenia przez chwilę się krzyżują i przez ten jeden moment mam ochotę poznać ją lepiej. 
– Miło Panią poznać, Pani Haruno. 
Powoli puszczam jej dłoń i gdzieś głęboko w środku wiem, że robię to niechętnie. 
– Pani Haruno to moja matka. Wystarczy Sakura. – Odpowiada z uśmiechem. 
– Kochanie, gdzie jesteś?! – Zza moich pleców dobiega mnie głos Kimiko, więc odwracam się w jej stronę.
– Do widzenia. – Sakura mówi z uśmiechem, idąc tyłem. – Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy, Naruto. 
Nie mogę pohamować uśmiechu, który wkrada się na moje usta. Słowa kobiety sprawiają, że naprawdę chcę, żeby tak było. Nieznajoma odwraca się do mnie plecami i idzie w kierunku drzwi wyjściowych. Czarne, skórzane spodnie opinają jej pośladki, a biała koszula powiewa z każdym ruchem bioder. Odwracam od niej wzrok dopiero, kiedy czuję jak Kimiko zaciska palce na mojej dłoni, prawie w zaborczy sposób. 
– Skończyłaś z zakupami? – Pytam z delikatnym uśmiechem.
– Tak. Kto to był?
– Niechcący na nią wpadłem. – Odpowiadam.
– Widziałam jak na ciebie patrzy. – Mówi zdenerwowana. – Wszystkie są takie same. Biedne, bez stylu. Szukające sponsora. – Prycha.
– Proszę, nie zaczynaj. – Wzdycham, idąc z nią do wyjścia. 
– Lubisz to, prawda? – Mocniej zaciska palce wokół mojej dłoni. – Kiedy patrzą na ciebie jakby chciały, żebyś je pieprzył.
– Nie rozumiem skąd ta scena zazdrości. – Staję z nią przy samochodzie. – Dałem Ci powód? 
– Myślisz, że nie widziałam jak się do niej uśmiechasz? – Pyta, patrząc na mnie z wściekłością na twarzy. 
– Widzisz coś, czego nie ma. – Otwieram dla niej drzwi. – Byłem uprzejmy, bo na nią wpadłem, nic więcej. 
– Nic więcej. – Prycha, wsiadając do samochodu.
Zamykam drzwi i okrążam samochód, żeby wsiąść na miejsce kierowcy. 
– Czy naprawdę nie umiesz wytrzymać chociaż jednego dnia bez kłótni? – Pytam, odpalając silnik i wyjeżdżam z parkingu. 
– Ja? Bez kłótni? To ty zawsze dajesz mi powód. Jak przed chwilą, z tą szmatą. 
– Kimiko do cholery! Nawet jej nie znasz, nic ci nie zrobiła, a ją wyzywasz. 
– Wystarczy mi to, w jaki sposób na ciebie patrzyła. – Prycha. – Spodobała Ci się. Bronisz tej szmaty. 
– Po prostu nie lubię w jaki sposób wyrażasz się o innych. – Wzdycham. – Proszę, skończ ten temat.
Kimiko nic już nie mówi, siedzi obrażona na fotelu, kiedy docieramy po dwudziestu minutach niezręcznej ciszy pod nasz dom. Na podjeździe widzę samochód jej przyjaciółki Aiki. 
– Nie mówiłaś, że Aika i Kanako mają przyjechać. – Wzdycham, wysiadając z samochodu. 
Kimiko nie czeka aż otworzę jej drzwi jak zawsze i wysiada, głośno nimi trzaskając.
– Od kiedy mam ci się ze wszystkiego tłumaczyć? – Pyta zdenerwowana.
– To nie... o to chodzi. Byłoby miło gdybyś mi wspomniała, że spodziewamy się gości. – Odpowiadam, opierając się o maskę samochodu.
– Przyjechały do mnie, nie do ciebie. – Mówi, idąc do ogrodu. 
– No tak, świetnie. – Wzdycham do siebie. 
Przeczesuję dłonią włosy, zmęczony tym domem, zachowaniem mojej żony i życiem. Czasami czuję się jak ptak uwięziony w ciasnej klatce, niezdolny do lotu. Idę wolnym krokiem do domu, a kiedy wchodzę do środka od razu napotykam służbę.
– Czy życzy sobie Pan coś do jedzenia? – Pyta Arata. 
– Nie, dziękuję. – Patrzę na nadgarstek, sprawdzając godzinę. Jest już dosyć późno. – Nie będę już dzisiaj jadł, przekaż mojej żonie, żeby nie czekała na mnie z kolacją. 
– Pani Kimiko poprosiła o kolację do ogrodu, dla siebie i gości. 
– Pije? – Wzdycham. 
– Tak. Poprosiła, żebym przyniósł alkohol. 
– W porządku, dziękuję. 
Patrzę w telefon, sprawdzając grafik na jutro. Spotkanie z inwestorem, przesłuchania o pracę sekretarki. Zapowiada się całkiem interesujący i długi dzień. Idę na górę do sypialni, bo chcę się wyspać i wypocząć. Wchodzę do łazienki, zrzucam z siebie ubrania, żeby wziąć prysznic, a kiedy kończę, zakładam luźne, dresowe spodnie i wychodzę. Kimiko leży na łóżku z podwiniętą sukienką. Zamglone alkoholem spojrzenie błądzi po moim ciele z niegrzecznym uśmiechem. Podnosi się i idzie na kolanach na skraj łóżka, przy którym stoję. 
– Uwielbiam twoje mięśnie. – Niezdarnie błądzi palcami po moim brzuchu. 
– Znowu się napiłaś. – Wzdycham. – Chodź, pomogę ci z prysznicem. – Mówię z troską.
– Nie chcę. – Łapie mnie za szyję.
Kimiko przysuwa się na tyle blisko, że czuję od niej mocny zapach alkoholu.
– Nie bądź uparta, dobrze? – Pytam, łapiąc ją za biodra.
Prawda jest taka, że już bardzo długo nie uprawialiśmy seksu. Zawsze znajduje jakąś wymówkę, a lepi się do mnie dopiero jak wypije. 
– Pieprz mnie. – Szepcze do mojego ucha, zjeżdżając ręką do moich spodni. Łapię ją zanim wkłada ją do środka. 
– Kimiko, jesteś pijana. – Wzdycham. – Daj sobie pomóc, chodź. 
Ściągam ją z łóżka i prowadzę do łazienki.
– Pierdolony drań. – Bełkocze. – Tamtą szmatę byś przeleciał, prawda? – Pyta z wyrzutem, próbując zachować równowagę. 
– Nie będę uprawiał z tobą seksu w takim stanie. – Odpowiadam, rozpinając zamek jej sukienki. – Wiesz, że tego nie lubię. – Ściągam śliski materiał z ciała mojej żony, zostawiając ją nago. 
– Nie pociągam cię. – Odpowiada ze złością.
– Nieprawda. – Podchodzę do niej i odgarniam włosy z jej twarzy. – Po prostu... zawsze do mnie przychodzisz jak jesteś pijana. Nigdy, kiedy jesteś trzeźwa. 
Podchodzę do wanny i ustawiam wodę, żeby napuścić ciepłą. Siadam na jej brzegu.
– Chodź tutaj. – Wyciągam do niej rękę z uśmiechem.
Kimiko przez chwilę się waha, ale po chwili podchodzi do mnie chwiejnym krokiem i staje między moimi nogami, opierając dłonie na moich barkach.
– Nienawidzę jak masz rację. – Bełkocze, ciągając mnie za włosy z tyłu głowy. 
– Wchodź, woda jest gotowa. 
Pomagam jej usiąść do wanny, żeby się nie poślizgnęła, a kiedy już siedzi biorę szampon do włosów i delikatnie masuję skórę jej głowy.
– Mmm przyjemnie. – Mruczy, odchylając głowę do tyłu.
– Jutro muszę wyjść wcześniej. – Mówię, spłukując jej długie włosy.
– Nic nowego. – Wzdycha.
– Mamy spotkanie z inwestorem. – Dodaję. – Chcą wypuścić nową markę samochodów. Starali się o spotkanie z nami od dwóch miesięcy. 
– Musiało im bardzo zależeć. 
Wzdycha, kiedy moje dłonie suną po jej ciele, myjąc każdy skrawek.
– Razem z Sasuke przedłużaliśmy cały ten proces, chcieliśmy być pewni, że są rzetelni, więc zleciliśmy komuś dokładne prześwietlenie tej firmy. – Tłumaczę.
– Cały ty, ostrożny i dokładny. – Mówi, chwytając moją dłoń w swoją. 
Moja żona sunie nią na swoje piersi i z niegrzecznym uśmiechem patrzy prosto w moje oczy, schodząc coraz niżej. 
– Kimiko. – Zatrzymuję ją. – Nie dzisiaj, proszę. – Wzdycham. – Jeśli jutro będziesz trzeźwa i dalej będziesz miała na to ochotę to nawet cię nie zatrzymam. – Obiecuję. 
– Zawsze to samo. – Prycha.
– Mogę powiedzieć to samo. – Odpowiadam. – Przychodzisz do mnie tylko wtedy, kiedy jesteś pijana.
Kimiko nic więcej nie mówi, kiedy pomagam osuszyć jej ciało i ubrać się w koszulę nocną. Cały czas tylko patrzy na mnie jak obrażona dziewczynka, która nie dostała tego, czego chciała. W łóżku odsuwa się ode mnie jak najdalej i odwraca plecami. Ustawiam budzik, ciężko wzdychając, bo ta sytuacja zaczyna mnie przerastać. Nie wiem jak mam do niej dotrzeć, zburzyć mury, które wokół siebie zbudowała. 

