Miłość to dziwne uczucie, którego nie jesteśmy w stanie do
końca wytłumaczyć. Napędza nas, jak bateria małe samochodziki. Dzięki temu uczuciu
jesteśmy w stanie przenieść góry dla ukochanej osoby. W pełni zapomnieć o sobie
i swoich potrzebach. Nie rozumiem tylko, jak to możliwe, że ktoś kto nigdy nie
zaznał miłości, potrafi tak szybko się jej nauczyć. Trzymać kurczowo, jak
powietrza, potrzebnego nam do życia. W jakim momencie przepadłem tak mocno, że
nie potrafię o niej zapomnieć? Dlaczego kochając, robimy naprawdę głupie
rzeczy, mogące nas doszczętnie zniszczyć, aby tylko nie patrzeć na łzy drugiej
osoby? Dlaczego byłem tak głupi, żeby zrezygnować z miłości i poddać się bez
walki dla najlepszego przyjaciela, który opuścił naszą wioskę? Może dlatego, że
ona kocha właśnie jego, a ja nie mam z nim szans.
Spoglądam w niebo, mocno pogrążony w myślach, trzymając
kijek od namiotu. To już jutro, ważny
dzień, na który każdy tu z obecnych tak bardzo czekał. Jutro dotrzymam
obietnicy złożonej Sakurze, sprowadzę Sasuke za wszelką cenę. Nawet jeśli na
szali położę swoje życie.
Wkładam ostatnią część do namiotu i spoglądam na swoją
drużynę, ocierając kroplę potu z czoła. Widzę nauczyciela Yamato, który
rozmawia z mistrzem Kakashim i Saiem, zapewne ustalają już jakiś zarys planu, żeby
sprowadzić mojego przyjaciela do wioski.
Przykucam i siadam na zieloną trawę przy obozie, który
rozbiliśmy. Dochodzi siedemnasta, a na dworze panuje taka spiekota, że musimy
odpocząć. Nie damy rady biec dalej.
Wzdycham ciężko i mimowolnie spoglądam na dwie dziewczyny,
stojące nieopodal mnie. Uśmiechnięte od ucha do ucha szepczą coś między sobą.
Jak to możliwe, że dogadują się tak dobrze, kochając tego samego chłopaka? Przecież
zadał im tyle cierpienia.
Przyłapuję się na tym, że spoglądam w ich kierunku zbyt
długo dopiero w momencie, kiedy spojrzenie moje i różowo włosej dziewczyny się
krzyżuje. Nie odwracam wzroku, gdy piękne szmaragdowe tęczówki skanują mnie tak
dokładnie, jakby chciały wyczytać, co teraz chodzi mi po głowie.
Sakura posyła mi ciepły, przyjacielski uśmiech, a ja
odpowiadam tym samym i zmuszam się do odwrócenia wzroku.
Boże jak ja za nią szaleję, zrobiłbym dla niej wszystko.
Zaczęło się już w Akademii, pamiętam to bardzo dobrze, przydzielili
nas do tej samej drużyny. Od dnia, gdy tylko zobaczyłem Sakurę kocham ją coraz
mocniej i nie wiem co musiałbym zrobić, żeby pozbyć się jej ze swojej głowy.
Niestety ona zakochała się w naszym przyjacielu z drużyny Sasuke Uchiha. Nawet
nie wie jak zraniony się czuję, kiedy przez te wszystkie lata mnie odrzuca,
widzi we mnie tylko przyjaciela.
Wstaję na nogi i podążam w stronę swojego mistrza, który w
ręku trzyma jakieś papiery i namiętnie tłumaczy coś towarzyszom.
- Jak tam, wymyśliliście już coś? – Pytam zaciekawiony
przystając przy mistrzu Kakashim.
Spogląda na mnie przymrużonymi oczyma i wolną ręką drapie
się po głowie.
- Jeszcze nad tym myślimy. – W moim zachowaniu dostrzega
chyba delikatny stres. – Spokojnie Naruto, tym razem go ściągniemy.
Jak może być tak opanowany, kładąc dłoń na moim barku w
geście wsparcia, kiedy sam jest rozdarty w środku. Przecież cała ta sytuacja
wstrząsnęła nim najbardziej, jego drużyna rozleciała się na kawałki po odejściu
Sasuke.
- Jestem tego pewien mistrzu. – Uśmiecham się jak najlepiej
potrafię i po chwili czuję chłód w miejscu, gdzie znajdowała się dłoń szaro włosego
mężczyzny.
- Wiem, że Sasuke jest dla was ważny, możecie na mnie
liczyć. – Sai spogląda na każdego po kolei, zatrzymując wzrok na mnie. – Dam z
siebie wszystko.
Ta sytuacja również nie była dla niego łatwa. Sai pochodzi z
korzenia, organizacji mającej na celu zneutralizowanie mojego przyjaciela.
Czarnowłosy chłopak w ostatniej chwili zrezygnował z zadania zabicia Uchihy i
przeszedł na jasną stronę mocy, czyli na naszą stronę.
- Wiem Sai, każdy może być tego pewien. – Uśmiecham się
szeroko. – Zawsze dajesz z siebie wszystko. – Śmiejąc się dodaję. – Ty chyba
nawet nie umiesz czegoś zjebać nawet jeślibyś chciał. – Dostrzegam delikatne
zakłopotanie na jego twarzy.
Wzdycham ciężko i ledwo powstrzymuję ziewnięcie.
- Mistrzu Kakashi, czy mogę odpocząć? Wczoraj słabo spałem,
czuję się naprawdę zmęczony.
- Tak, śmiało. Możesz się zdrzemnąć, a ja w tym czasie
ustalę warty. – Spogląda na mnie znad papierów. – Naprawdę słabo wyglądasz,
jeśli przyjdzie twoja kolej to ktoś cię obudzi.
- Dobra, gdyby coś się działo dajcie znać. – Zanim odwracam
się na pięcie spoglądam na mistrza. – Dzięki. – Dodaję.
Za sobą słyszę już tylko pomruk przytaknięcia. Siadam przed
namiotem i przymykam oczy. Muszę oczyścić umysł.
Nagle wyczuwam złowrogą chakrę, która niechciana przedziera
się przez mój umysł. Jestem tego pewien w stu procentach, kiedy na ciele czuję
cierpki dreszczyk. Otwieram oczy w swoim wnętrzu i od razu dostrzegam ciemne i
mokre pomieszczenie. Za potężną bramą widzę świecące złością ślepia lisa, który
mieszka ze mną od dnia moich narodzin.
Słyszę delikatne warknięcie, które wydobywa się z pyska
Kyuubiego.
- Czego chcesz? – Przewracam oczami. – Dobrze wiesz, że nie
mam chęci z tobą gadać. Nie po tym jak prawie przejąłeś nade mną kontrolę.
- Ale cię to ubodło. – Warczy groźnie. – Chcę złożyć ci propozycję.
- Ty? – Odpieram prychając. Od razu dostrzegam jego
zirytowanie. – A to nowość. Czego chcesz?
- Mogę pomóc ci z tym
szczeniakiem. Mam dosyć Uchihów, chcę się zemścić po tym jak przejęli nade mną
kontrolę, żeby zniszczyć wioskę liścia.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. – Odburkuję.
- Daj spokój, wiesz, że z nim
nie wygrasz. Ma przeklętą pieczęć Orochimaru i sharingana.
Słysząc ten szyderczy śmiech mam chęć rzucić się mu do
gardła, ale szybko hamuję gniew. Uśmiecham się delikatnie.
- Dzięki za propozycję, ale nie skorzystam. – Odpowiadam
pewnie. – Nie chcę powtórki z rozrywki, gdyby nie resztka chakry mojego taty
przejąłbyś nade mną kontrolę. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu.
- Zastanów się i dopiero daj mi
znać. – Warczy oschle. – To nie jest
przyjacielska pomoc, doskonale o tym wiesz.
- Tak, tak, wiele razy to słyszałem. Kyubi, kiedy ty w końcu
zmądrzejesz co? – Wzdycham nonszalancko przewracając oczami.
Wiem, że go wkurzam, widzę to.
- Razem jako drużyna bylibyśmy niezwyciężeni. Już naprawdę
nie wiem jak mam z tobą dyskutować, nie wszyscy są tacy źli jak myślisz. –
Wzdycham. – Nie chcę twojej mocy dla siebie, chcę z tobą współpracować może… -
Zawieszam się na chwilę. – Może udałoby nam się chociaż trochę zmienić ten
beznadziejny świat. – Kończę zmęczonym tonem głosu pocierając bolącą skroń.
Słyszę jego złowieszczy śmiech i naprawdę od razu nie chce
mi się z nim rozmawiać.
- Skończ próbować mnie naprawić
i przemyśl propozycję. – Warczy.
