piątek, 18 lipca 2014

43 Rozdział i One-Shot

- Oczywiście, jak sobie życzysz. - Uśmiechnąłem się i ruszyliśmy dalej. Kiedy dotarliśmy na miejsce usiedliśmy na ławce obok rzeczki. Dziewczyna opierała się plecami o moje ramię, a ja prawą rękę trzymałem na jej brzuchu. Wtuliliśmy się w siebie i trwaliśmy tak kilka dobrych minut…


W końcu postanowiłem przerwać tą ciszę, musiałem spytać o coś, co nie dawało mi spokoju.
- Sakura?
- Hm?
- Wiem, że to co teraz powiem może wydać się głupie, ale ja muszę znać odpowiedź, bo to nie daje mi spokoju. - Dziewczyna odruchowo podniosła się i spojrzała mi w oczy.
- O co chodzi? - W jej oczach widniał lekki strach.
- Czy… rozmawiałaś ostatnio z Konosuke?
- Co to za pytanie? Oczywiście, że nie. Odkąd mu przywaliłeś nie zbliżył się do mnie na krok.
- Bardzo się cieszę z tego powodu, ale wydaje mi się, że on jeszcze z tobą nie skończył. - Nagle posmutniałem, co ona od razu zauważyła.
- Ej, ja nic do niego nie czuję, kocham ciebie. - Spojrzała mi prosto w oczy i mocno się do mnie wtuliła.
- Cieszę się bardzo, ale…
- Nie ma żadnego ,,ale''. - Po chwili dziewczyna odsunęła się ode mnie, spojrzała mi w oczy i odwróciła wzrok na szczekającego nieopodal dużego białego psa. Od razu go rozpoznałem, zanim jednak przywitałem się z jego właścicielem spojrzałem na zegarek, który wskazywał dziesiątą jedenaście. Przeniosłem wzrok na idącego w naszą stronę brązowowłosego chłopaka i od razu się uśmiechnąłem.
- Hej, co tu robisz Kiba? - Uścisnąłem jego dłoń, siedziałem dalej na ławce, a Sakura zrobiła coś co mnie totalnie zszokowało. Uśmiechnęła się do posiadacza Akamaru i objęła mnie w pasie. Widząc zdziwione spojrzenie Kiby nie mogłem wytrzymać ze śmiechu.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że coś do siebie czujecie! - Zarzucił i wskazał na nas palcem.
- Oh, nie przesadzaj, ja na przykład wiem, że zakochałeś się w Hinacie. - Wypomniała Kibie Sakura unosząc przy tym do góry śmiesznie brew i obdarzając go łobuzerskim uśmiechem. Chłopak natychmiast zrobił się czerwony i lekko zawstydzony.
- W-wcale, że nie. T-to tylko moja przyjaciółka z drużyny. - Kiba próbował się wykręcić.
- Dobra, dobra. My i tak swoje wiemy, masz szczęście, że na razie Hinata tego nie widzi, ale radziłabym ci powiedzieć, że ci się podoba. - Doradzała różowo włosa.
- O matko! Jakaś ty upierdliwa. Zleź w końcu ze mnie i zmieńmy temat. Co wy tu robicie gołąbeczki? - Uśmiechnął się i wcisnął pomiędzy nas na ławkę.
- A nie widać? Odpoczywamy od świata. - Powiedziałem oschle.
- Nie wściekaj się, bo ci żyłka pęknie i moja kochana Sakura zostanie sama, bez takiego głupkowatego chłoptasia jak ty. - Zaśmiał się. Lubiliśmy się ze sobą sprzeczać odkąd pamiętam.
- Kochanie, uważaj, bo przegniesz. - Sakura zmierzyła wzrokiem młodego Inuzukę. Moja dziewczyna bardzo się z nim zżyła, kiedy odszedłem na trzyletni trening. Zachowywali się w ten sam sposób co ja i Ino.
- Moja ślicznotko, ja tylko mówię prawdę. - Uśmiechnął się łobuzersko. - No, pójdę już, bo zmierzałem na trening z Kurenai-sensei i moją całą drużyną, kiedy was zauważyłem.