***

Ubieram czarne, garniturowe spodnie i białą, świeżo wyprasowaną koszulę, a kiedy zakładam zegarek, spoglądam do tyłu na łóżko, słysząc szelest kołdry. 
– Wyspałaś się? – Pytam z delikatnym uśmiechem.
– Mhm, głowa mi pęka. – Mruczy pod nosem.
– Nic dziwnego. – Mówię krótko. – Niedługo ktoś przyniesie tabletki przeciwbólowe. 
Kobieta spogląda na swoje ciało ze zmarszczonymi brwiami, najprawdopodobniej próbując sobie przypomnieć co się stało. 
– Pomogłem ci się umyć i przebrać. – Odpowiadam, poprawiając kołnierzyk koszuli.
– Czy ja... 
– Tak, jak zawsze. – Odpowiadam, wiedząc o co chce zapytać.
– Przepraszam. – Wzdycha.
– W porządku.  – Uśmiecham się. – Muszę już iść. Rano mam spotkania w sprawie o pracę sekretarki. 
– Dla ciebie? – Pyta, patrząc w lustrze na moje odbicie. 
– Mhm. – Pomrukuję krótko. – Ostatnią kazałaś mi zwolnić, posłuchałem cię. Potrzebuję kogoś, kto pomoże mi wszystko ogarnąć. Nie dam rady dłużej brać nadgodzin.
– Rozumiem. – Mówi cicho.
Przez jedną, krótką chwilę mam wrażenie, że widzę na jej twarzy poczucie winy. Ostatnia sekretarka została zwolniona, bo Kimiko była o nią zazdrosna. Nie miałem wyjścia. Ciągłe awantury nie dawały mi spokoju, więc poleciłem ją innej, zaprzyjaźnionej firmie i dałem odprawę dużo większą niż powinna dostać, bo było mi jej po prostu szkoda. 
– Do zobaczenia później. – Mówię z uśmiechem.
Dojechanie do firmy nie zajmuje mi długo, po piętnastu minutach wchodzę do środka, kierując się od razu do gabinetu. Z westchnięciem siadam na fotel przy biurku, spoglądając w stronę dużego okna z widokiem na całe miasto. Ogromne wieżowce, uliczki i ludzie, którzy wydawali się malutcy ze względu na wysokość sprawiają, że delikatnie się uśmiecham. 
– Ciężki poranek? – Odwracam się w fotelu, kiedy słyszę głos mojego wspólnika.
– Tak jak ostatnie miesiące. – Odpowiadam krótko.
– Znowu pokłóciłeś się z żoną? – Pyta Sasuke, siadając na fotel naprzeciwko mojego biurka.
– Dzisiaj nie. Wczoraj. – Odpowiadam. – Najpierw poszło o przypadkową kobietę, którą spotkałem w sklepie. Później się upiła i chciała zaciągnąć mnie do łóżka, a jak odmówiłem, nazwała mnie ‘pierdolonym draniem’. 
– No to poszła grubo, nigdy nie słyszałem, żeby przeklinała. – Prycha. 
– Jest coraz gorzej. – Wzdycham. – Nie wiem co się z nią dzieje, nie mogę do niej dotrzeć. Próbuję rozmawiać, ale zawsze kończy się kłótnią. Nie daję już rady. 
– Małżeństwo nie jest łatwe stary, zwłaszcza z taką kobietą jak Kimiko. 
– Wiem. Kocham ją, dlatego staram się to wszystko jakoś naprawić, ale sam nie dam rady, a ona najwyraźniej nie chce mi pomóc. 
– Ciężka sprawa. – Wzdycha. – Przyszedłem w sprawie sekretarki. Masz trzy spotkania za jakieś dziesięć minut. – Patrzy na zegarek. – Jedna z dziewczyn jest przyjaciółką Ino. Wpuścimy ją jako ostatnią. Ma bardzo dobre referencje, pracowała w dużych korporacjach. Wiem od mojej dziewczyny, że z ostatniej pracy się zwolniła, bo szef zaczął przekraczać swoje kompetencje. Nie mów tylko Ino, bo powie, że jestem paplą. – Śmieje się. 
– Czego ma nie mówić Ino? Obgadujecie mnie? – Do mojego gabinetu wchodzi wysoka blondynka i z gracją siada obok Uchihy.
– To nie tak mała, Sasuke tylko mówił, że twoja znajoma przyjdzie na spotkanie o pracę. – Mówię z uśmiechem. 
Sasuke i Ino znam od bardzo dawna. Zaprzyjaźniliśmy się już w szkole i od tamtej pory zawsze trzymamy się razem. Stosunki Ino i Kimiko są bardzo skomplikowane, żadna z pań nie darzy się szacunkiem ani przyjaźnią, dlatego moja przyjaciółka bardzo rzadko nas odwiedza. 
– Za dobrze was znam, żeby uwierzyć w tą bajeczkę. – Odpowiada z uśmiechem. – Właśnie... przeglądałam kwalifikacje poprzednich dziewczyn, możesz je od razu spławić. Tylko różowa się nadaje. 
– Różowa? – Pytam ze stłumionym śmiechem. 
– No tak, moja przyjaciółka. Nie lubi jak się do niej tak zwracam. – Mówi z uśmiechem.
– Nie dziwię się. – Śmieję się. 
– Szkoda, że jesteś już zajęty. Pasowalibyście do siebie. – Puszcza mi oczko. – Seksowna i mądra. 
– Ino... – Mówię z rozdrażnieniem w głosie. – Wiem, że nie lubisz Kimiko, ale jest moją żoną. Kocham ją, więc przestań mnie swatać. 
– Jasne, jasne. Nie denerwuj się szefie. – Unosi dłonie w obronnym geście, kiedy słyszymy pukanie do drzwi. – Pierwsza dziewczyna już jest. Zwijamy się Sasuke. 
– Proszę! – Krzyczę, żeby weszła.
Przychodząc na spotkanie o pracę zazwyczaj ubierasz się w eleganckie ubrania, które zasłaniają poszczególne części ciała. Blondynka wchodząca do biura zdecydowanie odbiega od tej reguły. Krótka spódniczka, ledwo zakrywająca jej pośladki podwija się wyżej z każdym ruchem. Błękitna koszula rozpięta do tego stopnia, że widać koronkowy, czarny stanik. 
– Powodzenia. – Ino chichocze, opuszczając mój gabinet razem z Sasuke. 
– Dzień dobry. – Mówi z uśmiechem, podchodząc do biurka. 
– Dzień dobry. – Odpowiadam blondynce. – Proszę usiąść. – Wskazuję dłonią wolne miejsce, sięgając po teczkę z jej danymi. 
– Żebym wiedziała, że szefostwo to sami przystojni mężczyźni to przyszłabym dużo wcześniej. – Mówi z uśmiechem. – Posada sekretarki wciąż wolna, prawda? – Prostuje się w fotelu, wypinając piersi bardziej do przodu.
– Imię, nazwisko. Jakie ma Pani wykształcenie? – Odchrząkuję. – Ma Pani jakieś doświadczenie w byciu sekretarką? 
– Mamiko Nakamura. Skończyłam liceum. – Mówi z uśmiechem, powoli wstając z miejsca. 
Zanim zdążę w jakikolwiek sposób zareagować, okrąża biurko i na nim siada, zdecydowanie zbyt blisko mnie.
– Nie mam doświadczenia, ale chętnie je zdobędę, żeby Pana zadowolić. – Zakłada nogę na nogę z zadziornym uśmiechem, bawiąc się moim krawatem.
– Wolałbym, żeby wróciła Pani na miejsce. 
– Daj spokój z tymi formalnościami. – Ciągnie mnie w swoją stronę, nasze twarze są zdecydowanie zbyt blisko. 
Gwałtownie wstaję z fotela, odsuwając się do tyłu. 
– Myślę... – Chrząkam, zaskoczony całą tą sytuacją, bo jeszcze nigdy w życiu nic takiego się nie stało. – ...Myślę, że skończymy na tym nasze spotkanie. 
– Przecież widzę, że też tego chcesz, przestań się opierać. – Mówi z uśmiechem.
– Wyjdzie Pani sama, czy mam wezwać ochronę? – Pytam poważnym tonem głosu.
Dziewczyna wstaje z biurka, cicho prychając pod nosem. 
– Szkoda... taka piękna buźka, a taki sztywniak. – Mówi z uśmiechem. – Znam drogę. – Dopowiada, idąc w stronę drzwi.
Poddenerwowany siadam na fotel, kiedy opuszcza mój gabinet. Powoli wypuszczam powietrze z płuc, które nieświadomie wstrzymałem. Nie rozumiem jak można być tak bezmyślnym i w głupi sposób odważnym, żeby próbować zdobyć pracę przez seks. Luzuję krawat, czując jakbym się dusił. Następna osoba trochę mnie zaskakuje. Starsza kobieta, po osiemdziesiątce, która nie umie włączyć nawet drukarki, a co ważniejsze, posługiwać się komputerem. Grzecznie jej dziękuję, mówiąc, że szukamy kogoś bardziej doświadczonego. Widzę zawód z jakim na mnie patrzy, przez co czuję się źle, ale umiejętności kobiety nie są wystarczające.
Nieruchomo siedzę w fotelu, zmęczony tak gwałtownym i nieprzewidywalnym porankiem. Ciężko wzdycham, słysząc pukanie do drzwi, mając nadzieję, że koleżanka Ino jest całkiem normalna. 
– Proszę. – Odpowiadam, prostując się w fotelu.
Kąciki ust same podnoszą się w delikatnym uśmiechu, widząc znajomą osobę. Dziewczynę, która mnie zaintrygowała. Dziewczynę, którą chciałem lepiej poznać, kiedy po raz pierwszy dotknąłem jej dłoni. 
– Pewnie jestem czarownicą. – Cicho się śmieje. – Chyba muszę bardziej uważać na słowa. – Dodaje, siadając na fotelu.
Od razu zauważam jej starannie dobrany strój. Czarna, sięgająca do kolan spódnica i biała, wyprasowana koszula. Wygląda jak ktoś, kto przyszedł na spotkanie o pracę, bo naprawdę zależy jej na tym, żeby ją dostać. Ktoś, kto włożył wysiłek i chce zaimponować swoją dokładnością o najmniejszy detal. 
– Jesteś koleżanką Ino, prawda? – Pytam z uśmiechem. – Dlaczego wcześniej się nie spotkaliśmy?
Dziewczyna odgarnia różowe włosy za ucho, kiedy uporczywie błądzą po jej twarzy. 