Naprawdę mam już dosyć wrażeń na dzisiaj i wyłączam się z
jego więzienia.
Powoli otwieram oczy czując okropne zmęczenie i jednocześnie
wzdrygam się, kiedy przed sobą dostrzegam parę oczu skanującą moją twarz w
poszukiwaniu odpowiedzi.
- Nie bój się tak. – Uśmiecha się promiennie. – Wołam cię i
wołam, a ty nie reagujesz. Myślałam, że śpisz na siedząco albo coś się stało.
Na moją twarz wpełza szeroki uśmiech. Klepię miejsce obok
siebie dając do zrozumienia dziewczynie, że chcę, żeby usiadła, co po chwili
robi.
Skanuję nieskazitelną twarz zatroskanej przyjaciółki.
Delikatnie przygryza dolną wargę, przejęła się, widzę to.
Odkąd wróciłem do wioski po trzyletnim treningu z
Erosenninem mocno zżyłem się z Ino. Mogę liczyć na nią w każdym momencie
swojego życia. Tak naprawdę tylko ona troszczy się o mnie jak nikt inny na tym
świecie.
- Spałeś? – Ponawia pytanie.
- Nie, Kyubi mnie ściągnął. – Wzdycham przeczesując włosy.
Widzę jak jej oczy nagle robią się większe, a chwilę później
próbują wrócić do normalności, ukrywając delikatne przerażenie.
- Cholerka, miałeś z nim nie gadać po tym jak spuścił się ze
smyczy po walce z Painem. – Jej głos jest bardzo zatroskany.
- Tak, wiem. – Robię chwilę pauzy. - Złożył mi propozycję.
- Czego chciał? – Jest zdenerwowana, tego już nie próbuje
maskować.
- Chce mi pomóc wykończyć Sasuke. – Dostrzegam delikatny
grymas na jej pełnych ustach. – Nie bój się mała, nie zamierzam tego zrobić ani
nie przyjmę propozycji.
- Wiesz…ja…
- Daj spokój. – Uśmiecham się przerywając. Doskonale zdaję
sobie sprawę z tego jak bardzo jej na nim zależy. - Wiem,
że mnie kochasz bardziej. – Dodaję puszczając oczko, a ona się śmieje.
- Czyli nie przyjmiesz propozycji? – Zagaduje cicho i
niezdecydowanie po dłuższej chwili.
Biorę głęboki wdech w płuca, powietrze jest tu takie
orzeźwiające.
- Mimo tego, że Sasuke ma Sharingana i przeklętą pieczęć
Orochimaru – Spoglądam na blondynkę z uniesioną brwią do góry. - co z łatwością
może mnie zmiażdżyć…to sięgnę po moc Kyubiego dopiero, kiedy będę naprawdę w dupie.
Nie przejmuj się, jakoś to będzie.
Nie powiem przecież, że mogę nie wyjść cały z tego
spotkania. Co poczuje, kiedy powiem jej prawdę. To przerażające wiedzieć, że
najlepszy przyjaciel może umrzeć w tym starciu.
- Chcesz przygotować na ten pomysł pozostałych?
- Nie. Nie muszą wiedzieć, że rozmawiałem z dziewięcioogoniastym.
Jakoś nie czuję potrzeby dokładać im kolejnych zmartwień. – Spostrzegam, że
twarz dziewczyny staje się nad wyraz poważna. – Spokojnie, nic złego się nie
wydarzy.
- Hej – Przykładam palec na podbródek niebieskookiej unosząc
w ten sposób głowę w górę. - nie możesz być taka poważna. Zaraz ktoś zacznie
coś podejrzewać. – Upominam ostrożnie.
- Przepraszam… - Uśmiecha się delikatnie wpatrując w moje
tęczówki. – Po prostu strasznie się o ciebie martwię.
- Przestań, wszystko będzie w porządku. – Uspokajam ją. – A
teraz zmykaj do Sakury, od pewnego czasu nie spuszcza cię z oczu. Ja trochę
odpocznę, zdrzemnę się.
- No dobra. – Wstaje na nogi jak połamana. – W razie czego
wiesz, gdzie mnie szukać.
Uśmiecha się szczerze i po chwili oddala w kierunku
przyjaciółki.
Kiedy widzę szeroki uśmiech Sakury totalnie zwala mnie z
nóg. Jest tak piękna, mądra i czuła. Szkoda, że nasze relacje nie wyglądają jak
wcześniej, tęsknię za tym cholernie. Schrzaniłem wszystko na tej przeklętej
imprezie. Po co pić, kiedy alkohol pozwala nam na odwagę na wyrost.
Miesiąc
temu…
Czuję się już naprawdę podpity, kiedy patrzę w stronę
Sakury, rozmawia z Ten-Ten. W mojej głowie nieźle szumi i przychodzą mi na myśl
naprawdę złe pomysły. Zanim zdążam się zorientować ruszam już w kierunku
dziewczyn przedzierając się przez tańczący tłum.
- Sakura, możemy porozmawiać? – Krzyczę przez głośną
muzykę. Dziewczyna patrzy na mnie delikatnie zaniepokojona.
Teraz albo nigdy.
Wyciągam dłoń w jej kierunku mając nadzieję, że ją
chwyci, co po chwili robi z ledwo zauważalnym skinięciem głowy. Jest tak miękka
i mała pod moim uściskiem. Odwracam się i pociągam za rękę przysuwając bliżej
do siebie dziewczynę. Zaczynam iść w kierunku drzwi. Muszę stąd wyjść, nie chcę
żadnych gapiów. Wolną ręką pociągam za klamkę i od razu uderza we mnie
orzeźwiający powiew powietrza, tak tego mi było trzeba. Sakura zamyka za nami
drzwi i przystaje w progu.
- Chodź za dom. – Spotykam się z jej nierozumiejącym
wzrokiem. – No chodź, proszę.
Czuję, jak mocniej zaciska dłoń, więc uznaję to za zgodę.
Prowadzę ją przez ogród i po chwili chowamy się za budynkiem. Dziewczyna
przystaje wyswobadzając rękę i opiera się o ścianę.
- Co się dzieje Naruto? – Pyta po chwili dokładnie
skanując moją twarz.
- Muszę z tobą porozmawiać, tu jest chociaż cicho i
spokojnie. – Uśmiecham się.
Czuję jak mocno wali mi serce, dłonie zaczynają się
pocić. Biorę głęboki wdech, bo ten stres mnie hamuje. Czuję tak wielką gulę w
gardle, że nie potrafię nic więcej powiedzieć.
- Coś się stało? Zaczynasz mnie martwić. – Śmieje się
delikatnie, żeby oczyścić atmosferę.
- Sakura, bo ja… - Urywam jednocześnie biorąc głęboki
wdech – Chodzi o to, że…
- Dziwnie się zachowujesz. – Wtrąca roześmiana, a ja
rozpływam się w jej uśmiechu.
Zaraz o wszystkim zapomnę.
- Nie przerywaj proszę. – Wyraz twarzy zielonookiej
zmienia się w łagodny.
Oblizuje dolną wargę, co jest cholernie pociągające. Nie
mogę się skupić.
- Chodzi o to, że muszę ci powiedzieć… – przymykam na
chwilę oczy jakby miało mi to w czymś pomóc - …co czuję.
Dziewczyna błądzi wzrokiem próbując rozgryźć, co mam w
głowie.
- Od kiedy zobaczyłem cię w Akademii nieustannie o tobie
myślę. – Robię pauzę, gdy dostrzegam jej skołowanie. Biorę kolejny wdech
luzując w ten sposób stres. - Na początku po prostu się zauroczyłem, ale z
biegiem czasu… - Przerywam, oczy dziewczyny robią się naprawdę duże. – Cholera,
zakochałem się w tobie. – Wyrzucam to z siebie tak szybko jakbym bał się, że
zaraz się wycofam.
Cisza, która właśnie panuje jest przerażająca. Patrzymy
na siebie tak intensywnie, że nie wiem, co mam myśleć. Zaplecione ręce na jej
biuście dodają powagi całej sytuacji. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale po
chwili znów są zamknięte.
Nie wiem, dlaczego, może to przez wypity alkohol, zbieram
odwagę i powoli podchodzę w jej stronę. Nie cofa się, przecież nie ma gdzie
uciec. Patrzymy sobie prosto w oczy w takim skupieniu, że pewnie tego nie
zauważa. Dociera do mnie ten słodki zapach powodując ekstazę, to mój narkotyk.