- No podnieś się w końcu. Spóźnisz się i nie spotkasz Hinatki. - Wypaliła Sakura.
- Przestań mnie nękać kobieto! Już idę, bo dostanę ochrzan, a wy dalej sobie gruchajcie. - Uśmiechnął się i już odchodził, kiedy zatrzymałem go jeszcze na chwilkę.
- Kiba! Jesteś wolny w piątek, czy masz jakąś misję?
- Jestem akurat wolny, bo co?
- Chcemy zrobić jakąś imprezkę nad jeziorem. Wiesz, taki wspólny wypad. A wiesz może, czy Hinata i Shino nie mają jakichś planów?
- Z tego co wiem… raczej nie. Powiedzieć im o pomyśle?
- Tak, będziemy mieli mniej osób do powiadomienia. Szczegóły ustalimy później.
- Dobra, to na razie! - Szedł już ze swoim psem w kierunku pól treningowych, kiedy coś jeszcze mi się przypomniało. Posłałem Sakurze ciepły uśmiech.
- Poczekaj chwilę, zaraz wrócę. - Dziewczyna skinęła głową. Rzuciłem jeden z kunai mojego ojca przed chłopakiem i użyłem Hiraishin no jutsu. Od razu zmaterializowałem się przed lekko wstrząśniętym Kibą.
- Zapomniałbym, proszę, żebyś na razie nikomu nie mówił, że spotykam się z Sakurą. Zrobisz to dla mnie i przytrzymasz buzię na kłódkę?
- Skąd ty się…
- Użyłem Hiraishin no jutsu, to technika youndaime hokage. Wracając do pytania, zrobisz to dla mnie?
- Okey. Dobrze wiem, że na razie chcielibyście to zatrzymać tylko dla siebie. Będę milczał jak grób.
- Dobrze, dziękuję. Zatem teraz pozwól, że wrócę do Sakury. - Uśmiechnąłem się i pożegnałem z przyjacielem. Wyjąłem wbity w ziemię kunai i ruszyłem z powrotem do mojej dziewczyny, tym razem piechotą, bo był to kawałek i nie musiałem nikogo gonić. Po chwili znalazłem się tuż obok niej.
- Wracamy? Jest już… - Spojrzałem na zegarek. - Dziesiąta trzydzieści siedem.
- Tak, możesz odprowadzić mnie do domu? Muszę jeszcze dziś iść do szpitala, więc z naszej randki chyba nici. - Pokręciła z dezaprobatą głową.
- Jak nie dziś, to jutro. Chyba Tsunade-baachan da ci wolne w środę? - Dziewczyna podniosła się z ławki.
- Tak w sumie to już sobie załatwiłam na jutro wolne. - Uśmiechnęła się zadziornie.
- To świetnie! Chodź, odprowadzę cię. - Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy w stronę jej domu. Szliśmy w zupełnej ciszy, jednak to nie było wcale krępujące i dziwne, po prostu cieszyliśmy się sobą, swoim towarzystwem. Doszliśmy w końcu pod dom Sakury, przez okno zauważyliśmy, że jej mama nerwowo krząta się po kuchni, na naszych twarzach od razu zagościł uśmiech. Pani Haruno jest miłą, ciepłą i sympatyczną kobietą. Sakura spojrzała na mnie, przysunęła się i pocałowała mnie w usta, po czym przytuliła na odchodne.
- Do zobaczenia jutro i postaraj się nie przemęczać w tym szpitalu.
- Okey, do zobaczenia kochanie. - Powiedziała i zniknęła mi z pola widzenia wchodząc do swojego domu. Ruszyłem z miejsca, ale coś kazało zerknąć mi w kierunku okna kuchennego. Ujrzałem jak Sakura pocałowała mamę w policzek, uśmiechnęła się do niej promiennie i podeszła do okna. Pomachała mi, a ja puściłem jej oczko i odszedłem kierując się prosto do swojego domu. Kiedy tam dotarłem od razu poszedłem do salonu i rzuciłem się na kanapę. To była dobra chwila na rozmowę z ,,moim wnętrzem''. Zamknąłem oczy i po chwili znalazłem się w ciemnym korytarzu. Poszedłem prosto i doszedłem do ciemnego, wilgotnego pomieszczenia. Ustałem przed wielką klatką, zanim zdążyłem się odezwać wyręczył mnie demon.