– Prawdopodobnie zrządzenie losu. – Na ustach Haruno pojawia się delikatny uśmiech, który hipnotyzuje tak bardzo, że ciężko odwrócić wzrok. – Bardzo dużo o tobie słyszałam. Zawsze jak miała mnie z tobą poznać to coś mi wypadało. 
– Świat jest mały. – Uśmiecham się. – Nie spodziewałem się, że zobaczę cię tak szybko.
– Interesujący przypadek. – Odpowiada, poprawiając włosy. – Zaczynamy rozmowę? 
Stukam palcami w biurko, obserwując zrelaksowaną postawę Haruno. Widzę jak bardzo jest pewna siebie i swoich umiejętności, wcale się nie dziwię, bo przejrzałem jej CV. 
– A co jeśli powiem, że masz tą pracę? – Pytam.
Na twarzy dziewczyny maluje się zdziwienie, a zaraz potem niepokój. 
– Wtedy będę musiała zapytać, czy to ze względu na Ino. – Delikatnie przygryza dolną wargę w nerwowym geście. 
– Nie. – Mówię krótko. – Przejrzałem twoje CV, jest naprawdę imponujące i przydałaby mi się pomoc tak doświadczonej osoby. 
– W takim razie dziękuję. – Jej usta wyginają się w delikatnym uśmiechu. Szmaragdowe oczy przepełnia prawdziwa wdzięczność i radość. 
– Możesz zacząć od dzisiaj? Ino mogłaby ci wszystko pokazać. 
– Jasne. – Jej uśmiech się pogłębia. – Jestem wolna, więc nic nie stoi na przeszkodzie.
– Świetnie. – Biorę telefon do ręki. – Jutro przygotujemy umowę. – Mówię, wybierając numer Ino.
– Potrzebuję twojej pomocy, możesz do mnie wpaść? 
– Zaraz będę przystojniaczku.
Ino się rozłącza i za jakąś minutę jest już u mnie w gabinecie. Uśmiecha się szeroko, kiedy widzi swoją koleżankę.
– Mówiłam, że jest najlepsza. – Podchodzi do dziewczyny i mocno ją obejmuje. 
– Tak, zdecydowanie.
Mimowolnie na moje usta wkrada się uśmiech. Widzę, że są ze sobą naprawdę blisko, a Ino nie trzyma się z byle kim.
– Oprowadzisz Sakurę po firmie? Pokażesz jej i nauczysz wszystkiego? – Pytam.
– Oczywiście, że tak. Z przyjemnością. – Mówi z uśmiechem, ale zaraz potem poważnieje, przysuwając się bliżej biurka. – Będziesz miał kłopoty. – Wzdycha. – Kimiko wysłała na przeszpiegi swoją koleżankę. Ochrona ją zna, więc bez problemu tutaj weszła. 
– I co z tego? – Pytam zdezorientowany. 
– Ta pierwsza dziewczyna... Z naszej perspektywy wyglądało jakbyś się z nią całował. – Wzdycha.
Mimowolnie patrzę na szklaną ścianę przy drzwiach wejściowych i zdenerwowany przeczesuję dłonią włosy. 
– Kurwa. – Wzdycham, wciskając plecy w fotel.
– Na pewno o wszystkim już wie. Chcesz jechać wcześniej do domu? Powiem Sasuke...
– Nie. – Przerywam jej. – Inwestor jest w tej chwili ważniejszy, nie możemy przekładać spotkania. – Wzdycham. 
– W porządku. Na razie nie dzwoniła, więc może nie będzie tak źle.
Ino kładzie dłoń na moim ramieniu i delikatnie je ściska, pokazując swoje wsparcie. 
– Mhm. – Mruczę. – Wiesz jak ja to nazywam? Cisza przed burzą. 
– Będzie dobrze, tylko zachowaj spokój. – Uśmiecha się.
Dzień był stresujący, dłużył się jak nigdy, bo wiedziałem, że jak wrócę do domu, rozpęta się prawdziwe piekło. Spotkanie z inwestorem przebiegło naprawdę bardzo dobrze, więc mam chociaż jeden powód do szczęścia. Schodzę na parking, kierując się w stronę samochodu. Z długim westchnięciem wsiadam, zapinam pas i odpalam silnik, ruszając do domu. Droga jest zdecydowanie zbyt krótka, bo po kilku minutach parkuję przed dużym budynkiem.
– Dasz radę. – Mówię do siebie, wysiadając z samochodu. 
Powolnym krokiem idę w stronę domu, żeby po chwili wejść do środka. Cisza i brak służby świadczy o tym, że jestem w prawdziwych tarapatach. Kimiko nigdy nie zaczyna kłótni przy innych, zawsze jesteśmy sami, bo nie może sobie pozwolić na to, żeby jej idealny wizerunek legł w gruzach. Wchodzę do salonu. 
– Gdzie są wszyscy? – Pytam.
Kobieta wstaje z kanapy i podchodzi do mnie w zupełnej ciszy. Twarz ma kamienną, ale widzę wszystko w jej oczach. Wściekłość, ból i pogardę z jaką na mnie patrzy. Moja twarz gwałtownie odwraca się w lewą stronę, kiedy czuję jak mój prawy policzek piecze od siły, której używa, uderzając mnie z otwartej ręki. Pocieram obolałe miejsce, powoli odwracając głowę w jej kierunku. 
– Po to potrzebujesz sekretarki? Żeby ją kurwa pieprzyć!? – Krzyczy.
– Masz o mnie bardzo złe zdanie. – Mówię, zaciskając zęby.
– Złe zdanie?! – Śmieje się, łapiąc moją koszulę. – W takim razie jak nazwiesz to, co dzisiaj robiłeś? 
– Nic za co miałabyś prawo być zła. – Odpowiadam, próbując zachować spokój.
– Aika wszystko widziała! – Warczy, mocniej zaciskając palce na mojej koszuli. – Lizałeś się w gabinecie z jakąś dziwką! Wyszłam za pierdolonego zdrajcę. 
Zaciskam palce na jej obydwu nadgarstkach. 
– Uważaj co mówisz, żebyś tego nie żałowała. Kazałaś mnie śledzić swojej przyjaciółce, zachowujesz się jak małe dziecko. Nic się nie wydarzyło między mną, a tamtą kobietą i gdyby twój mizerny szpieg został do końca, zobaczyłby, że wyrzuciłem ją z biura. Od razu mnie atakujesz, nie pytasz, nie dasz dojść do słowa. Mam tego dość Kimiko. – Wzdycham zmęczony, poluźniając uścisk na jej nadgarstkach.
– Skąd mogę widzieć, że mówisz prawdę? – Pyta. – Nie dotknąłeś mnie już od miesięcy.
– Tak? – Śmieję się bez humoru. – I czyja to zasługa? Kiedy chcę się do ciebie zbliżyć zawsze wymyślasz wymówki. Chcesz, żebym się z tobą pieprzył dopiero jak upijesz się ze swoimi przyjaciółkami. – Prycham.
– Wcale nie, nie odwracaj kota ogonem. 
Puszczam jej dłonie i robię krok w tył. Sfrustrowany i zmęczony przecieram dłońmi twarz z cichym prychnięciem.
– Mam dość, to nie ma sensu. – Wzdycham. – Idę na górę, a jak dalej mi nie wierzysz to obejrzyj nagrania z monitoringu, przecież masz do nich dostęp.
Odwracam się i idę na górę. Biorę szybki, gorący prysznic, a jak kończę, zakładam luźne, dresowe spodnie, w których śpię. Kładę się na łóżku i szukam jakiegoś filmu. Policzek dalej piecze, przypominając o wszystkim, co wydarzyło się kilkanaście minut temu. Skoro tak źle się ze mną czuje i mi nie ufa, po co dalej jest moją żoną? Może uczucia wygasły i tak naprawdę kurczowo trzyma mnie przy sobie, bo ma wygodne życie. Z drugiej jednak strony, gdyby już nic do mnie nie czuła, czy byłaby aż tak zazdrosna? Odwracam wzrok w kierunku drzwi, kiedy słyszę kroki. Kimiko bez słowa idzie do łazienki, a jak kończy brać prysznic, ostrożnie kładzie się do łóżka, gasząc światła.
– Naruto? – Szepcze.
– Tak? – Wzdycham.
– Przepraszam. – Słyszę, że pociąga nosem, więc odwracam się w jej kierunku. – Nie powinnam była cię uderzyć i mówić tych wszystkich rzeczy.
– Czyli obejrzałaś. – Mówię, przewracając się na plecy. – Doceniam przeprosiny, ale chciałbym, żebyś ufała mi bardziej. – Wzdycham. 
– Po prostu... widzę jak inne kobiety na ciebie patrzą i boję się, że w końcu mnie zostawisz. – Dotyka ciepłą dłonią policzka, w który niedawno uderzyła.
– Nigdy nie dałem ci powodu, żebyś tak myślała. – Odpowiadam zgodnie z prawdą. 
– Boli? – Pyta, przysuwając się bliżej.
– Boli. – Mówię krótko. 
Czuję delikatne, miękkie usta, dotykające rozgrzanej skóry policzka. 
– A teraz? – Szepcze, przylegając do mnie ciałem. 
– Mniej. – Odpowiadam. 
Kimiko przekłada nogę przez moje biodra, siadając na mnie okrakiem. Dłonie opiera na nagiej klatce piersiowej, zjeżdżając pośladkami trochę niżej.
– Co robisz? – Pytam, układając dłonie na jej biodrach.
– Dzisiaj nie jestem pijana. – Porusza ciałem, ocierając się o mnie. – Chcę ciebie.
Dłonie Kimiko wędrują na moje ramiona. Przygryza dolną wargę, przysuwając twarz do mojej. Delikatnie przystawia usta, testując, czy jej nie odepchnę. Mocniej zaciskam palce na biodrach kobiety, kiedy odważniej się o mnie ociera. Chwytam jej dolną wargę w swoje, pogłębiając pocałunek. Z ust Kimiko wydobywa się cichy jęk, kiedy wsuwam do środka język. Moje dłonie unoszą piżamę nocną, wsuwając się pod spód na nagie plecy.
– Jesteś taki twardy. – Mruczy do mojego ucha, przygryzając płatek. – Potrzebuję cię. 
Dwa ostatnie słowa sprawiają, że się poddaję i robię o co mnie prosi. Wiem, że nasze problemy nie rozwiążą się przez seks, ale tej nocy chcę, żeby wszystko było jak dawniej. Chcę czuć jej ciało blisko swojego. Chociaż ten jeden raz, bo minęło zbyt dużo czasu od momentu, kiedy pozwoliła mi dotykać się w ten sposób.