Nawet nie wiem w którym momencie wierzchem dłoni dotykam miękki policzek,
odgarniając niesforne kosmyki włosów zasłaniające jej widok. Moje tętno
szaleje, kiedy dzieli nas kilka nic nieznaczących centymetrów, przysięgam, że
słyszę bicie swojego serca. Tracę resztki rozumu, który mi został i delikatnie
muskam słodkie usta dziewczyny. Przykładam pełną dłoń do policzka i kciukiem rozchylam
lekko uchylone wargi. Jestem w szoku, gdy dziewczyna zaczyna oddawać wszystkie
czułe pocałunki. Zbliżam się napierając na nią swoim ciałem, stoimy tak blisko,
że moje podniecenie sięga granic. Wariuję, czując ciepłe dłonie sunące po
klatce piersiowej. Opieram dłoń na ścianie przy jej głowie dzięki czemu jestem
jeszcze bliżej. Z policzka sunę ręką po odkrytym ramieniu delikatnie muskając
jej skórę aż do biodra, na którym zaciskam dłoń. Ryzykuję wszystko spokojnie
wprowadzając język do jej ust. Czując delikatne zaciskanie pięści na swoim
torsie jestem podekscytowany, ale wszystko kończy się z chwilą, kiedy
delikatnie mnie odpycha.
- Naruto – Zaczyna cicho uspakajając swój niemiarowy
oddech.
Czuję się jak totalny idiota.
- Wiem, przesadziłem. – Wtrącam szybko, bez
zastanowienia. – Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
Odsuwam się jakbym został oparzony kręcąc przy tym głową.
- Nie powinienem. – Dodaję widząc przerażony wzrok.
Może to błąd, ale czując straszne zażenowanie odwracam
się i uciekam jak jakaś pizda. Nie zniosę tego wzroku pożałowania, głupich
wymówek i stwierdzenia, że jestem dla niej tylko przyjacielem.
Teraz...
Czuję delikatne szarpnięcie za ramię, które skutecznie mnie
wybudza.
- W końcu, myślałam, że cię nie dobudzę. – Jestem w szoku,
kiedy widzę te radosne tęczówki niczym szmaragd.
- Coś się stało? – Zrywam się do siadu przecierając zaspane
oczy.
- Zmienisz mnie? – Pyta z nadzieją. – Jestem już śpiąca. –
Ziewa zasłaniając usta.
- Jasne. – Odpowiadam bez chwili wahania. – Mogłaś obudzić
mnie wcześniej.
- Też byłeś zmęczony. Ostatnio narzekasz, że się nie
wysypiasz. – Uśmiecha się delikatnie.
- Która godzina? – Szukam zegarka, ale nie mogę nigdzie go
znaleźć, muszę bardziej dbać o rzeczy.
- Około czwartej. – Wzdycha senna.
- Tak późno? – Jestem zaskoczony.
- Mamy trochę ludzi do pilnowania. Im więcej tym lepiej,
każdy zdąży się zdrzemnąć.
- Tak. – Uśmiecham się. – Możesz już iść, jesteś padnięta
Sakura. – Mówię z widoczną troską.
- Nawet nie wiesz, gdzie iść. – Śmieje się.
- No tak. – Przecieram dłonią kark z zażenowaniem.
- Wstawaj, zaprowadzę cię. – Mówiąc to zbiera się do wyjścia
z namiotu.
Zakładam pomarańczową bluzę z kapturem i dołączam do
dziewczyny stając obok niej.
- Chodź.
Ruszam tuż za nią bez zbędnych słów. Mijamy namioty naszych
towarzyszy w zupełnym milczeniu. Spoglądam w niebo pełne gwiazd, pięknie to
wygląda. Zapatrzony niechcący łamię gałąź pod stopą. Dziewczyna odwraca się w
moją stronę z palcem przyłożonym do ust.
- Ciii, obudzisz ich.
Unoszę dłonie w geście obrony, a ona kręci zrezygnowana
głową. Zaczyna iść dalej, więc podążam za nią, a kiedy zdążam się rozpędzić
delikatnie wpadam na jej plecy.
- Naruto, co się z tobą dzieje? – Pyta rozbawiona.
- Sorry, czuję się jakiś pijany. – Stwierdzam odsuwając się.
- Dopiero się obudziłeś. – Przeszywa mnie takim wzrokiem, że
zaczynam czuć się dziwnie. – To tutaj, możesz wejść na drzewo – wskazuje palcem
konkretne miejsce. – to najwyższe jakie znaleźli, dobry widok.
- Okej, dzięki. – Uśmiecham się. – Leć, bo zaraz mi tu
zaśniesz. – Dodaję, widzę, że znów ziewa.
- Do potem. – Macha ręką i powoli odchodzi.
Odprowadzam Sakurę wzrokiem aż powoli znika mi z pola
widzenia. Rozglądam się po okolicy pełnej drzew, przez które nic nie widać.
Biorę głęboki wdech i spoglądam na potężne drzewo przed sobą
skanując je w celu znalezienia odpowiedniego miejsca na obserwację. W skupieniu
przenoszę chakrę na stopy i już po chwili zaczynam wędrówkę na sam szczyt.
Przysiadam na wielkiej gałęzi, z której dosłownie widzę cały teren. Nie wierzę,
że po takim czasie znów spotkam się z Sasuke. Jestem ciekaw, czy choć trochę
zmienił swoje myślenie i grzecznie wróci z nami do domu. Nie powinienem, ale
mój wzrok wędruje ku górze zatrzymując się na rozgwieżdżonym niebie, które
blaskiem otula mocno świecący, pełny księżyc. Ten widok zapiera dech w
piersiach jednocześnie gasząc zbędne myśli, które błądzą niechciane po umyśle.
Czuję się tak błogo i spokojnie.
Gubiąc się w czasie, nie wiem jak długo już tu siedzę, jest
tak spokojnie. Nagle moją uwagę odwraca trzask gałęzi pod spodem.
- Naruto! Złaź i chodź na śniadanie! – Do moich uszu dociera
krzyk blondynki.
- Wszyscy wstali? – Krzyczę jednocześnie powoli zeskakując z
drzewa.
- Tak, jakiś czas temu. – Zawiesza się na chwilę, mam
wrażenie, że zastanawia się czy coś dodać. – Rozmawiałeś z lisem? – Wzrok utyka
w ziemię delikatnie bawiąc się palcami.
- Nie. – Odpowiadam szczerze. – Myślę, że nie potrzebna nam
dodatkowa dyskusja.
Wreszcie spogląda na mnie z takim spokojem na twarzy jakby
coś ciężkiego spadło jej z serca.
- To dobrze, wiedziałam, że nie dasz się zmanipulować. –
Uśmiecha się szeroko i wyciąga dłoń w moim kierunku. – Chodź, śniadanie
stygnie.
Splatam ze sobą nasze ręce i powoli ciągnę ją w kierunku
obozu. Docieramy na miejsce w zupełnej ciszy.
- Wyspaliście się? – Pytam czując spojrzenia przyjaciół.
- Wszyscy w pełni sił. – Odpowiada kapitan Yamato wręczając
w moją dłoń ciepłą miskę z jakąś zupą.
Siadam na pień obok przygaszającego już ogniska jednocześnie
szukając wzrokiem Sakury. Odnajduję swój nieobecny cel, zapewne mocno się
stresuje, ale wygląda na wypoczętą, co mnie cieszy.
Ruszyliśmy jakieś pięć godzin temu, ale mieliśmy już ze trzy,
dziesięciominutowe przystanki, trzeba oszczędzać siły. Każdy z obecnych biegnie
w totalnej ciszy, mocno skupiony na celu.
Przeskakuję kolejną gałąź i nagle dociera do mnie znajome
uczucie przez co staję jak wryty.
- Co się dzieje? – Pyta zaniepokojony Kakashi zatrzymując
się obok mnie.
- Wyczuwam cztery osoby na północy… - zawieszam się na
chwilę skupiając jeszcze bardziej – jakieś dziesięć minut stąd…nie, pięć. –
Poprawiam szybko.
- Oddalają się? – Kapitan Yamato odzywa się z tyłu.
- Stoją. – Stwierdzam pewnie. Nagle w moje ciało uderzają
ciepłe poty. – To Sasuke.
Nagle dostrzegam chakrę tak podobną do mojej, że aż mnie to
przeraża, ale nie daję po sobie tego poznać.
- Znacie plan. – Mistrz Kakashi mówi ze stoickim spokojem. –
Ruszamy!
Wszyscy jak za dotknięciem magicznej różdżki oddalamy się w
mgnieniu oka. Ogarnia mnie dziwne uczucie. Chyba się stresuję. Biorę kilka
głębokich wdechów, żeby choć trochę się uspokoić.
Pokonujemy ostatnie metry do celu i naszym oczom ukazuje się
górzysty teren pozbawiony jakiejkolwiek roślinności. Wyróżnia go tylko wąska
rzeczka płynąca w dole. Przystajemy na polanie przypominającą Saharę. Spoglądam
przed siebie i moim oczom ukazuje się Sasuke, który stoi na ruinach komina.