- Czego tu szukasz, szczeniaku?
- Chcę z tobą spokojnie pogadać. - Odpowiedziałem miło nie zważając na jego ton głosu.
- A może ja wcale nie zamierzam gadać z tobą? Pomyślałeś o tym? - Zakpił lis.
- Proszę, to dla mnie ważne. Mógłbyś chociaż ten raz być miły. - Wiedziałem, że prawdopodobnie nic z niego nie wyciągnę, załamałem ręce i spuściłem głowę w dół. - Chciałbym dowiedzieć się tylko kilku informacji i nic poza tym, nie mógłbyś zrobić chociaż raz wyjątku? - Lis szeroko otworzył swoje wielkie oko, po czym do niego dołączyło drugie. Podniósł się z łap i usiadł.
- Nie wiem, czy chcę na cokolwiek ci odpowiadać… Nienawidzę ludzi, brzydzę się nimi. Jesteście okropni, więc czemu miałbym robić wyjątek dla ciebie? Już raz ci to powiedziałem. Nienawidzę was, bo wykorzystujecie wszystkie bijuu, nie martwicie się nimi, chcecie tylko ich mocy! - Jego głos był złowrogi, wyczułem też złość i nienawiść, on naprawdę w taki sposób postrzegał ludzi. Może w niektórych, podkreślam w niektórych przypadkach miał rację, ale przecież ja próbowałem się z nim zaprzyjaźnić. Tak czy siak muszę z niego coś wydusić.
- Nie próbuj kolejny raz przejmować nade mną kontroli, bo wtedy zrobię coś, czego mogę później żałować.
- Haha. - Lis prychnął. - Przecież wiesz, że dopóki pieczęć jest odnowiona i tak jakby świeżo nałożona nie mam na razie szans, żeby cię opętać, ale spokojnie, znam jeszcze kilka sztuczek. - Uśmiechnął się ukazując w ten sposób swoje kły.
- A właśnie, co do pieczęci, jak dobrze znałeś mojego ojca? - Próbowałem go podejść.
- Wiem tylko tyle, że to on mnie zapieczętował. Cholerny Namikaze Minato! Każdego dnia go przeklinam, zresztą nie tylko jego. Twoją matkę Kuschinę również! Gdyby tamtej nocy zdechła na miejscu po tym jak mnie z niej wyciągnięto, też byś najprawdopodobniej zginął! - Niemożliwe! Moja matka była jinchuriki tak samo jak ja! Tym sposobem, czyli podpuszczaniem Kyuubiego zdobyłem nowe informacje na temat mojej rodziny.
- Kto wyciągnął cię z mojej mamy? - Spytałem, po moim policzku popłynęła jedna samotna łza, którą natychmiast otarłem rękawem. Wyobraziłem sobie scenkę, kiedy moja mama okropnie musiała cierpieć jak wyciągnięto z niej demona.