***

Budzę się przez dzwonek, który ustawiłem wczoraj, żeby nie spóźnić się do pracy. Ostrożnie wyciągam dłoń w stronę szafki nocnej i go wyłączam, bo nie chcę obudzić mojej żony. Delikatnie dotykam jej głowy, która leży na nagiej klatce piersiowej i przebiegam palcami po czarnych włosach. 
– Dzień dobry, wyspałaś się? – Pytam z uśmiechem, kiedy się wybudza.
– Mhm, jak nigdy. – Mruczy z uśmiechem, muskając ustami moją klatkę. – Nie możesz wziąć wolnego?
– Niestety nie. – Wzdycham. – Postaram się skończyć wcześniej i później będę cały twój. – Całuję czubek jej głowy z uśmiechem.
– Tak sobie myślałam... Może zaprosimy na wieczór twoich znajomych? Rzadko cię odwiedzają. Sasuke i Inaka na pewną będą zadowoleni.
– Ino, kochanie. Cieszyłbym się, żebyś w końcu zapamiętała jej imię, to nie jest nic trudnego, prawda? – Pytam.
– W porządku. – Wzdycha. – Postaram się.
Kradnę szybkiego buziaka z uśmiechem na ustach.
– Muszę iść. Przepraszam, ale dzisiaj musisz zjeść śniadanie sama, mam za dużo pracy w związku z nowym inwestorem.
– Jasne, rozumiem. – Uśmiecha się. – Uciekaj, bo im dłużej tutaj jesteś tym bardziej nie chcę wypuścić cię z łóżka.
Całuję ją ostatni raz, zanim idę do łazienki wziąć prysznic. Szybko ubieram czarną koszulę i spodnie w tym samym kolorze. Tym razem odpuszczam sobie krawat, bo wiem, że nie mam żadnego spotkania, na którym musiałbym wyglądać nienagannie. Kimiko nie ma już w sypialni, więc schodzę na dół do jadalni, żeby się z nią pożegnać.
– Do zobaczenia później. – Szybko cmokam ją w usta.
Nie robiłem tego już bardzo dawno, przez co czuję się trochę niezręcznie.
– Do zobaczenia. – Odpowiada z uśmiechem.
Wychodzę z domu najszybciej jak mogę i po chwili siedzę w samochodzie, jadąc do firmy. Dzisiaj mamy przed sobą bardzo ciężki dzień, ale tak naprawdę czuję, jakby każdy kolejny był jeszcze gorszy. Jestem już po prostu zmęczony, prowadzenie firmy to wyzwanie, które czasami mnie przerasta. Zajeżdżam na parking, wychodzę z samochodu i idę do firmy. Wjeżdżam windą na ostatnie piętro, a kiedy drzwi się otwierają, dostrzegam przyjaciół i Sakurę w części wypoczynkowej.
– Cześć. – Mówię z uśmiechem.
– Hej. – Odpowiadają prawie chórkiem.
– Musimy pogadać. – Wzdycha Sasuke.
– Jasne, twój gabinet czy mój?
– Chodźmy do ciebie.
Otwieram drzwi, przepuszczając przyjaciela przodem. 
– O co chodzi? – Zajmuję fotel za biurkiem, siadając naprzeciwko Sasuke.
– Ojciec Kimiko dzisiaj tutaj był.
– Czego chciał? – Pytam, marszcząc brwi.
– Pamiętasz jak powiedzieliśmy mu, że spróbujemy wkręcić go w interes z nowym sponsorem? – Kiwam głową, nie przerywając. – Przyszedł się przypomnieć.
– Nasz klient chce współpracować tylko z nami, powiedziałeś mu? – Pytam.
– No właśnie z tym mamy problem. – Wzdycha. – Zagroził, że poda nas do sądu, bo nie wywiązaliśmy się z umowy. 
– Umowy? – Prycham. – Jakiej umowy? Z tego co pamiętam to żadnej nie podpisywaliśmy. Wiem, że za mną nie przepada, ale mógłby sobie darować. 
– Powiedział, że o wszystkim powie Kimiko i jak chcemy, żeby siedział cicho to mamy zapłacić mu milion.
Zaciskam dłonie w pięści, kiedy słyszę o tym marnym szantażu. Nie wiedziałem, że zniży się do takiego poziomu, żeby żebrać od zięcia pieniądze. Na tyle byłoby z jego godności i respektu, z którego słynie ta rodzina.
– Kimiko będzie wkurwiona jak się o tym dowie. Obiecałem, że nie będę robił żadnych interesów z jej ojcem. – Zaciskam zęby. – Cały czas pod górkę. Jestem zmęczony Sasuke. Mam ochotę wszystko sprzedać i wrócić do Konohy.
– Inwestora mamy z głowy, zostaje tylko ten problem z ojcem Kimiko. Co chcesz z tym zrobić? 
– Jak to co? Nie zamierzam mu nic płacić. Niech mówi co chce, gorzej niż wczoraj być nie może. 
– Właśnie, jak źle wczoraj było? – Pyta ciekawy.
– Na wejściu dostałem od żony z liścia, zwyzywała mnie od zdrajców i zrobiła wielką awanturę. 
– Czyli sytuacja w domu jest napięta. – Wzdycha.
– Tutaj cię zaskoczę, bo wcale nie. Najwyraźniej po kłótni obejrzała nagranie z monitoringu, a potem na przeprosiny zaciągnęła mnie do łóżka. – Tłumaczę.
– To nie jest rozwiązanie waszych problemów młotku. – Karci mnie.
– Myślisz, że nie wiem? Wczoraj po raz pierwszy od dawna poczułem, że jej zależy. Było naprawdę dobrze, ale z tyłu głowy cały czas myślałem, kiedy wybuchnie następnym razem. Chciałem zapomnieć, że się między nami nie układa chociaż na chwilę, dlatego tego nie przerwałem. 
– Rozumiem cię. Nie dość, że masz problemy w domu to jeszcze dochodzi do tego praca, a ostatnie miesiące są naprawdę stresujące.
– Właśnie, wpadniecie dzisiaj na kolację? Kimiko wyszła z inicjatywą. 
– Kimiko? – Prycha z uśmiechem. – Chyba ją dobrze przeleciałeś skoro zaprasza nas na kolację. Musi być w dobrym humorze. – Śmieje się.  
– Ale ty jesteś czasami kurwa durny. – Odpowiadam z uśmiechem. 
– Możemy wziąć Sakurę? Mieliśmy dzisiaj razem wyjść się napić. Powiem ci newsa, dowiedziałem się od Ino, że też pochodzi z Konohy.
– Sakura? – Pytam z uśmiechem. – Świat jest naprawdę mały.
– To jak? – Czeka na moją odpowiedź. 
– Jasne, sam ją zaproszę. – Odpowiadam.
– W porządku, zabieram się za robotę w takim razie. Nie przejmuj się za bardzo ojcem Kimiko. – Mówi, wstając. 
– Nie zamierzam, jak chce to niech jej mówi. 
Odwracam fotel w stronę okna, kiedy mój wspólnik opuszcza gabinet. Ojciec Kimiko zawsze był pazerny na pieniądze, ale to co teraz odpierdala przekroczyło moje wszystkie oczekiwania. Słysząc pukanie, odwracam się w stronę drzwi, przez które wchodzi Sakura.
– Przyniosłam papiery i kawę. – Mówi z uśmiechem, zostawiając wszystko na biurku. – Zastanawiałam się...  – robi krótką przerwę, przygryzając dolną wargę – ...jak mam się do ciebie zwracać w pracy? Chcesz, żeby było formalnie czy na luzie? 
– Na luzie. – Uśmiecham się. – Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko. 
Upijam łyk kawy, cicho ją obserwując. Dzisiaj postawiła na wygodę, zakładając długie, czarne spodnie. Wystylizowana biała koszula nie jest nawet wygnieciona. Na nogach ma czarne szpilki. Wygląda naprawdę dobrze i bardzo profesjonalnie. 
– Nie mam. – Kąciki jej ust unoszą się delikatnie w górę. – Bardzo mi to pasuje. 
– Masz jakieś plany na wieczór? – Pytam nonszalancko. 
– Miałam iść z Ino i Sasuke na drinka. 
– A co powiesz na to, żebyście wpadli do mnie?
Sam nie wiem dlaczego, ale stresuję się jej odpowiedzią. Moje ciało delikatnie sztywnieje w oczekiwaniu na to co powie. 
– Do ciebie? – Pyta, unosząc brew do góry.
– Do mnie. – Przytakuję. – Zapraszam was na kolację. 
– Okej, jasne. – Uśmiecha się. – Z przyjemnością przyjdę. 
– Cieszę się. – Na moje usta wkrada się zbyt szeroki uśmiech. Odchrząkuję, oczyszczając gardło. – Zrób sobie kawę, pomożesz mi z dokumentami. W czwartek mamy inspekcję i trzeba wszystko przygotować. 
– Jasne, zaraz wracam. – Odpowiada, zostawiając mnie samego. 
Wyciągam wszystkie teczki, które będą nam potrzebne, segregując je od najważniejszych do mniej ważnych. 