Teren wygląda na mocno zniszczony, podejrzewam, że odbyła się tu niejedna
walka. Tak jak się spodziewaliśmy, Sasuke stoi otoczony przez swoich kompanów:
Karin, Jugo i Suigetsu.
Dostrzegam obłąkany uśmiech przyjaciela, który po chwili
zwraca się do mnie zimnym tonem głosu.
- Wiedziałem, że w końcu przyjdziesz. – Przerywa na chwilę
rozglądając się dookoła. – Sam nie dasz nam rady?
- Sam się tobą zajmę. – Odpowiadam spokojnie. – Jesteś
pewien, że chcesz walczyć?
- Nie wrócę z wami z własnej woli. – Odpowiada beznamiętnie.
- Mam ci przypomnieć, co powiedziałem ostatnim razem? –
Pytam, ale nie słysząc odpowiedzi dodaję. – Sasuke, jeżeli będziemy walczyć na
poważnie…obaj zginiemy, tego chcesz? – Pytam pewnie.
- C-co? – Słyszę za sobą przerażone głosy dziewczyn, które
nakładają się na siebie.
- Nie spieszy mi się na drugą stronę. – Krzyczy z kpiącym
uśmieszkiem. – W przeciwieństwie do ciebie. – Dodaje przerażająco poważnie.
- Jeżeli wrócisz… Tsunade-sama ci wybaczy. – Wtrąca Kakashi.
- Nie ma mi czego wybaczać. – Odpowiada nonszalancko. –
Niech błaga o moje wybaczenie. – Krzyczy wyraźnie wkurzony.
- Wybierasz walkę. – Stwierdzam pewny siebie.
Sasuke nie odpowiadając na pytanie zjawia się tuż przede mną
na środku wąskiej rzeczki. Kątem oka dostrzegam, jak Karin zbliża się do
dziewczyn, a Suigetsu i Jugo zjawia się naprzeciwko Kapitana Yamto, mistrza
Kakashiego i Saia.
- Zupełnie jak ostatnio. – Mówię opanowany.
- Masz rację. – Wzdycha głośno wciągając powietrze. – Tym
razem nie popełnię błędu jak w Dolinie Końca, sprawdzę czy na pewno zdechłeś. –
Mówi zimno.
Nie zdążam nic odpowiedzieć, kiedy widzę błyszczące ostrze
katany tuż przed oczami, które sprawnie zatrzymuję kunaiem Boga piorunów
swojego ojca. Sasuke odskakuje w tył umieszczając technikę błyskawicy na
metalowej powłoce miecza. Nie czekam długo, w pełni świadomy wyciągam drugiego
kunaia Boga Piorunów obdarzając go chakrą natury wiatru. Nacieram na chłopaka i
kiedy broni się przed moim atakiem udaje mi się złamać ostrze katany, którą
dzierży w dłoni jednocześnie kalecząc jego brzuch. Kruczowłosy oddala się
lądując na kolanie i wypluwa stróżkę krwi przed siebie. Dostrzegam złowieszczy
uśmiech na jego twarzy.
- Tego się nie spodziewałem. – Krzyczy wściekły. – Nie na
darmo nazywają cię nieprzewidywalnym ninją. – Bierze parę głębszych oddechów. –
Muszę zacząć walczyć na poważnie.
W sekundzie dostrzegam zmianę koloru jego oczu na krwisto czerwone
z niewyrazistym dla mnie wzorem. Robię unik, gdy dostrzegam czarne płomienie
przed sobą. Odwołuję klona, któremu udało schować się przed walką, jednocześnie
wchodząc w tryb Sage. Nawet nie wiem w którym momencie Sasuke pojawia się
przede mną i zwinnym kopniakiem powala mnie w głąb wąskiej rzeczki. Formułuję
pieczęcie i po chwili spod wody wystrzeliwuję klony przypominające pociski.
Wynurzam się na powierzchnię dostrzegając chidori, które pozbywa się moich
wiernych kopii. Sasuke naciera na mnie od razu, ale z łatwością udaje mi się
uniknąć wszystkie ciosy. Dostrzegam zaskoczenie na jego twarzy, gdy ostrzami
chakry ranię policzek i głęboko rozcinam jego prawe ramię. W pewnym momencie
czuję jak naturalna energia opuszcza moje ciało i jestem zaskoczony, gdy
chłopak poważnie rani moją klatkę piersiową. Opadam sycząc z bólu na kolana,
ale kiedy wyprowadza kolejny cios udaje mi się odskoczyć na bezpieczną
odległość. Licząc swoje obrażenia spoglądam na przeciwnika, oboje wyglądamy na
mocno wykończonych. Spostrzegam jak na dłoni Sasuke pojawia się chidori i nie
czekam ani chwili formując w ręku rasengana. W duchu wiem, co planuje zrobić.
- Naruto! – Krzyczy rozpędzając się w moją stronę.
- Sasuke! – Szybko wstaję z kolan i ruszam w jego kierunku.
Znajduję się w dziwnym miejscu zaraz po tym jak nasze
najsilniejsze techniki zderzają się ze sobą. Nagle przed oczami dostrzegam
obrazy z przeszłości. Spoglądam przed siebie i widzę Sasuke, który skanuje moją
twarz ze spokojem.
- Ostrzegałem, że umrzemy razem. – Mówię nie czując bólu,
który przed chwilą mi towarzyszył.
Perspektywa
Sakury:
Razem z Ino z pomocą sztuki drzewnej kapitana Yamato
unieruchamiamy Karin, kiedy do naszych uszu dociera przeraźliwy pisk. Wszyscy
jednocześnie spoglądamy w stronę, z której dochodzi dźwięk i naszym oczom
ukazuje się wielka, czarna kula niszcząca wszystko wokół.
- Co się dzieje. – Słyszę przerażony głos Ino.
Wpatrujemy się w ten jeden punkt, mrużę oczy od nagłego
blasku zatykając uszy, kiedy hałas staje się nie do zniesienia. Uchylam powieki
i z przerażeniem obserwuję unieruchomione spadające dwa ciała. Z trudem
powstrzymuję zdławiony dźwięk przerażenia. Moje ciało nagle ogarnia
paraliżujący strach.
- Sakura, Ino! – Słyszę głos mistrza Kakashiego i w jednej
chwili obie wiemy, co mamy robić.
Bez wahania ruszam w stronę blondyna pokonując dzielącą nas
odległość. Przystaję nad nieruchomym ciałem przyjaciela, zduszając jęk rozpaczy,
kiedy widzę, w jakim stanie się znajduje. Opadam ciężko na ziemię, tuż za głową
chłopaka podnosząc ją na swoje kolana. Nawet nie czuję, w którym momencie łzy
zaczynają płynąć z moich oczu. Nachylam się i z ostrożnością sięgam do torsu blondyna,
próbując leczyć rany. W pewnym momencie czuję ciepłą dłoń spowijającą mój prawy
policzek. Wzdrygam się delikatnie, odnajdując spojrzenie chłopaka, delikatny
uśmiech nie opuszcza jego twarzy. Moje ciało ogarnia panika, gdy ręka, która
dawała mi ciepło, bezwiednie opada na zimną ziemię, a z ust wydobywa się
strużka krwi. Dopiero teraz zauważam stojącego przy nas mistrza Kakashiego,
który wydaje zdławiony dźwięk i odwraca głowę jakby nie chciał widzieć
najgorszego. Łzy zaczynają lecieć niekontrolowanie i z ogarniającym mnie
strachem, jakiego w życiu jeszcze nie czułam daję z siebie wszystko, żeby go
uratować.
Bezradność, to co teraz czuję, towarzyszyło mi przez całe życie.
Zawsze bałam się, że nie będę wystarczająca, żeby pomóc swoim towarzyszom. Ciągle
musiałam polegać tylko na nich, byłam słaba. To główny powód, przez który
zaczęłam nauki u Tsunade-sama.
Zrezygnowana opadam głową na tors Naruto myśląc, że nie uda
mi się go uratować, te rany są tak rozległe. Targają mną uczucia, o które nigdy
bym siebie nie podejrzewała.
- G-gnieciesz mnie. – Słyszę cichy i słaby głos, przez który
natychmiast się podnoszę.
Dostrzegam błękitne tęczówki, dokładnie skanujące moją
twarz, a zaraz za tym czuję chłodną dłoń na policzku. Spanikowana, a zarazem
szczęśliwa nie mogę przestać na niego patrzeć.
- Nienawidzę cię. – Wypalam bez zastanowienia. – Myślałam,
że umarłeś. – Nie mogę powstrzymać łez, które niekontrolowane wypływają z moich
oczu.