- Uchiha Madara! Nienawidzę go po dziś dzień i przeklinam na wieki! Przeklęci Uchiha! Za dużo ci już powiedziałem, więcej nic już ze mnie nie wyciągniesz. - Prychnął i położył się z powrotem na swoich wielkich łapach. Ułożył się wygodnie i powoli zamykał swoje wielkie, czerwone ślepia. Wiedziałem, że więcej nic z niego nie wyciągnę, więc na dziś postanowiłem sobie darować. Możemy dokończyć tę rozmowę innym razem, za bardzo go zdenerwowałem. Odpłynąłem z mojego wnętrza i po chwili znalazłem się w swoim salonie na swojej starej, brzydkiej, skórzanej kanapie. Zdecydowanie muszę wymienić te wszystkie meble, które mnie otaczają, jednak najpierw muszę nazbierać więcej pieniędzy. Tak naprawdę mało mi już brakuje, jeszcze jedna bądź dwie misje i będę mógł coś kupić. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał piętnastą. O cholera! Zasiedziałem się w tym swoim wnętrzu, zapomniałem, że tam czas leci wolniej. Postanowiłem, że kiedy spotkam erosennina na pewno spytam go o swoich rodziców, wciąż tak mało o nich wiedziałem. Przynajmniej ojca udało mi się zobaczyć na własne oczy i chwilę z nim pogadać, chciałbym też kiedyś spotkać matkę, ale to raczej niemożliwe. Wstałem z kanapy, przeczesałem dłonią swoje gęste włosy i ruszyłem w kierunku mojej sypialni. Wziąłem z niej plecak, spakowałem sprzęt ninja i ruszyłem na pole treningowe. Musiałem trochę odreagować, ale też poćwiczyć, bo jakby to powiedzieć… rozleniwiłem się. Niektóre moje techniki muszą zostać udoskonalone, a niektóre potrzebują solidnego treningu. Zszedłem na dół, otworzyłem drzwi i ruszyłem na pole treningowe. Na dworze panował lekki wiaterek, któremu towarzyszyło bezchmurne niebo. Słońce oświetlało prawie każdy zakątek wioski. Po drodze mijałem kilka sklepów i tłumy ludzi. W mojej krótkiej wędrówce towarzyszył mi tylko świergot ptaków i multum różnych głosów. Nagle znalazłem się na odosobnionej ścieżce, gdzie prawie wcale nie widać było ludzi. Minąłem kilka siatek, a raczej ogrodzeń, które zakazywały wstępu na niebezpieczne obrzeża Konohy. W końcu dotarłem na swoje ulubione pole treningowe, lubiłem je ze względu na to, że to tu po raz pierwszy stoczyliśmy walkę z naszym senseiem i po raz pierwszy staliśmy się prawdziwą drużyną siódmą. Stanąłem naprzeciw grubego słupka treningowego, rzuciłem plecak obok niego i zacząłem trening od taijutsu. Kiedy skończyłem wyżywać się na palu, a trwało to chyba z godzinę przeszedłem do moich nowych technik. Po paru godzinach w pobliżu mnie można było dostrzec kilka połamanych drzew i wielkich kraterów zrobionych po wszystkich odmianach rasengana. Wyczerpany podszedłem do plecaka i zarzuciłem go na ramię. Idąc w stronę powrotną do domu rozmyślałem jakby tu stworzyć nową technikę, przydałaby mi się jakaś. Oczywiście po drodze wstąpiłem na swoje ukochane ramen, które musiałem zjeść po tym jakże wyczerpującym treningu. Zjadłem trzy miski tego przecudownego dania. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że jestem kompletnie od tego uzależniony, ale w końcu każdy z nas ma jakieś nałogi. Przyznam się, że ja posiadam dwa. Jednym jest ramen, ale najważniejszym piękna różowo włosa dziewczyna. Kompletnie odbiło mi na jej punkcie, kiedy po cichu się w niej podkochiwałem doprowadzała mnie do szału swoją obecnością i nie mogłem się przy niej skupić, ale teraz jest sto razy gorzej, kiedy jej przy mnie nie ma nieustannie o niej myślę. W końcu dotarłem do swojego domu, otworzyłem drzwi i od razu pobiegłem na górę, musiałem szybko wziąć prysznic. Po drodze