Oczami Ino

Siedzę przy biurku, udając, że zawzięcie pracuję na laptopie, a tak naprawdę gram w The Sims 4. Sasuke zawsze się o to czepia, ale skończyłam już wszystko co miałam zrobić, więc mam trochę czasu dla siebie i rodziny, którą stworzyłam. Chyba się uzależniłam. Tak, na pewno. Granie w pracy podchodzi pod uzależnienie. Słyszę za sobą kroki, więc szybko zamykam laptopa, z dość głośnym trzaśnięciem. Biorę kubek z kawą jak gdyby nigdy nic i siorbię małe łyczki.
– Czego się tak boisz? – Słyszę śmiech Sakury, więc odwracam się w jej stronę.
Dziewczyna przysuwa fotel bliżej mnie i siada z szerokim uśmiechem.
– Kurwa, Sakura. Myślałam, że to Sasuke albo Naruto. – Wzdycham, łapiąc się za miejsce, w którym jest serce. Otwieram laptopa z nadzieją, że moja rodzina się nie wyłączyła i wszystkie postępy są zapisane. Wkurwiłabym się, gdybym musiała uczyć na nowo moją simkę, jak grać na jebanej gitarze.
– Serio? – Pyta unosząc brew do góry, ale zaraz potem wybucha śmiechem. – Zawsze miałam nadzieję, że chociaż w pracy jesteś bardziej odpowiedzialna. Jak zwykle mnie zawiodłaś. – Klepie mnie po ramieniu.
– Ta gra jest fajna, a poza tym, jestem ‘trochę’ odpowiedzialna. – Pokazuję palcem wskazującym i kciukiem małą odległość. – Skończyłam co miałam zrobić. – Wzruszam ramionami. 
– Tak, fajna. – Śmieje się. 
– Nie wierzysz? Patrz, pokażę ci. To jest Ino. – Pokazuję jej blondynkę. – A to Sasuke z naszym małym dzieckiem. 
Sakura zakrywa dłonią usta, żeby nie śmiać się zbyt głośno.
– Poważnie? Stworzyłaś waszą rodzinę w grze? – Różowo włosa próbuje złapać powietrze, a kiedy się już uspokaja, patrzy na mnie z powagą na twarzy. – Lepiej weź się za zrobienie dzidziusia w prawdziwym świecie. – Porusza zabawnie brwiami, a ja uderzam ją w ramię.
– Śmiej się, a kiedy nadejdzie dzień mojego ślubu i będziesz dalej sama, to się odwdzięczę. Tobie też mogę założyć rodzinę, chcesz? – Pytam z uśmiechem.
– Nie, dziękuję. Lubię swoją pracę i nie chcę zmarnować szansy przez jakąś głupią grę. Lepiej to wyłącz, bo jak twój chłopak zobaczy co robisz, będziesz miała przejebane.
Z westchnięciem zapisuję grę i ją wyłączam. 
– Zadowolona? – Prycham.
– Bardzo. – Uśmiecha się. – Idę zaraz do Naruto pomóc z dokumentami, wtedy rób sobie co chcesz. To spotkanie z Sasuke strasznie się przeciąga. – Wzdycha.
– Właśnie, miałam spytać. Jak ci się tu podoba? Wiem, że to dopiero drugi dzień, ale na pewno masz już wyrobione zdanie. 
– Każdy jest bardzo miły. Panuje naprawdę fajna atmosfera. – Wzrusza ramionami. – Wczoraj nie miałyśmy czasu pogadać. Zapomniałam ci wspomnieć, że spotkałam Naruto przed rozmową o pracę. 
– Naprawdę? Gdzie? – Pytam zainteresowana. 
– Kilka dni wcześniej. Wpadliśmy na siebie w sklepie w galerii. – Uśmiecha się. – Wydaje mi się, że też widziałam jego żonę. Bardzo elegancka i ładna kobieta. Naruto już znam, powiesz mi coś o niej? Nie chciałabym zrobić albo powiedzieć czegoś głupiego wieczorem.
– Kimiko. – Wzdycham.
– Co Kimiko? – Pyta zdezorientowana.
– Kimiko. Jego żona nazywa się Kimiko. – Tłumaczę. – Nie cierpię jej, zresztą z wzajemnością. Jest takim chwastem, który zatruwa życie wszystkiemu dookoła, nie da ci rozkwitnąć i zamienia wszystkie chwile w koszmar. 
Po moich plecach przebiegają ciarki, kiedy wyobrażam sobie małego bachora na jej podobieństwo. Dopóki nie mają dzieci, wszystko jeszcze można odkręcić, prawda? 
– Gdyby naprawdę była taka okropna to tak miły facet jak Naruto by się w niej nie zakochał. Myślę, że przesadzasz. – Wzdycha.
– Nie przesadzam. Na początku związku byli bardzo szczęśliwi, nawet wtedy jeszcze ją jakoś tolerowałam, ale po ślubie zaczęło się prawdziwe piekło. Półtora roku w ciągłych kłótniach o małe pierdoły. – Wzdycham. – Szkoda mi go, życie z tą babą nie jest łatwe.
– Zauważyłam dzisiaj, że jest jakiś zmęczony. Ma kłopoty w firmie? – Pyta zaciekawiona. – Może mogę jakoś pomóc.
– W firmie? Nie. – Uśmiecham się. – Pamiętasz tą pierwszą laskę na rozmowie? Kimiko wysłała wczoraj koleżankę na przeszpiegi, powiedziała jej, że Naruto ją zdradza i zrobiła mu o to wczoraj awanturę jak wrócił do domu. Sasuke mi powiedział, że dostał nawet z liścia. 
– A zdradza? – Pyta.
– Ogłupiałaś? On poza nią świata nie widzi. Każdy normalny człowiek, który choć trochę szanuje swoje zdrowie psychiczne, dawno od niej by odszedł. A Naruto? Nie umie i nie chce, bo ją kocha. Szkoda, że ta idiotka tego nie umie docenić.
– Wydaje się naprawdę miły. – Wzdycha. – Szkoda, że ma takie problemy. 
– Jest w twoim typie, prawda? – Pytam z uśmiechem. 
– Zdecydowanie. – Odpowiada. – Jak dowiedziałam się, że ma żonę to byłam trochę zawiedziona. Szkoda, że nie poznałaś mnie z nim wcześniej. – Uśmiecha się.
– Żona nie ściana, da się przesunąć. – Wzruszam ramionami, a Sakura się śmieje.
– Nie jestem typem kobiety, który rozbija małżeństwa.
– To nie rozbijaj. – Mówię z uśmieszkiem. – Rozkochaj go w sobie, spraw, żeby myślał tylko o tobie, a reszta zrobi się sama. 
– To nie w moim stylu. – Kręci głową. – Nie będę niczyją kochanką. 
– Nie każę ci być kochanką, ani włazić mu do łóżka. Wystarczy, że się w tobie zakocha. Wiedźma wsiądzie na miotłę i odleci, podpisując papiery rozwodowe. Będzie rzucać czary na kogoś innego, a ty zostaniesz żoną przystojnego biznesmena. 
– Widzę, że ostro popłynęłaś. – Śmieje się.
– Coś się zbliża.
Odwracam wzrok w stronę windy, czekając na osobę, która z niej wysiądzie. Moje ciało mimowolnie się spina, kiedy ją widzę. 
– Ona tu nigdy nie przyjeżdża. – Szepczę do Sakury.
– Witaj Ino. – Mówi ze sztucznym uśmiechem. – Możesz powiedzieć Naruto, że przyszłam? – Pyta przesłodzonym głosikiem.
– Niestety przystojniaczek jest teraz zajęty. Ma pilne spotkanie z Sasuke. Prosili, żeby nikt im nie przeszkadzał. Masz tutaj jego sekretarkę, więc jak chcesz coś przekazać to śmiało. – Biorę kubek gorącej kawy do rąk.
– Czy mam zapisać jakąś wiadomość dla Naruto? – Sakura pyta z uśmiechem na ustach.
– Czy my się przypadkiem nie znamy? – Unosi podejrzliwie brew do góry.
– Nie, raczej nie. Mogła mnie Pani widzieć w galerii kilka dni temu, kiedy Naruto przypadkowo na mnie wpadł. – Tłumaczy, a Kimiko dokładnie się jej przygląda. 
– Tak, teraz pamiętam. – Odburkuje. – Jesteś z moim mężem po imieniu? – Drąży.
– W tej firmie praktycznie każdy zwraca się do siebie po imieniu. – Wtrącam. – Gdybyś się kiedykolwiek interesowała to na pewno przystojniaczek by ci o tym powiedział. – Upijam kawę, przykrywając uśmiech kubkiem, bo wiem, że wsadziłam jej małą szpilkę.
– Ino... – wzdycha – ...nie przyszłam się kłócić. Czy Naruto ci przekazał, żebyście wpadli na kolację? – Pyta z udawaną życzliwością. 
– Tak, dziękuję za zaproszenie. – Odpowiadam. – Sakura też będzie, więc nie zapomnij o dodatkowym nakryciu. – Dodaję.
– W porządku. – Przelotnie spogląda na moją przyjaciółkę z niezadowoleniem. – Przekażę służbie. 
– Zapisać coś dla Naruto? – Sakura ponawia pytanie. 
– Nie, skoro jest zajęty to nie będę mu przeszkadzać. Do zobaczenia wieczorem. – Mówi z uśmiechem. 
– Och, Kimiko? – Wołam ją, a ona się zatrzymuje. – Cieszę się, że w końcu nauczyłaś się mojego imienia po tak długim czasie. – Mówię z zaczepnym uśmiechem, na co przewraca oczami.
Kobieta zarzuca włosami i idzie do windy, ruszając dupą jak rasowa dziwka.
– Uwielbiam ją wkurwiać. – Mówię z uśmieszkiem, kiedy znika w windzie. 
– Stąpasz po cienkim lodzie. – Sakura się śmieje. – Idziesz do niej na kolację, co jak zatruje ci jedzenie? – Chichocze.
– Mówię ci, z nią jest coś nie tak. Bardzo nie tak. – Wzdycham. 



Oczami Naruto

Po spotkaniu z Sasuke od razu wróciłem do gabinetu, uprzedzając Sakurę, że dokumenty, z którymi miała mi pomóc muszą poczekać, bo mam kilka ważniejszych do ogarnięcia, a ona niestety mi z nimi nie pomoże. Otwieram ostatnią teczkę i składam podpis na zapisanej kartce papieru. Odkładam długopis, przeciągając się kilka razy, bo moje mięśnie za bardzo się spięły. Zaglądam do pustego kubka po kawie i z westchnięciem wstaję. 
Potrzebuję kawy.
Wychodzę z gabinetu, uśmiecham się, kiedy widzę mojego wspólnika przy biurku Ino.
– Widzę, że skończyłeś pierwszy. – Mówię, przysuwając wolny fotel bliżej biurek. 
– Zrobię ci kawę. – Ino wstaje z fotela, podchodzi do ekspresu i wyciąga kubek z szafki 
– Dzięki mała. – Mówię z uśmiechem, kiedy wciska przycisk na urządzeniu.
– Nie ma sprawy. 
Ino podnosi kubek i wręcza mi go z ciepłym uśmiechem, po czym siada na swoje miejsce. 
– Poradzisz sobie sam młotku? – Pyta Sasuke. 
– Z czym? – Upijam łyk kawy.
– Z uporządkowaniem papierów do kontroli. – Wzdycha. 
– Pomogę mu. – Odpowiada cicha do tej pory Sakura. – Zaproponowałam mu już rano, że pomogę.
– Widzisz? Nie musisz się martwić. Naruto jest w dobrych rękach. – Uśmiecha się Ino. – Jest już siedemnasta, powinniśmy się zmywać kochanie. 
Ino podnosi się z fotela, chwytając w dłoń torebkę. Łapie Sasuke za rękę i ciągnie go do windy.
– Widzimy się później. – Sasuke krzyczy, zanim winda zatrzaskuje się przed jego twarzą.
– Biedny chłopak, dalej nie wiem co on w niej widzi. – Sakura chichocze. 
Spoglądam na jej rozpromienioną twarz, a na moje usta wkrada się uśmiech. Słodki, miły dla ucha chichot sprawia, że po ciężkim dniu czuję się trochę lepiej. 
– Po prostu się zakochał. – Wzruszam ramionami, upijając łyk kawy.
– Dzisiaj była tu twoja żona. 
Odstawiam kubek na biurko, nie ukrywając zdziwienia. 
– Kimiko? – Pytam. – Tutaj? Co chciała?
– Chciała się z tobą zobaczyć, ale Ino powiedziała, że jesteś zajęty. Nie zostawiła żadnej wiadomości. – Odpowiada.
– Pewnie przyszła zobaczyć nową sekretarkę. – Mówię szybciej niż myślę. 