Jestem zdezorientowana, kiedy czuję, jak mięśnie Naruto
spinają się próbując usiąść, w czym natychmiast pomaga mu mistrz Kakashi.
- Co z Sasuke? – Pyta nie myśląc o sobie.
- Jest z nim Ino. – Odpowiada szaro włosy mężczyzna.
- Możemy do niego iść? – Pyta bez chwili wahania.
Kakashi ciągnie go w górę, zostawiając mnie na ziemi.
Oddycham głęboko, żeby uspokoić uczucia, które nieokiełznane szaleją w mojej
głowie. Wierzchem dłoni ocieram wszystkie łzy.
Jestem wykończona, ten dzień, w każdym aspekcie nie wyszedł
tak, jakbym tego chciała. Znajduję resztki sił i równam się z Naruto.
Perspektywa
Naruto:
Staję na nogi z
niewyobrażalnym bólem, ale jednocześnie jestem szczęśliwy widząc przy sobie
Sakurę. Jest dokładnie tak, jak rozplanował to Kakashi.
- Jesteś w stanie iść? – Pyta zielonooka, nagle równając się
ze mną.
- Tak. – Odpowiadam z delikatnym grymasem na ustach.
Bez słowa ruszamy w kierunku Sasuke. Z każdym krokiem doznaję
niewyobrażalnego bólu przeszywającego moje ciało. Powoli ciągnąc nogę za nogą pokonujemy
parędziesiąt metrów i w końcu dostrzegam swojego przyjaciela.
- I po co ci to było? – Pytam widząc go na ziemi.
Ino daje z siebie wszystko, żeby zamknąć jego rany. Spogląda
na mnie z wyraźną ulgą przecierając łzy, które niepohamowanie spływają z
wielkich oczu.
- Wracam z wami. – Słyszę chłodny głos chłopaka.
- Nienawidzę was obu. – Sakura wzdycha, podchodząc bliżej
mnie i odwraca głowę w bok nie chcąc na nas nawet spojrzeć.
Dostrzegam jak Sasuke z trudem spogląda w jej stronę.
- Przepraszam. – Jego ton głosu łagodnieje, czym zwraca na
siebie jej uwagę.
Skanując twarz dziewczyny dostrzegam niewiarygodne
zdziwienie.
- Lepiej późno niż wcale. – Na usta wkrada się delikatny
uśmiech, który jest strasznie zaraźliwy.
Opadam z sił tuż przy Sasuke i w mgnieniu oka, zupełnie
niespodziewanie, dostrzegam przed sobą różowe kosmyki włosów. Po moim ciele
przebiegają gorące dreszcze, a serce bije zdecydowanie za mocno, gdy jest tak
blisko mnie.
- Cholera. – Słyszę, czując ciepłe dłonie rozrywające
resztki koszulki przylegającej do mojego ciała.
Dokładnie przyglądam się jej zafrasowanej twarzy, zauważając
drobne zmarszczki na czole i niepewność w oczach, jednocześnie zastanawiam się,
co mogło ją tak zmartwić.
- Nie ruszaj się. – Szepcze niepewnie, błądząc wzrokiem po
głębokiej rysie ciągnącej się wzdłuż klatki piersiowej.
Bez ostrzeżenia delikatnie, nie chcąc skrzywdzić mnie
bardziej, dotyka otwartej rany, a jej drobna dłoń zaświeca się intensywnie
zieloną barwą, co zdecydowanie nie jest przyjemne. Nie kontroluję tego i z ust
wymyka się syknięcie.
- Wytrzymaj. – Nakazuje, jednocześnie głęboko wpatrując się
w moje tęczówki z wyraźną troską, która wpędza mnie w jeszcze większe wątpliwości.
Głęboko reflektuję nad tym, co się właśnie dzieje, przecież jeszcze nigdy nie
widziałem u niej tak mocnego zainteresowania. Jej dłonie lekko drżą, a w
powietrzu wyczuwam napięcie, które sprawia, że trudno złapać mi oddech. Jestem
zdezorientowany, a myśli krążą po głowie jak szalone.
– Muszę to zamknąć.
- Sakura, w porządku? – Odwracam wzrok na pytającego
mistrza.
Zauważam, że dziewczyna przygryza dolną wargę i naprawdę nie
mogę skupić się na niczym, co dzieje się wokół.
- Nie będzie, jeśli tego nie zamknę. – W jej ton głosu
wkrada się ledwo słyszalny stres. Dziewczyna spogląda na przyjaciółkę przed
sobą. – Ino, skończyłaś?
- Jeszcze chwila. – Odpowiada szybko.
- Musisz mi pomóc. – Wiem, że niechętnie to mówi. – Kurwa!
Zużyłam za dużo chakry.
- Jestem. – Przede mną pojawia się Ino, która niemal
natychmiast wspiera zielonooką.
Kątem oka dostrzegam ledwo siadającego Sasuke, który patrzy
na mnie z politowaniem.
- Jednak wygrałem. – Stwierdza z kpiącym uśmieszkiem. Już
chcę coś dodać, ale nie jestem zbyt szybki.
- Żaden z was nie wygrał. – Zawiesza się na chwilę. – Po
prostu…nie dałam rady uleczyć go jak należy, podziękuj swojej koleżance. –
Widzę, jak przewraca oczami. – Jebana pirania.
Wszyscy wybuchamy śmiechem na ostatni komentarz Sakury.
- Przestań! – Ochrzania, kiedy mój śmiech maskuje kaszel. –
Nie pomagasz. – Rzuca mi gniewne spojrzenie, a zaraz za tym spogląda na
blondynkę. – No co, może nie mam racji?
- Nie no jasne, że masz. – Odpowiada uspakajając się. –
Gdyby nie ty, to mnie wyssałaby jak wydmuszkę, – śmieje się – ja nie mam tego
czegoś, co masz ty. – Wolną dłonią wskazuje na symbol rąbu znajdujący się na
samym środku czoła dziewczyny.
- Dlatego dałam się podejść, bo mam sporą rezerwę chakry. –
Stwierdza opanowana.
- Jestem z was dumny. – Przerywa im mistrz Kakashi.
- Nie rób się taki sentymentalny. – Wtrącam z uśmiechem i
jednocześnie drapię się po głowie. Widzę delikatne zakłopotanie na jego twarzy.
- Co mnie czeka po powrocie? – Sasuke zwraca na siebie uwagę
każdego z osobna.
- No cóż, masz przesrane. – Wzdycham. – Babcia Tsunade
odpowiednio się tobą zajmie. Już ty się nie martw.
- Co to znaczy? – Jest mocno zaciekawiony.
- Niczego takiego złego nie zrobiłeś, żeby zaraz miała
zsyłać cię do więzienia, ale łatwo nie będzie. - Tłumaczy nasz opiekun.
- Masz szczęście, że w porę się ogarnąłeś. – Stwierdza
blondynka.
- Raczej nie w porę, skoro dał nam tyle roboty. – Upomina
wyraźnie zła Sakura. – A raczej daliście. – Gromi mnie wzrokiem.
Pod jej spojrzeniem, w duchu modlę się, żeby nie odpalała
swojej złej strony, wszyscy źle na tym wyjdziemy.
- Przecież już prze…
- I myślisz, że to wystarczy? – Przerywa, obrzucając go tym
samym spojrzeniem, którego przed chwilą doświadczyłem. – Będziesz cierpiał
kochany – dostrzegam dziwne ogniki pojawiające się w jej oczach – zapłacisz za
to wszystko z nawiązką, już razem z Ino tego dopilnujemy. – Uśmiecha się
złowrogo.
- Dokładnie, nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz. –
Przytakuje przyjaciółka.
- Już ci współczuję stary. – Mówię zgodnie z prawdą. Kto
wie, co we dwie mu zgotują.
- Uhhh, ale się zmęczyłam! – Sakura głośno oddycha siadając
na pupę przede mną.
- Ja też. – Wzdycha blondynka i po chwili dołącza do
przyjaciółki.
- Kawał dobrej roboty. – Różowo włosa stwierdza z uznaniem i
razem z Ino przybijają sobie piątkę.
- Będziecie nas nieść do wioski za tą całą robotę. –
Blondynka wskazuje palcem na mnie i Sasuke śmiesznie mrużąc przy tym oczy.
- Jesteście nienormalne. – Stwierdza kruczowłosy chłopak.
- Tu niechętnie przyznam mu rację. – Uśmiecham się
delikatnie.
Dwa
tygodnie później…
Przyjaźń to naprawdę zaskakujące uczucie, które łączy
nieznajomych ludzi nierozerwalną, niewidzialną nicią. Jeżeli nic jej nie złamie
– będzie rosła i przybierała na sile. Tylko taka przyjaźń przetrwa znaki czasu
i wszystkie przeciwności losu. Nawet gdy niejednokrotnie skażemy ją na
zapomnienie wystarczy drobna iskra, by znów rozbudzić płomień przyjaźni. Ta nić
- choć niewidzialna - łączy ludzi i pomaga im przetrwać najtrudniejsze chwile.