zahaczyłem jeszcze o sypialnię i wziąłem z niej ubrania na przebranie. Kiedy wyszedłem spod prysznica założyłem na siebie białą luźną koszulkę i czarne spodnie. Wyszedłem z toalety i zszedłem na dół, od razu korytarzem powędrowałem do salonu rozsiadając się na kanapie. Myślałem teraz, gdzie by tu pójść, żeby nie nudzić się samemu w domu. Spojrzałem na zegarek. Była dziewiętnasta trzydzieści trzy. Mam jeszcze trochę czasu zanim położę się spać, ale na co go przeznaczę? Rozmyślałem chwilkę i wiedziałem już gdzie się udam, pójdę do Sasuke, jeśli oczywiście zastanę go w domu. Muszę go wyciągnąć i przejść się z nim do chłopaków popytać, czy mają wolny piątek. Kibę i Shino mamy już na szczęście z głowy, zostali nam Neji, Shikamaru, Choji i Lee chociaż wątpię, żeby ten ostatni przyszedł, bo z tego co wiem trenuje z Gaiem. Wstałem z kanapy i skierowałem się prosto do drzwi, wyszedłem z domu i od razu ruszyłem do Sasuke. Na dworze powoli zaczęło się ściemniać, rodzice wołali swoje dzieciaki do domu. Mężczyźni wychodzili z barów, niektórzy ostro podpici, a inni ani trochę. Dotarłem pod dzielnicę klanu Uchiha, nie wiem dlaczego, ale zawsze przyprawiała mnie o dreszcze, kiedy miałem tam wchodzić. Może dlatego, że dokonało się tu tyle okrucieństwa? W końcu wybito tu cały klan nie licząc mojego przyjaciela. W niektórych miejscach na grubym, solidnym murze gdzie nie gdzie można było zobaczyć wyblaknięte ślady krwi. W końcu dotarłem pod dom Sasuke, ustałem na ganku i zapukałem, czekałem chwilę i nic. Zrezygnowany zapukałem jeszcze raz, tak dla pewności, znowu odpowiedziała mi głucha cisza. Odwróciłem się i zszedłem z werandy, ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy byłem z dwanaście metrów dalej usłyszałem zgrzyt otwierających się drzwi. Odwróciłem się i w progu ujrzałem Ino. Uśmiechnąłem się, bo dziewczyna rozglądała się na wszystkie strony, w końcu jej wzrok powędrował w moją stronę.
- Cześć mała! Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam. - Powiedziałem troszkę szyderczo. Dziewczyna spojrzała na mnie ostro, ale po chwili jej wzrok złagodniał.
- Cześć głuptasku! Nie, nie przeszkadzasz, oglądaliśmy film, który się już skończył. Chcesz coś ważnego?
- W sumie to nie. - Uśmiechnąłem się. - Mogę załatwić tą sprawę sam, nie będę wam przeszkadzał.
- Mam do ciebie podejść i walnąć w ten głupi sagan? Zapamiętaj sobie, T Y prawie nigdy nie przeszkadzasz. A teraz wyjaw mi proszę swój powód tej nagłej wizyty i przybliż się trochę, bo nie będę się darła. - Zrobiłem co kazała i przeszedłem kilka kroków w jej stronę. Spojrzałem na nią badawczym wzrokiem i odezwałem się.
- Chodziło mi o to, aby Sasuke przeszedł się ze mną do chłopaków, żeby powiedzieć im o piątkowych planach, ale mogę zrobić to sam.
- Aha. Chcesz to mogę go z tobą wysłać.
- Nie, nie trzeba. Nie psujcie sobie wieczoru, pójdę sam, bo i tak nie mam co robić.
- Okey… Chwila, jak to nie masz co robić, a Sakura to pies? Możesz przecież do niej iść. - Uśmiechnęła się zadziornie. - W jej towarzystwie na pewno byś się nie nudził.
- Mieliśmy się dziś spotkać, ale nasze plany legły w gruzach. Musiała iść do szpitala, za to jutro wzięła wolne.
- Ahh ta Tsunade. Mogłaby dać jej więcej wolnego, przecież ona zasuwa jak mały samochodzik! Dobrze, że mnie aż tak często nie bierze do szpitala. - Zmarszczyłem brwi i chciałem coś powiedzieć, ale mi nie dała. - No wiesz, przecież nie znam się aż tak bardzo na medycznym ninjutsu jak Sakurcia. - Teatralnie machnęła ręką i uśmiechnęła się łobuzersko.