Kurwa

– Zobaczyć? – Pyta, opierając łokcie na blat biurka, kładąc brodę na otwartych dłoniach.
W tej pozycji wygląda naprawdę słodko, a za razem bardzo atrakcyjnie. 
– Moja żona jest specyficzna.  – Wzdycham, robiąc krótką pauzę. – Jest o mnie bardzo zazdrosna. Myśli, że zdradzę ją z każdą kobietą, która inaczej na mnie spojrzy.
– Porozmawiaj z nią o tym. 
– Próbowałem wiele razy, ale żadna rozmowa nie przyniosła skutku. – Uśmiecham się, wstając z fotela. – Bierzemy się do pracy? Im szybciej skończymy tym lepiej.
– Zdecydowanie, jedzenie kolacji o późnej porze źle działa na żołądek. – Mówi z uśmiechem, idąc za mną do gabinetu. 
Przepuszczam ją w drzwiach i podchodzę do biurka. 
– Posegregowałem wszystko na to, co jest pilne i na to, co możemy zostawić na jutro. – Tłumaczę. 
– Super, to ułatwi sprawę. Może we dwójkę uwiniemy się nawet w godzinę. – Uśmiecha się, siadając przy biurku. 
– Trzymam cię za słowo. – Siadam na swoje miejsce. – Zawsze schodzi mi z tym do czterech godzin, kiedy robię to sam. 
– Dlaczego Sasuke ci nie pomaga? – Pyta, zaczesując włosy za ucho, kiedy bierze w dłonie pierwszy segregator.
– Tak właściwie nigdy nie potrzebowałem z tym pomocy. Czasami takie segregowanie dokumentów w samotności daje ci więcej spokoju niż wypoczynek w domu. – Mówię z uśmiechem. 
Specjalnie pomijam szczegóły, bo wiążą się one z Kimiko. W pewnym stopniu jest to żałosne, że czasami umyślnie przedłużam mój pobyt w pracy, bo nie chcę wracać do domu. Zwłaszcza jak jestem naprawdę zmęczony i nie mam ochoty na bezsensowne starcia z moją żoną.
Biorę segregator do ręki, sprawdzając dokumenty i uzupełniając wszystko, czego brakuje. Razem z Sakurą siedzimy w zupełnej ciszy i skupieniu, ale w żaden sposób nie jest to niekomfortowe. Ukradkiem zerkam w jej kierunku, kiedy zbiera włosy w rękę, żeby związać je w niechlujnego koka. Odsłania swoją smukłą, długą szyję co tylko sprawia, że wygląda jeszcze lepiej. Zmuszam się do odwrócenia wzroku i wzięcia się do roboty. Czas w towarzystwie Haruno mija naprawę szybko.
– Widzisz? – Pyta z uśmiechem, odkładając ostatnią teczkę na półkę. – Mówiłam, że szybko skończymy. 
– To twoja zasługa. – Odpowiadam, dopijając kawę. – Chyba muszę prosić cię o pomoc częściej. – Odstawiam pusty kubek na biurko.
– Chętnie pomogę, zawsze. – Uśmiecha się. 
– Odwieźć cię do domu? Do kolacji mamy jeszcze trochę czasu. Sasuke mówił, że zgarną cię po drodze. – Przeciągam się w fotelu. 
– Nie rób sobie kłopotu, mogę się przejść. 
– Żartujesz? – Prostuję plecy. – Zostałaś po godzinach, żeby mi z tym pomóc. To nie kłopot, a okazanie wdzięczności. 
– W porządku. – Uśmiecha się, zbierając swoje rzeczy. – Chociaż raz nie będę uparta. – Żartuje, wychodząc z gabinetu. Zamykam drzwi na klucz zanim kierujemy się w stronę windy. 
– Jak pierwsze wrażenie po poznaniu mojej żony? – Pytam, kiedy drzwi się zamykają i jedziemy na dół.
– Nie rozmawiałyśmy dużo, ale na pewno jest bardzo elegancka i piękna. – Odpowiada, patrząc przed siebie.
– Nie była niemiła? – Pytam. 
– Nie, tylko zaskoczona. – Wzdycha.
– Zaskoczona? – Jestem zdezorientowany.
– Że mówię do ciebie po imieniu.
– Och. – Mówię krótko, wychodząc z windy. – Nie jest do tego przyzwyczajona. – Tłumaczę, otwierając drzwi pasażera w samochodzie. – Kimiko pochodzi z bardzo sztywnej rodziny. 
– Nie musisz tłumaczyć. – Mówi, z uśmiechem. – Dziękuję. – Wsiada do samochodu, a kiedy zamykam drzwi, przechodzę na miejsce kierowcy. 
– Każdy jest inny, rozumiem to. – Kontynuuje. 
– Wbijesz swój adres? – Wskazuję głową na ekran z nawigacją. 
Sakura pochyla się do przodu, sięgając dłonią do urządzenia.
– Gotowe. – Mówi z uśmiechem, kiedy wjeżdżamy na ulicę. 
– Przeze mnie pewnie jesteś zmęczona. 
Zauważam jak dłonią masuje spięte mięśnie karku. 
– Zmęczona? – Uśmiecha się delikatnie. – Nie, po prostu od długiego siedzenia w miejscu zesztywniał mi kark. 
– To moja częsta przypadłość. – Uśmiecham się. – Co myślisz o nowej pracy? 
– Jest naprawdę dobrze. Wszyscy są bardzo mili. 
– Cieszę się. – Wzdycham z ulgą. – Gdyby coś było nie tak... daj mi znać, okej? 
– Specjalne traktowanie? – Mówi żartobliwie, przynajmniej tak mi się wydaje. – Inni pracownicy mogą być zazdrośni. 
– Chcę, żeby wszystko było dobrze, nie chcę, żebyś czuła się niekomfortowo. – Patrzę na nią krótko, kiedy stoimy na czerwonym świetle. 
Nasze spojrzenia się krzyżują. Próbuję przerwać kontakt wzrokowy, bo staje się zbyt intensywny, ale w jej oczach jest tyle spokoju i ciepła, że po prostu nie mogę. 
– Dlaczego? – Pyta, unosząc kąciki ust do góry. – Dlaczego ci tak na tym zależy? 
– Sam nie wiem, może po prostu cię lubię. – Odpowiadam. 
Odwracam wzrok, kiedy światło zmienia się na zielone. Kątem oka widzę jak przyciska głowę do zagłówka, przymyka oczy i przygryza dolną wargę. Zauważyłem, że robi tak bardzo często, zazwyczaj jak się denerwuje albo na czymś skupia. 
Zajeżdżam na miejsce parkingowe pod jej blokiem i odwracam głowę w jej stronę. 
– Jesteśmy na miejscu. – Mówię z uśmiechem. 
Haruno rozpina pas i kładzie dłoń na klamce, ale na chwilę zastyga. 
– Też cię lubię. – Mówi z uśmiechem, patrząc mi w oczy. – Do zobaczenia później Naruto.
Różowo włosa wysiada z samochodu, a ja stoję jeszcze chwilę, upewniając się, że bezpiecznie wejdzie do środka. Ruszam dopiero wtedy, kiedy znika z pola widzenia. Docieram do domu całkiem szybko, a kiedy wchodzę do środka, spotykam w holu służbę.
– Wszystko gotowe na wieczór? – Pytam.
– Tak, Pani domu starannie wybrała menu. Stół jest już przygotowany proszę Pana. – Mówi Arata.
– A gdzie moja żona?
– Prawdopodobnie na górze. – Odpowiada.
Bez żadnego słowa idę na schody, kierując się do naszej sypialni. Po wejściu do środka, do moich uszu dociera dźwięk wody obijającej się o szyby w prysznicu. Kładę się na łóżko, żeby chociaż trochę odpocząć, ale kiedy przymykam na chwilę oczy, przysypiam. Czuję delikatną dłoń na głowie, która dotyka moich włosów. Z pomrukiem zadowolenia otwieram oczy. Kimiko siedzi na łóżku obok mnie z uśmiechem na ustach.
– Jesteś zmęczony? – Pyta, dotykając mojego policzka.
– Trochę. – Mówię sennym głosem.
– Do kolacji mamy dwadzieścia minut. Chcesz wziąć prysznic? – Pyta z uśmiechem. 
– Chętnie. – Odpowiadam, podnosząc się z łóżka. 
Idę do łazienki, ściągam ubrania I biorę szybki prysznic. Oplatam biodra ręcznikiem, kiedy kończę. Wchodzę do sypialni, dostrzegając na łóżku czarne spodnie i białą koszulę. Zakładam ubrania przygotowane przez Kimiko, a kiedy kończę zapinać guziki koszuli, moja żona wchodzi do sypialni. 
– Przyjechali? – Pytam z uśmiechem, kiedy do mnie podchodzi i poprawia kołnierzyk.
– Tak. Potrzebuję kilku minut, więc zejdź pierwszy. 
– W porządku. – Mówię z uśmiechem. 
Chcę pocałować ją w usta, ale w ostatniej sekundzie nadstawia policzek. Jestem zaskoczony jej zachowaniem, ale nie daję po sobie tego poznać i wychodzę z sypialni. Nie wiem czego się spodziewałem. Może po wczorajszej nocy miałem zbyt duże oczekiwania. Myślałem, że między nami wszystko jest w porządku, ale Kimiko znowu traktuje mnie ozięble. 
– Kimiko niedługo dołączy. – Mówię do wszystkich, siadając przy stole.
– Dobrze się czujesz? – Pyta zmartwiona Sakura.
– Jest okej. – Kłamię z uśmiechem na ustach. 
– Może weźmiesz sobie jutro wolne stary? – Pyta Sasuke.
To co mnie gryzie na pewno nie jest spowodowane zmęczeniem, ale przecież nie będę się żalił, kiedy Kimiko może wejść do jadalni w każdej chwili. Wkurwia mnie, że przez ten jeden gest próbuję znaleźć w pamięci coś, co zrobiłem źle, przez co mogła się zdenerwować. Przecież rano była w dobrym nastroju. 
– Nie potrzebuję. – Wzdycham.
Do jadalni wchodzi moja żona. Ubrana w długą, czerwoną sukienkę. Jak zwykle perfekcyjna i bardzo elegancka. Zdecydowanie wyróżnia się ubiorem od reszty towarzystwa, które postawiło na bardziej swobodne ubrania. Z wyprostowanymi plecami i gracją siada na krzesło znajdujące się obok mojego.
– Mam nadzieję, że jesteście głodni. – Przesadnie się uśmiecha.
To do niej zupełnie nie pasuje, wiem, że ten uśmiech nie jest szczery, a wymuszony.
– Arata. – Mówi do mężczyzny stojącego przy stole. – Możecie podawać jedzenie. 
– Oczywiście. – Arata odpowiada z uśmiechem, patrząc na nią zdecydowanie zbyt długo.
Po kilku minutach każdy z nas zajął się jedzeniem, głuchą ciszę przerywały tylko dźwięki sztućców obijających się o talerze. 
– Kochanie, Kushina dzwoniła, kiedy byłeś w pracy. – Kimiko przerywa ciszę.
– Mówiła co chciała? – Pytam, odkładając widelec.
– Prosiła, żebyś oddzwonił. 
Unoszę dłoń spod stołu, żeby sprawdzić godzinę na zegarku. Nie jest jeszcze późno, więc pewnie nie śpią. 
– Przepraszam na chwilę.
Odsuwam krzesło w tył, żeby bez problemu wstać od stołu. Idę w kierunku mojego domowego gabinetu i z westchnięciem siadam na fotel przy biurku, wybierając w telefonie numer mamy.
– Słucham. – Słyszę głos, za którym tak bardzo tęsknię 
– Cześć mamo. – Mówię z uśmiechem. – Kimiko mówiła, że dzwoniłaś.
– Nie mogłam się do ciebie dodzwonić, cały czas było zajęte. – Wzdycha przez telefon. 
– Miałem dzisiaj urwanie głowy, przepraszam. 
– Dobrze się czujesz? – Pyta zmartwiona.
– Tak. – Robię chwilową pauzę, bo wiem, że i tak będzie wiedziała. – Nie. – Wzdycham.
– Co się dzieje? 
– To co zawsze. – Śmieję się bez humoru. 
– Kimiko? 
– Tak.
– Nic się nie zmieniło? 
– Jeszcze dzisiaj myślałem, że wszystko idzie w dobrym kierunku, ale znowu mnie odpycha, czuję to. – Wzdycham. 
– Może powinniście nas odwiedzić? Przyjazd do wioski dobrze by wam zrobił. Świeże powietrze, zmiana otoczenia. 
– Ona jest uzależniona od centrum handlowego i zakupów, wątpię, że się zgodzi. – Śmieję się.
– Próbowałeś z nią rozmawiać? 
– To nic nie daje, zawsze kończy się kłótnią. 
– Nie lubię jak jesteś smutny. Jesteś daleko i nie potrafię ci pomóc. 
– Nie przejmuj się, okej? Jakoś to ogarnę. – Uśmiecham się.
– Taka jest rola matki, będę się o ciebie martwić do końca życia. 
– Chciałaś coś ważnego? – Zmieniam temat.
– Nie, po prostu z tobą porozmawiać i sprawdzić jak się czujesz. 
– Jak tata? 
– Zajęty sprawami wioski. Czekam na niego z kolacją. 
– Pozdrów go ode mnie i powiedz, że tęsknię. – Uśmiecham się.
– Na pewno przekażę. Słyszałam od Kimiko, że macie gości. Wracaj do reszty, porozmawiamy jak będziesz miał więcej wolnego czasu.
– W porządku. Śpij dobrze. 
– Dobranoc kochanie.
Rozłączam się i odkładam telefon na biurko z ciężkim westchnięciem. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że życie w mieście nie jest dla mnie. Tak naprawdę przeprowadziłem się tutaj dla niej, dla kobiety, w której byłem zakochany.
– Naruto? – Odwracam wzrok w stronę drzwi. 
– Znalazłaś mnie. – Odpowiadam z uśmiechem.
Dziewczyna wchodzi głębiej, podchodząc do biurka, które okrąża, żeby być bliżej mnie. 
– Kimiko prosiła, żebym cię znalazła. 
– Kimiko? Poprosiła ciebie? – Prycham. – Uważaj, to może być pułapka, żeby sprawdzić, czy na ciebie nie lecę. 
Sakura siada na skrawek biurka z uśmiechem i skanuje wzrokiem moją twarz, szukając na niej Bóg wie czego. Przez intensywne spojrzenie i delikatny uśmiech na jej ustach, zaczyna mi się robić gorąco. Dziewczyna delikatnie przechyla głowę w prawą stronę.
– A lecisz? 
Jej pytanie wprawia mnie w osłupienie. Patrzę w szczere oczy, szukając choć odrobinę żartu, ale nic takiego nie widzę. Pyta poważnie. Bez owijania w bawełnę, bez zawstydzenia. 
– Żartuję. – Cicho się śmieje. – Nie spinaj się tak. 
Wycofuje się, nie dlatego, że czuje się zawstydzona. Dlatego, że przez dłuższą chwilę nie odpowiadam i nie chce, żeby zrobiło się niezręcznie.
– W gruncie rzeczy, nie jest taka zła. Przynajmniej nie tak, jak Ino ją przedstawiała. – Wzdycha.
– Każdy ma swoje wady I zalety. – Uśmiecham się. – Kimiko nie jest ideałem, ale nie jest złym człowiekiem.
– Masz rację. – Odwzajemnia uśmiech. – Co tutaj robiłeś? – Pyta wyraźnie zaciekawiona.
– Musiałem zadzwonić do mamy. 
– Wszystko z nią w porządku? 
– Tak. – Uśmiecham się. – Chciała po prostu pogadać.
Dziewczyna przykłada ciepłą dłoń do mojego policzka, delikatnie pocierając skórę kciukiem. Patrzę w tajemnicze, szmaragdowe tęczówki, zastanawiając się, dlaczego czuję od niej ciepło, które powinna dawać mi żona, a nie inna kobieta, poznana kilka dni temu.
– Źle wyglądasz. Jesteś pewien, że dobrze się czujesz? – Pyta przejęta, wycofując dłoń.
– Jestem po prostu zmęczony. – Odpowiadam. 
Sakura zsuwa się z biurka z uśmiechem. 
– Chyba... powinniśmy wracać. 
– Tak, chyba tak. – Odpowiadam z uśmiechem. 
Wychodzę za nią z mojego gabinetu, idąc prosto do jadalni. Wbrew moim założeniom, nie panuje niezręczna cisza, prowadzona jest zażarta rozmowa pomiędzy pozostałą trójką. Zajmuję swoje miejsce z delikatnym uśmiechem. 
– Widzę, że znalazłaś mojego męża. – Unosi kąciki ust. – Gdzie się ukrywałeś kochanie? – Dotyka mojej ręki. 
– Byłem w gabinecie. – Mówię krótko.
– Coś ważnego? – Pyta, biorąc łyk wina. 
– Nie, mama chciała po prostu pogadać. Zaprosiła nas do wioski, co ty na to? – Pytam, z nadzieją, że się zgodzi.
– Porozmawiamy o tym później. – Uśmiecha się słodko.
Później.
To jedno słowo wystarcza i jestem już przekonany, że nic z tego nie wyjdzie. 
– Słyszałam, że też pochodzisz z tej samej wioski. – Kimiko zwraca się do Sakury.
– Tak. – Mówi uśmiechnięta. – Ciekawy przypadek. 
– Zdecydowanie. – Kimiko grzebie w sałatce. – Twój chłopak musi być dumny, że dostałaś pracę w firmie mojego męża. 
Sprawdza ją. Bada grunt. Nie podoba mi się to, ale przyłapuję się na tym, że czekam, żeby usłyszeć odpowiedź Sakury. 
– Nie mam chłopaka. – Uśmiecha się. – Jestem niestety sama. 
Dalszy przebieg kolacji jest spokojny. Kimiko pyta o inwestora i sytuację w firmie, sprawdzając, czy biznes ma się dobrze. Przyjaciele i Sakura starają się podtrzymać konwersację, zadając pytania i angażując się w rozbudowane odpowiedzi, żeby nie było niezręcznej ciszy.
– Czy ktoś może mi powiedzieć, która jest godzina? Jak zwykle naładowałam telefon, ale zostawiłam go w domu. Moja skleroza przekracza wszystkie możliwe granice. – Wzdycha Ino.
– Wpół do jedenastej. – Odpowiada Sasuke. 
– Powinnam się już zbierać. – Stwierdza. – Mam kilka spraw do załatwienia rano, muszę się wyspać. 
– Ja też muszę wracać. – Sakura mówi z uśmiechem. 
– W porządku, odprowadzę was do drzwi. 
Wstaję od stołu i idę za wszystkimi do holu. Goście żegnają się z Kimiko. 
– Poczekam w sypialni kochanie. – Moja żona mówi z uśmiechem. Kiwam głową w odpowiedzi, zanim wychodzę na dwór. 
– Dzięki, że się zachowywałaś. – Śmieję się do blondynki. 
– Starałam się. – Wzdycha. 
Podchodzę do Ino I żegnam się z nią buziakiem w policzek. 
– Dziękuję, że przyszłaś. – Mówię z uśmiechem do Sakury, do końca nie wiedząc w jaki sposób mam się z nią pożegnać. 
– Nie ma za co, było miło. 
Dziewczyna posyła mi słodki uśmiech zanim przyciska delikatnie usta do mojego policzka, rozwiewając moje wątpliwości odnośnie pożegnania i zostawiając po sobie dziwne ciepło, rozprzestrzeniające się po moim ciele. 
– Do mnie nie podchodź młotku. – Mówi Sasuke. 
– Nawet nie zamierzam. – Prycham, wyciągając rękę. 
Chłopak chwyta ją z uśmiechem i mocno ściska.
– Do jutra. – Żegnam się jeszcze raz, zanim wchodzę do środka. 
Idę od razu na górę do sypialni. Światła są zgaszone, a Kimiko leży już w łóżku. Idę do toalety umyć zęby. Zdejmuję ubrania, ubieram luźne spodnie dresowe i kładę się spać.