Sam wielokrotnie tego doświadczyłem.
Jako małe dziecko doświadczyłem samotności tak potężnej, że
niejednokrotnie zastanawiałem się nad tym, dlaczego istnieję na tym świecie.
Sięgając pamięcią wstecz, po prostu traciłem siły by żyć. Pogrążony w zupełnej
ciemności dostrzegłem światełko, które odmieniło moje całe życie, wprowadzając w
nie nad wyraz interesujące kolory. Gdyby nie on, nie wiedziałbym, że istnieją
ludzie, którzy w życiu borykają się z większymi problemami od moich.
Na początku Sasuke stał się moim rywalem, a z biegiem czasu,
nasza relacja nabierała na sile, przeradzając się w mocną więź, zwaną
przyjaźnią. Stał się bratem, dla którego byłem w stanie zrobić wszystko. Zaraz
po nim, do mojego osamotnionego życia wkradło się znacznie więcej osób, o
których nawet nie śmiałbym pomyśleć. Jestem wdzięczny za każdą duszę, odmieniającą
moje smutne i pozbawione kolorów życie.
Po misji sprowadzenia Sasuke do wioski każdy rozszedł się w
swoją stronę. W drodze do domu niewiele rozmawialiśmy, myślę, że nie mieliśmy
nic do powiedzenia. Dziewczyny zamknęły się w sobie szepcząc między sobą, co
jakiś czas sprawdzając tylko nasz stan. Rozmowy były krótkie i rzeczowe. Nie
wydarzyło się nic nadzwyczajnego, jednakże głęboko w środku miałem na to
nadzieję. Miałem nadzieję, że choć trochę wyklaruję myśli krążące nieustannie
po mojej głowie, po zdarzeniach z tamtego dnia. Do tej pory nie wiem, co mam o
tym wszystkim myśleć. Zachowanie i czułość Sakury w stosunku do mnie były
kompletnie niezrozumiałe.
Wracając myślami z daleka, w lustrze spostrzegam nieco
zagubionego, niewyspanego chłopaka o blond czuprynie, którą sprawnie poprawiam.
Mamy dziś ciepły, piątkowy wieczór. Szykuję się właśnie na imprezę powitalną
Sasuke. Swoją drogą, koledzy i koleżanki miło przyjęli go po powrocie do wioski,
nie było dziwnie czy niezręcznie. Myślę, że to pomogło wrócić mu do
normalności, jakakolwiek by nie była.
Poprawiam starannie uprasowany kołnierzyk pomarańczowej
koszuli i rzucam okiem na ubrania, które włożyłem. Czarne, eleganckie spodnie z
paskiem idealnie zgrywały się ze wszystkim. Spoglądam na półkę i sięgam dłonią
po naszyjnik, który tak kochałem. Był dla mnie naprawdę ważny, bo przypominał
mi o wytrwałości w dążeniu do celu, w końcu wygrałem go po zakładzie z babią
Tsunade. Rozpiąłem dwa górne guziki koszuli i założyłem kryształ na szyję. Nie
zapinam ich z powrotem. Sięgam po perfumy, którymi dokładnie pryskam wystający
skrawek skóry i koszulę.
- Gotowe. – Mówię do swojego odbicia.
Wychodzę z pokoju, od razu kierując się do korytarza, skąd
po chwili rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, które bez zastanowienia otwieram.
- O, hej. – Odzywam się uśmiechnięty od ucha do ucha.
- O – przerywa na chwilę dokładnie skanując moje ciało. Robi
mi się dziwnie od tak intensywnego spojrzenia. – cholera, wyglądasz bosko.
- Dzięki. – Drapię się w tył głowy. – Spójrz na siebie.
Wskazuję dłońmi w stronę blondynki ubranej w czarną,
dopasowaną sukienkę. Jest zwyczajna, skromna, ale idealnie podkreśla atuty, a
ma ich aż nad to.
- Nie patrz tak na mnie. – Wzdycha chowając twarz za dłońmi.
– Krępujesz mnie.
- Wybacz. – Uśmiecham się szeroko pociągając za jej dłonie. –
To twoja wina.
- Moja? – Piszczy groźnie.
- Jesteś moją przyjaciółką, ale jestem tylko mężczyzną. –
Bronię się. – Piękna jesteś. – Wierzchem dłoni gładzę ciepły policzek,
dostrzegam jak delikatnie mruży oczy.
- Idziemy? – Pytam ciepło, a w odpowiedzi dostaję delikatne
skinienie głowy.
Odwracam się w stronę szafki i zgarniam klucze, którymi
zamykam drzwi od mieszkania.
- Stresujesz się? – Dziewczyna zagaduje schodząc po
schodach.
- Ja? – Wydaję się być zdziwiony pytaniem. – Niby czym? –
Maszeruję tuż za nią.
- No wiesz – zaczyna cicho – rozmawialiśmy już o tym. Jeśli
znów wypijesz…
- Nic z tych rzeczy. – Przerywam szybko. – Nie będę ładował
się z butami w jej życie. – Przystajemy przed schodami patrząc na siebie. –
Skończyłem z tym, nie spierdolę tego jak ostatnio. – Kciukiem pocieram zmęczoną
skroń, dalej słabo sypiam. Może jest to spowodowane gojeniem się ran. Przez
twarz przyjaciółki przebiega intrygujące uczucie, że chce coś powiedzieć, ale
szybko znika.
- Wiesz – przerywa na krótką chwilę – może warto spróbować
jeszcze raz. – Uśmiecha się pokrzepiająco.
- Po co Ino? – Pytam może zbyt oschle. – Mam usłyszeć to,
czego boję się najbardziej? – Zastanawiam się chwilę. – Kurwa, żałuję, że wtedy
uciekłem, miałbym jasną sytuację.
- Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. – Po tym zdaniu
w mojej głowie robi się naprawdę tłoczno i czuję dziwny gorąc uderzający we
mnie jak grom z jasnego nieba.
- O czym ty mówisz?
- Porozmawiaj z nią. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśnicie i
znów będzie jak dawniej. Cholera, nie lubię tego jak teraz ze sobą rozmawiacie.
Blondynka zaczyna iść, więc równam się z nią.
- A co z tobą? – Zmieniam temat, bo czuję się zestresowany.
- To znaczy? – Dostrzegam unoszące się brwi dziewczyny.
- No…jak się czujesz? Widziałaś się z nim, rozmawialiście? –
Zaczynam delikatnie.
- Powiedziałam, co czuję. – Stwierdza niezakłopotana moim
pytaniem. – Czekam na odpowiedź, ale zwaliłam taki ciężar…jestem taka lekka. –
Uśmiecha się promiennie. – Nie chciałam żałować na starość, że nie spróbowałam,
chciałam, żeby Sasuke wiedział, że go kocham.
- To dobrze. Przynajmniej będziesz wiedzieć na czym stoisz.
- Tobie radzę to samo. – Uśmiecha się chytrze.
- Przecież to zrobiłem. – Wzdycham przeciągle spoglądając na
dzieci bawiące się przy sklepiku z piłkami. Ten widok sprawia, że na usta
wkrada się uśmiech.
- Ale w jaki sposób? Spierdoliłeś jak jakaś cipa.
- Przepraszam?
- No co, nie patrz tak na mnie. – Bierze głębszy wdech. –
Tak zachowuje się prawdziwy mężczyzna?
- Masz rację. – Przyznaję, naprawdę się tego wstydzę. – W
ogóle nie powinienem wyciągać jej z tamtej imprezy.
- Nie to, że nie powinieneś…po prostu źle to wszystko
wyszło. Byłeś pijany, nie wiem zagubiony. Jak już powiedziałeś A to było trzeba
poczekać na B. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Mówiła ci coś? – Wiem, że nie powinienem pytać.
- Nie powiem ci tego. – Spogląda na mnie poważnie. – To, co
mi mówicie, zatrzymuję tylko dla siebie. Jestem zaufaną przyjaciółką, mimo
tego, że naprawdę chcę oczyścić tą ciężką atmosferę między wami.
- Ale coś wiesz, prawda? – Widzę, jak naprawdę gryzie się z
myślami. Ciężko wzdycha spoglądając na mnie.
- Wiem dużo. – Przerywa na chwilę. – O wiele za dużo. Już
naprawdę mnie to męczy, nie mogę przez was normalnie funkcjonować. Ciągłe
tajemnice, sekrety. Nie mów temu, tamtemu, tej, tamtej…Jezu! Jakie to męczące.
– Jest wściekła.