***

Rano budzę się w łóżku sam, ubieram się do pracy i schodzę na dół, kierując się do jadalni. Kimiko siedzi przy stole, jedząc śniadanie. 
– Dzień dobry. – Siadam przy stole. 
– Dzień dobry. – Odpowiada, przelotnie na mnie patrząc.
– Wyspałaś się? Wczoraj szybko zasnęłaś. 
– Tak. – Uśmiecha się. – Przepraszam, byłam śpiąca. – Odpowiada. – Idziesz do pracy? 
– Tak, mam mało czasu. – Wzdycham.
– O której będziesz w domu? 
– Dzisiaj wrócę późno, pewnie po dwudziestej trzeciej. Muszę dokończyć dokumentację na jutrzejszą inspekcję. 
– Zadzwoń jak skończysz, żebym się nie martwiła.
– W porządku.  – Mówię z uśmiechem, kończąc śniadanie.
Wstaję od stołu, decydując się podejść w kierunku Kimiko. Dzisiaj próbuję jeszcze raz, przysuwając bliżej twarz, chcąc pocałować ją w usta. Robi dokładnie to samo co wczoraj wieczorem, nadstawia policzek. Przez chwilę nieruchomieję, nie rozumiejąc co tak właściwie się dzieje. Prostuję plecy, napotykając delikatny uśmiech Kimiko. 
– Powodzenia w pracy, nie przemęczaj się.
– Tak, dzięki. – Odpowiadam.
Wychodzę z domu i wsiadam do samochodu. Całą drogę myślę o tym, co się stało. Co przeoczyłem? Zrobiłem coś nie tak, powiedziałem coś złego? Nie rozumiem tej zmiany, jeszcze wczoraj zanim wyszedłem do pracy wszystko było w porządku, a kiedy wróciłem, znowu zaczęła traktować mnie inaczej.

***

Dzień w pracy minął bardzo szybko, zająłem się dokumentacją, żeby chociaż na trochę przestać zadręczać się myślami. Sasuke, Ino i Sakura pomogli mi wszystko przygotować na jutrzejszą inspekcję. Bardzo nalegali, żeby chociaż trochę mnie odciążyć, więc pomimo, że chciałem zostać sam, w końcu uległem. Dzięki temu skończyliśmy dużo wcześniej.
– Chyba wszystko jest gotowe. – Wzdycham, odkładając ostatni segregator na półkę.
– Nie chyba, a na pewno. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. – Uśmiecha się Sakura.
– Nic nie znajdą. – Mówi pewnie Sasuke. – Weź jutro wolne młotku. Razem z Ino wszystkiego dopilnujemy.
– Sakurze też się należy za te dwa dni nadgodzin. – Patrzę na nią z uśmiechem. 
– Bez przesady, nie robiłam tego pod przymusem. Chciałam pomóc. – Siada na fotel, zakładając nogę na nogę, przez co czarna spódniczka podwija się delikatnie do góry. Ukazując smukłe, długie nogi.
– Nie, Naruto ma rację. – Sasuke opiera się tyłkiem o biurko, krzyżując ramiona na piersi. – Wczoraj też odwaliliście kawał dobrej roboty, kiedy Ino wyciągnęła mnie z pracy. Weź wolne, a jak będziesz się za bardzo nudziła w domu to przyjdź po prostu później. – Wzrusza ramionami. 
– W porządku. – Uśmiecha się. – Jak drugi szef namawia, to nie mam chyba innego wyjścia. – Żartuje.
– Jakieś plany na dzisiaj? Jest jeszcze wcześnie, może skoczymy na drinka? – Pyta Ino.
– Chętnie. – Odpowiada Sakura.
– Innym razem. – Mówię z uśmiechem. – Wracam do domu, muszę odpocząć. – Kłamię.
Chcę skorzystać z okazji, że dzisiaj wcześniej kończymy i porozmawiać z Kimiko. Sytuacja między nami zaczyna mnie za bardzo męczyć, muszę wiedzieć o co jej chodzi, czemu się tak zachowuje.
– Tam gdzie zawsze? – Pyta zadowolony Sasuke. 
– Dzisiaj mają promocję, sześć drinków za trzy. – Sakura mówi z niegrzecznym uśmiechem. 
Śmieję się, wiedząc, że skończą uchlani w trzy dupy. 
– Miłej zabawy. – Mówię, zbierając swoje rzeczy. – Do zobaczenia, zachowujcie się. – Pokazuję na nich palcem, podchodząc do drzwi. – Byle jak, ale się zachowujcie. 
Opuszczam firmę i jadę do domu. Wysiadam z samochodu, a kiedy docieram na miejsce, od razu wchodzę do środka. Marszczę w zdziwieniu brwi, nie widząc służby ani Kimiko. Wchodząc na schody słyszę stłumione pojękiwania. Z zaciśniętymi dłońmi kieruję się do sypialni, a dźwięki stają się coraz głośniejsze. Kładę drżącą dłoń na klamce i delikatnie ją naciskam. Drzwi otwierają się bez żadnego dźwięku. To co widzę, to co czuję, tego nie da się opisać słowami. 
– Jesteś taka seksowna. – Mówi Arata, ciężko dysząc. 
– Jestem blisko. – Dyszy Kimiko, unosząc się w górę i dół, ujeżdżając go.
Mężczyzna ściska jej piersi, przykładając usta do jednej z nich. 
– Kurwa. – Kobieta odpycha jego twarz, ruszając się szybciej. – Żadnych malinek, mówiłam ci tyle razy. – Z jej ust wydobywa się głośny jęk. 
Opieram się o futrynę drzwi, bo po prostu nie mogę utrzymać się na drżących nogach. Zaplatam ramiona na klatce piersiowej, próbując się uspokoić. Czuję ból, rozczarowanie i smutek. Klatka piersiowa zaciska się, przez co mam wrażenie, że nie mogę oddychać. Moje ciało tężeje, a serce bije szybciej. Chrząkam, oczyszczając gardło. 
– Dobrze się bawisz? – Pytam, patrząc w jej stronę. 
Kobieta odwraca się z przerażeniem w oczach. Odskakuje od niego, jakby ciało osoby, którą pieprzy paliło. Zaciskam zęby, przymykając na chwilę oczy, kiedy zbierają się w nich łzy. Czuję jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. To, co miało być pewne i trwałe, nagle rozpadło się na kawałki. Jak mogłem być tak naiwny? Mogłem się domyślić, że wcale nie chodzi o mnie, a o nią w całej tej sytuacji. Czuję jakby cały świat stracił swoje kolory. Ufałem jej, a teraz wszystko wydaje się kłamstwem. Każde spojrzenie, każde słowo. Chciałbym podejść, przywalić mu w mordę, ale ból tak bardzo mnie paraliżuje, że trudno mi się ruszyć. Kimiko patrzy na mnie z łzami w oczach, stojąc obok łóżka, zakrywając się kołdrą. 
– Mogłem się domyślić. – Wysilam się na słowa. – Nigdy nie prosisz, żebym dzwonił. 
– Naruto... – płacze – ... to nie tak. 
– Nie tak? – Śmieję się bez humoru. – Przecież wszystko widzę. 
Mężczyzna siada na łóżku, jest zdezorientowany i wkurwiony, że mu przerwałem. 
– Proszę cię, porozmawiajmy. 
– Teraz chcesz rozmawiać? – Prycham. – Cały czas próbowałem cię zrozumieć. Obwiniałem siebie, bo myślałem, że może zrobiłem albo powiedziałem coś, czego nie powinienem.
– Naruto... – Podchodzi w moją stronę. 
– Nie podchodź. – Zatrzymuję ją. – Już nawet z tej odległości nie mogę na ciebie patrzeć. 
– Proszę. – Z jej ust wyrywa się szloch. – Daj mi szansę, wszystko ci wyjaśnię. 
– Co chcesz wyjaśniać? To, że pieprzysz innego faceta w naszym łóżku? Nie widzisz w jak żałosnej sytuacji jesteś? 
– Proszę, kochanie. – Wyciera wierzchem dłoni łzy. 
Nawet mnie to nie rusza, łzy, które płyną z jej oczu nie wzbudzają we mnie żadnych uczuć. 
– Nie mów tak do mnie. – Odpowiadam. – Te wszystkie kłótnie o to, że cię zdradzam. Bałaś się, że zrobię to samo co ty? – Pytam.
Mężczyzna zakłada w ciszy swoje ubrania. 
– Proszę, kocham cię. Daj mi szansę. – Głos Kimiko się załamuje. 
– Kochasz? – Prycham. – To ma być ta twoja miłość? Puszczasz się z drugim facetem jak dziwka. Twoje słowa przestały mieć znaczenie w chwili, kiedy cię z nim zobaczyłem. 
Facet w pośpiechu próbuje wyjść z sypialni, ale łapię go za koszulkę i uderzam z pięści w twarz z całą złością, którą czuję. Słyszę gruchot kości, kiedy plecami ląduje na podłodze i zalewa się krwią. 
– Kurwa! – Krzyczy z bólu, tamując koszulką krew, lecącą z nosa. – Złamałeś mi jebany nos człowieku. – Jęczy. 
Widzę jak Kimiko walczy ze sobą, żeby do niego nie podbiec, co jeszcze bardziej mnie wkurwia. 
– Chcę rozwodu.
Te dwa słowa sprawiają, że jej przerażony wzrok ląduje na mnie. 
– Błagam. – Klęka na kolana, chowając twarz w dłonie. – Błagam Naruto, daj mi szansę. – Szlocha. – Nie wyrzucaj do kosza wszystkiego co nas łączy. Popełniłam błąd. 
– Błąd? – Mówię z uśmiechem. – Ten błąd kosztował cię małżeństwo. Nie mogę nawet na ciebie patrzeć, chce mi się rzygać jak cię widzę. 
Zbieram wystarczająco siły, żeby opuścić sypialnię i dom. Nie mogę dłużej tam zostać, duszę się. Wchodzę do samochodu i odjeżdżam. Bez celu błąkam się po ulicach. Zjeżdżam na pusty parking, kiedy do oczu napływa mi tyle łez, że obraz staje się zamazany.
– Kurwa! – Krzyczę, uderzając kilka razy w kierownicę, żeby dać upust emocjom. 
Wycieram dłońmi łzy i biorę do ręki telefon. Wybieram numer osoby, której naprawdę teraz potrzebuję. 
– Halo? Poczekaj, nie odzywaj się. Wyjdę gdzieś, gdzie będę cię słyszeć. – Mówi roześmianym głosem.
– Wszystko w porządku przystojniaczku? – Pyta, kiedy przez dłuższy czas nic nie mówię. 
– Chyba dołączę na tego drinka. – Próbuję brzmieć normalnie. 
– Znowu się pokłóciliście? – Wzdycha przejęta, a ja zamykam oczy, kiedy łzy ponownie do nich napływają. 
– Gdzie jesteście? –Pytam. – Wyślesz mi adres? 
– Jasne. Już wysyłam. – Odpowiada, a ja się rozłączam. 
Wbijam adres, który Ino wysłała mi w wiadomości. Odpalam silnik i ruszam w kierunku baru, potrzebując wsparcia, którego mogę dostać tylko od przyjaciół. Czuję się samotny, jakbym stał na pustyni i nie wiedział, w którym kierunku iść, żeby się wydostać. 



******


Ohayo! Witajcie Kochani! Dodajemy Wam one-shota. Mamy nadzieję, że się spodoba. Jest podzielony na części, bo wyszedł bardzo długi :D Nie wiemy jeszcze kiedy będzie dodana kolejna notka, ale mamy nadzieję, że niedługo :D Okey, na początku one-shot miał wyjść z tragicznym końcem, ale nam się odmieniło i będzie z happy endem :D Obiecujemy, że napiszemy jeszcze coś smutnego, ale nie wiemy kiedy, bo musimy się przygotować do napisania czegoś takiego :D Mamy nadzieję, że nasi czytelnicy nas nie opuścili. Pozdrawiamy Paula i Patty.

11 komentarzy:

  1. zajebiste nie bede nic mowic wiecej zajebiste

    OdpowiedzUsuń
  2. notka bardzo mi się spodobała i nie mogę się doczekać jej kolejnej części

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na nowy rozdział na moim blogu pieczecprzeznaczenia.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. notka jest na prawde zajebista już nie mogę się do czekać next do dajcię szuopko cześć drugą pozdrawiam i zycze weny dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Notka świetna, bo w Waszym wykonaniu :D Ino udająca, że pracuje, a tak naprawdę grała w simsy mnie rozśmieszyła. Nawiązując do Yamanaki to jej teksty mnie rozwalają :D Czytałam prawie całą notkę z uśmiechem na twarzy. Głupio musiałam wyglądać kiedy się tak szczerzyłam do komputera :D Ta Kimiko jest żałosna, a Sakura słodka *-* Mam nadzieję, że Naruto będzie z Sakurą :D Biedny blondasek musiał przeżyć taką traumę, a tak się starał uratować swoje małżeństwo :( Z niecierpliwością czekam na kolejną część one-shoota, tak jak i na kontynuację głównego opowiadania :D Życzę dużo weny i serdecznie pozdrawiam.
    Wasza oddana czytelniczka Juki

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie to wymyśliłyście. Z Naruto jaki dżentelmen awww *_* Pozdrawiam i kiedy kolejna część błagam dajcie tak na czwartek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiemy, czy na czwartek się wyrobimy. Jeszcze musimy dokończyć, bo wyszło nam jej bardzo dużo :D Musicie być cierpliwi, ostatnio mamy dużo nauki. Wakacje niestety się skończyły :( Uwierzcie, że chciałybyśmy siedzieć w domu i pisać dla was notki niż siedzieć na lekcjach :D No cóż postaramy się wstawić jak najszybciej. Pozdrawiamy Paula i Patty.

      Usuń
  7. Świetna notka

    Zapraszam na bloga NaruHina w postapokaliptycznym świecie
    http://narutokonohaschool.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. One shot naprawde świetny! Rly, chyba lepszego jak dotad nie czytalam. Macie naprawdę swietne pomysly.
    Czekam na nastepna część bo jestem bardzo ciekawa jak to dalej się potoczy.
    Pozdrawiam i życzę masy pomyslow ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ej, kiedy nowy one shot-----> druga część ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Witajcie:)
    Ciekawie sie zapowiada:D Biorę sie za kolejne części:D

    Pozdrawiam
    Ukyo

    OdpowiedzUsuń