- Dobra, dobra. Uspokój się. Udaj, że nie pytałem. –
Uśmiecham się, jednocześnie próbuję rozluźnić choć trochę atmosferę.
- Pogadajcie w końcu i dajcie mi święty spokój. – Wzdycha
cicho.
- Sam na pewno nie zacznę. – Przyznaję.
- Niby dlaczego? – Pyta omijając starszą panią idącą z
siatkami w ręku.
- Boję się.
- Ciągle to mówisz. Weź się w garść i bądź mężczyzną. –
Przystajemy przed domem Kiby, który wyszedł z inicjatywą imprezy. –
Przynajmniej będzie ci lżej na tym głupim serduszku – szturcha palcem moją
klatkę piersiową – i będziesz wiedział na czym stoisz. Wiem, co mówię.
Nie czeka na mnie i oddala się w kierunku drzwi by po chwili
chwycić za ich klamkę.
- Idziesz? –
Przewraca oczami. – Czy będziesz tam stał do usranej śmierci?
Nic nie odpowiadam i sprawnie do niej podchodzę. Otwieramy
drzwi skąd dochodzi głośna muzyka. Wchodzimy do środka, rozglądam się i
dochodzę do wniosku, że jesteśmy ostatni. Witamy się z każdym z osobna.
Podchodzę do Hinaty, której policzek obdarzam szybkim pocałunkiem, tak samo
robię w stosunku do Ten-Ten i Temari, która specjalnie odwiedziła nas z wioski
Piasku. Moje spojrzenie krzyżuje się z Sakurą stojącą przy Sasuke. Zalewają
mnie ciepłe poty, a oddech staje się cięższy widząc, jak seksownie wygląda.
Uśmiechnięta z kokieteryjnym spojrzeniem, staje się naprawdę pociągająca. Nie
mogę zmusić się do postawienia kroku w ich stronę. Ubrana w koronkową,
granatową bluzkę na ramiączka i spódnicę tego samego koloru, wydaje się pewna
siebie. Czując dotyk na swojej dłoni z przerażeniem patrzę na blondynkę, która
ciągnie mnie w ich kierunku.
- Hej. – Słyszę i orientuję się, że stoję właśnie przed nimi,
Ino podchodzi do różowo wołosej dziewczyny i mocno ją przytula. To samo robi z
Sasuke.
Wyciągam drżącą dłoń w kierunku kruczowłosego i już po
chwili czuję jego mocny uścisk. Spoglądam z przerażeniem na Sakurę, serce wali jak
szalone próbując wydostać się z klatki piersiowej, kiedy dziewczyna bez wahania
stawia pierwszy krok w moją stronę. Nie zdążam wydusić z siebie żadnego słowa czując
delikatne dłonie oplatające szyję. Zaciągam się jej zapachem, jak pierdolonym
narkotykiem, by po chwili z tego transu wyciągnęły mnie ciepłe usta, które
stykają się z moim policzkiem. Nie jestem pewien, ale trwa to dłuższą chwilę
zanim dziewczyna niechętnie odsuwa się ode mnie ze zjawiskowym uśmiechem na
twarzy.
- H-hej. – Głos odmawia posłuszeństwa i delikatnie się
załamuje.
- Jak imprezka? – Rozentuzjazmowana Ino odzywa się, żeby
uratować mnie z podbramkowej sytuacji.
- Super, odkąd przyszliście. – Sakura zabiera głos
obdarzając mnie przelotnym spojrzeniem.
Co się kurwa dzieje? Dlaczego mi to robi wiedząc, co do niej
czuję? Co prawda, po pamiętnej imprezie skłamałem jej prosto w oczy, że niczego
nie pamiętam, nie drążyła tematu. Nie powiedziała mi, co zrobiłem, zatrzymała
to dla siebie.
- Chcecie drinki? – Kiba zagaduje podchodząc do nas z grubym
szkłem w ręku.
- Chcę. – Ino odpowiada nie zastanawiając się długo.
Pocieram dłonią obolały kark i dostrzegam, że chłopak
oczekuje mojej odpowiedzi.
- Nie, ja nie. – Uśmiecham się delikatnie. – Po alkoholu mi
odwala. – Zanim zdążam ugryźć się w język, klnę na siebie w duchu, kiedy kątem
oka zauważam zdziwione spojrzenie Sakury.
Impreza przebiega w sympatycznej atmosferze, niektórzy
cierpią już na nadmiar alkoholu słaniając się na nogach. Nic dziwnego, skoro
dochodzi już dwudziesta druga, a tempo wiele pozostawiało do życzenia. Zbytnio
nie rozmawiałem z Sakurą od czasu pytania o drinka. Zajęta była przyjaciółkami,
a my zamieniliśmy może parę słów o mój stan zdrowia. Ino bawi się świetnie w
towarzystwie Sasuke, z którym o dziwo dochodzi do porozumienia, mimo wyznania
uczuć chłopakowi. Stoję i obserwuję przyjaciół z kąta przy oknie, podpierając
się o ścianę plecami. Spoglądam na pustą szklankę po drinku, po ich namowach
skusiłem się na jednego. Nie zaszkodzi mi. Podchodzę do stołu, gdzie umieszczam
szkło. Czuję się padnięty, w duchu dziękuję za jutrzejszy dzień wolny.
- Będę się zbierał. – Przekrzykuję muzykę w tle.
- Nieee. – Słyszę głosy przyjaciół.
- Nie umiesz się bawić młotku. – Sasuke przewraca oczami.
- Źle ostatnio sypiam – spoglądam na niego gniewnie – to
twoja zasługa.
- Przestańcie już. – Wzdycha podpita Ino. Podchodzi w moim
kierunku i składa mokrego buziaka na moim policzku.
- Śpij z aniołkami przystojniaku.
- Nie schlaj się. –
Karcę ją wzrokiem z uśmiechem na ustach.
- Przestań. – Wzdycha. – Nie jestem pijana.
- Po prostu się
martwię. – Mówię i podchodzę w kierunku drzwi.
- Narka. – Ciągnę za klamkę i wychodzę na zewnątrz w
akompaniamencie pożegnań przyjaciół.
Wkładam dłonie w kieszenie spodni i powolnym krokiem schodzę
schodami na chodnik, którym ruszam do domu. Oddycham głęboko zaciągając w płuca
chłodne, rześkie powietrze.
- Naruto! – Słyszę za sobą głos, przez który przebiega mnie
dreszczyk ekscytacji.
Odwracam się i dostrzegam biegnącą w moim kierunku
dziewczynę, zwinnie zakłada lekki płaszczyk na swoje nagie ramiona.
- Sakura? – Pytam wyraźnie zdziwiony, gdy równa się ze mną.
– Coś się stało?
- Odprowadzisz mnie do domu? – Odzywa się szybko. – Masz po
drodze.
- Jasne – jestem zmieszany – nie ma problemu. – Posyłam jej
uśmiech.
- Tooo, jak się czujesz? – Zagaduje, gdy idziemy przed sobą.
Spoglądam na nią nierozumiejącym wzrokiem. – Nie mieliśmy czasu pogadać. –
Dodaje.
- Czasem jeszcze narywa, ale ogólnie jest spoko.
- Rana na klatce?
- Tak, nie mogę ćwiczyć. – Uśmiecham się nerwowo.
- Czasem powinieneś sobie odpuścić. – Posyła mi pełne troski
spojrzenie. – Nic się nie stanie, nie bądź dla siebie taki surowy.
- Jakoś inaczej nie potrafię. Do wszystkiego doszedłem sam i
nie chcę tego spieprzyć.
- Wiem, ale świat się nie zawali jak na chwilę odpuścisz.
- A ty… - zawieszam się na chwilę, bo nie jestem pewien, czy
powinienem o to pytać – jak się czujesz? – Sakura spogląda na mnie wyraźnie
zdziwiona.
- O czym mówisz? – Dostrzegam jak jej idealna brew unosi się
ku górze.
- No wiesz…Sasuke wrócił.
Przystajemy przed płotem, gdzie znajduje się dom Sakury,
nawet nie zauważyłem, jak szybko minęła droga, zdecydowanie zbyt szybko.
Krzyżuje ręce pod biustem, czym dodaje powagi sytuacji. Dokładnie skanuje moją
twarz, jakby chciała wyczytać wszystko, co mieści się w mojej głowie. Zwala
mnie z nóg, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że zrobiła zdecydowany krok w przód
znajdując się bardzo blisko. Stres nabiera na sile, nogi robią się jakieś
watowate, a tętno tak przyspiesza, że nie mogę uspokoić oddechu. Boże, co ona
ze mną wyprawia.
Perspektywa
Sakury…
Dość mocno gryzę się z myślami, które błądzą jak szalone po
głowie. Robię krok w przód, żeby znaleźć się jeszcze bliżej niego i od razu
powala mnie jego wyjątkowy zapach. Robi mi się ciepło, kiedy zdaję sobie
sprawę, że już postanowiłam. Specjalnie nie wypiłam dużo, żeby być gotową na tą
rozmowę. Dokładnie skanuję twarz blondyna w poszukiwaniu odpowiedzi, które tak
bardzo chcę poznać.
- Pamiętasz, prawda? – Wypalam tak nagle z opanowaniem w
głosie, którego w ogóle po sobie się nie spodziewałam. Dostrzegam
zdezorientowane spojrzenie blondyna, zmarszczone brwi świadczą o delikatnym
podenerwowaniu.
- C-co? – Jego głos delikatnie drży, co od razu wychwytuję.
Już się nie wywiniesz.
- Daj spokój – przerywam na chwilę – przestań kłamać i
powiedz prawdę.
Chłopak próbuje się uspokoić, widzę to, gdy jego klatka
piersiowa unosi się niemiarowo.
- Pamiętam. – Czuję niewyobrażalną ulgę słysząc, co mówi. –
Przepraszam, po prostu nie byłem gotowy słuchać, jak sprowadzasz mnie na ziemię.
– Nawet nie próbuję ukrywać szoku, który gości na mojej twarzy.
Czy on naprawdę myśli, że jestem tak podła, żeby kpić z jego
uczuć?
- Nawet nie dałeś mi szansy na rozmowę. – Stwierdzam
zwięźle.
- I co byś mi wtedy powiedziała? – Czuję dziwne ukłucie w
środku. Widzi, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. – No właśnie, nawet teraz
nic nie powiesz. Naprawdę nie chciałem słuchać śpiewki o przyjaźni i o tym, jak
bardzo kochasz Sasuke.
Wbija mnie w ziemię i na chwilę tracę świadomość, co chcę mu
właśnie powiedzieć.
- Naruto – zaczynam niepewnie – ja go nie kocham. – Biorę
głęboki wdech, kiedy widzę zaskoczenie na jego twarzy. – Może z początku tak
było, ale to tylko szczenięce zauroczenie. – Przewracam oczami i dla
rozluźnienia dodaję - Każda się w nim bujała. – Uśmiecham się delikatnie.
- O czym ty mówisz?
- Wbij sobie w głowę, bo powtórzę to tylko raz. – Wzdycham
zmęczona jego głupotą. – Nie kocham Sasuke. – Robię chwilową pauzę, czuję tak
niewyobrażalny stres, że aż mnie to łamie i skręca od środka. – Odkąd wróciłeś
do wioski zbliżyliśmy się do siebie na tyle, że zaczęłam dostrzegać cię
inaczej. – Oczy Naruto robią się naprawdę duże. – Gdybyś wtedy ze mną
porozmawiał, to wszystko wyglądałoby inaczej.
- Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć.
- Czuję coś do ciebie. – Wyrzucam z siebie ciężar, który
mocno mi ciążył. – Podobasz mi się. – Dodaję widząc zmieszanie na jego twarzy.
- Żartujesz, prawda? – Pyta pocierając kark.
- Nie. Właśnie to chciałam ci wtedy powiedzieć. – Stoję przy
swoim.
Czuję nagły przypływ energii i z drżącymi nogami podchodzę
jeszcze bliżej blondyna. Zapatruję się w błękitne tęczówki, które błądzą po
mojej twarzy, szukając potwierdzenia w tym, co właśnie wyznałam. Uderza we mnie
jego pociągający zapach, przez co na chwilę przymykam oczy. Narastające
napięcie nie opuszcza mnie ani przez chwilę. Układam dłonie na ciepłej twarzy
chłopaka dzięki czemu chcę skupić jego uwagę na sobie. Gładzę kciukiem prawy
policzek drażniąc subtelnie kącik ust. Jestem tak blisko, że czuję, jak szybko
oddycha. Staję na palce, a mój oddech robi się natarczywie niemiarowy. Powoli
zbliżam się do chłopaka, delikatnie drażniąc rozchylone usta swoimi. Nie czekam
długo, chęć uwolnienia napięcia między nami jest tak duża, że subtelnie dotykam
jego dolną wargę językiem chcąc dostać się do środka. Czuję ciepło, które
rozchodzi się po moim wnętrzu, gdy przyjmuje wyzwanie. Zbliża się układając
obie dłonie nad moimi pośladkami, w wyniku czego ciałem wstrząsa przyjemny
dreszczyk. Zaplatam dłonie na karku chłopaka delikatnie drażniąc blond włosy. Z
sekundy na sekundę subtelne pocałunki zastępują miejsce niewyobrażalnemu
pożądaniu.
- Jesteś pewna? – Przerywa próbując uspokoić oddech, a ja
niechętnie wstrzymuję się przed przerwanym pocałunkiem.
- Tak. – Odpowiadam pewna. – Chcę właśnie ciebie Naruto.
Dostrzegam cholernie zarażający uśmiech, przez co moje
kąciki też unoszą się w górę. Nie wytrzymuję napięcia i wznawiam całowanie ust,
za którymi tęskniłam od dnia, gdy po raz pierwszy mnie pocałowały.
Więc tak:
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny i długi oraz bardzo mi się podoba. Napisany super jak zawsze...
Co do one-shota, jest genialny, czytałem go z zapartym tchem aż do końca. Czytając zastanawiałem się co będzie dalej oraz jak to się wszystko skączy. Wyszedł wam ten one-shot po prostu świetnie.
Czy będą się pojawiały jeszcze one-shoty?... jeśli tak, to co jaki czas?.
Szkoda że w następnym tygodniu nie pojawi się żaden rozdział.
Pozdrawiam i życzę weny oraz będę oczekiwał nextu.
Postaramy się pisać one-shoty, a co do następnego tygodnia to nam przykro, ale wyjeżdżamy :( Za to za dwa tygodnie postaramy się to nadrobić i jakoś wam wynagrodzić, pozdrawiamy Patty i Paula :)
UsuńRozdział genialny!! :D Co do złego tygodnia bez notek to jakoś przeżyjemy. ;)
OdpowiedzUsuńJak zobaczyłem, że zrobicie tego fillera to się cieszyłem i zastanawiałem jak to zrobicie. Ale gdy przeczytałem tego one-shota to oczy z orbit mi wyskoczyły i kopara w ziemie trzaskała szacun!! :D Tego bloga NIKT nie przewyższy jest genialny!! :D
Pozdrawiam was dziewczyny i życzę bożej weny!!
MaX
notatka świetna bardzo ciekawa
OdpowiedzUsuńCo do one-shota, to po prostu boba tak się zajebiścię czytało że szał czekam na next pozdrawiam i zycze weny dużo wen bardzo duż
nocia swietna a jednopartowka byla zajebista dawno takiej nie czytałam no coz czekam na nastepna no i zycze weny
OdpowiedzUsuńRozdzial swietny, naprawde macie talent i umiecie wszystko swietnie opisac - zwlaszcza sceny walk. :D
OdpowiedzUsuńRzadko komentuje, wiem, ale czasem nie mam czasu badz zapominam.
Co do nastepnego tygodnia, coz, pozostaje nam tylko czekac. W koncu sa wakacje, prawda?
Z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial po waszym powrocie :) a tymczasem musze uzupelnic braki u mnie na blogu. :D
Pozdrawiam, zycze duzo weny, i zeby wyjazd sie udal :))
Jesy N.
Hej, jestem tu nowy i powiem szczerze że Wasz blog jest po prostu genialny!!!
OdpowiedzUsuńWczoraj na na niego trafiłem i za jednym razem przeczytałem wszystkie notki :)
Świetny pomysł pisania opo z "Oczami Naruto" "Oczami Sakury" to jest wprost genialne :)
No i przede wszystkim dużym dla mnie plusem jest to że nie wiązaliście ich już na samym początku jak to ma miejsce w większości blogów (a widziałem już hentai z nimi po 6 rozdziałach, dno)
Dobra rozpisałem się a nie chcę spamować, co do notki genialna jak każda jedna :)
One-Shoot po prostu mnie zamurowało, genialne zakończenie.
Czekam z niecierpliwością na kolejną notkę i zapewniam że będę tu stałym bywalcem :)
Pozdrawiam
witajcie:)
OdpowiedzUsuńWow ale tego duzo:D Miałem sporo czytania , bo nocie są dosyc dlugie:) Fajne cieszy mnie to, lubie czytac tak dlugie rozdziały bo wtedy wydluża się moja radość plynaca z czytania:D rozdział i jednopartówka są świetne:D
Pozdrawiam Was i milego wypoczynku Wam zyczę
ukyo
Extra notka ,one shot też super.Czekam na next i weny życzę ;d
OdpowiedzUsuń