- No tak, zapomniałem. - Wiedziałem, że wciska tę bajeczkę Tsunade-baachan, bo Ino całkiem dobrze radziła sobie z tego typu technikami. W sumie i tak miała już dużo do roboty, prawie całymi dniami stała za kasą w kwiaciarni, jej rodzice są troszkę surowi jeśli chodzi o przestrzeganie obowiązków. - Gadałyście z dziewczynami tak jak ustaliliśmy?
- Nie, jeszcze nie.
- Zróbcie to jak najszybciej, najlepiej by było gdybyście pytały konkretnie o piątek, ten dzień najbardziej pasuje na odpoczynek, bo wtedy można by było sobie przenocować nad jeziorem pod namiotami.
- No okey. To co, nie wołać do ciebie Sasuke?
- Nie, poradzę sobie. - Odwróciłem się plecami do dziewczyny i zszedłem z ganku.
- Zapomniałem ci powiedzieć, Hinatę macie z głowy. Spotkaliśmy dziś Kibę i on miał jej przekazać, że planujemy wspólny wypad.
- Spoko. Na razie przystojniaczku.
- Do zobaczenia mała. - Posłałem jej szeroki uśmiech i poszedłem w stronę wyjścia z dzielnicy Uchiha. Nie za bardzo lubiłem kiedy nazywała mnie ,,przystojniaczkiem'', ale cóż mogłem zrobić? Wcale mnie nie słuchała. Wyszedłem na główną drogę i w pierwsze miejsce, do którego się udałem to dom państwa Hyuuga. Dotarłem na miejsce i od razu zapukałem do drzwi. Kiedy ojciec Nejiego zginął, chłopak przeprowadził się do wuja. Po chwili drzwi otworzyła mi granatowo włosa.
- Cześć Hinata, czy zastałem Nejiego? - Dziewczyna lekko się zaczerwieniła.
- T-tak zawołać go?
- Jeśli to nie problem to poproszę. - Uśmiechnąłem się. - Aha, zapomniałem. Kiba wspomniał ci o imprezie?
- Tak, mam wolne w piątek, więc nie mam nic przeciwko.
- To super. - Dziewczyna odeszła od drzwi i zapewne poszła zawołać Nejiego. Odkąd wróciłem do wioski Hinata stała się bardziej śmielsza i nie jąkała się aż tak w moim towarzystwie, chociaż nadal wyglądała jakby miała lekką gorączkę. Moje rozmyślania przerwał stukot butów, po chwili w drzwiach pojawił się brunet.
- Cześć. - Odezwałem się pierwszy. - Sorki za tak późną porę, ale chcę cię o czymś zawiadomić.
- Spoko, o co chodzi? - Neji wyszedł do mnie zamykając drzwi.
- W piątek wybieramy się nad jezioro i zbieramy osoby. Chciałbyś się przyłączyć, czy masz coś do roboty?
- Z chęcią oderwę się od misji i tych wszystkich zadań, ostatnio nie mamy chwili wolnego czasu dla siebie tylko ciągle coś nam wypada.
- To świetnie! Szczegóły ustalimy później. - Uśmiechnąłem się zaczepnie. - Musimy szczerze pogadać na tej małej imprezie.
- Chyba domyślam się o co ci chodzi. - Był bardzo opanowany. - Niech zgadnę, powiedział ci Lee?
- Nie, nie zdążył mi powiedzieć, że zaręczyłeś się z Ten Ten, ale wie to chyba już cała wioska.
- Ja go chyba kiedyś zabiję! Ja się nawet jeszcze jej nie oświadczyłem! Co za debil, mam to w planach, ale jeszcze nie teraz. - Okropnie zachciało mi się śmiać, ale postanowiłem dalej zachowywać ,,pokerową twarz''.
- W takim razie nie chciałbym znaleźć się w jego skórze, no i powodzenia w oświadczynach. To nie jest łatwe w szczególności, kiedy ma się osiemnaście lat. - Uśmiechnąłem się.
- No, też fakt, ale nie zamierzam od razu się ożenić.
- Okey, ja już spadam, pogadamy w piątek. Na razie! - Pożegnałem się i ruszyłem dalej do Shikamaru, bo do niego miałem najbliżej. Podszedłem do drzwi i zapukałem, nie od razu, ale po chwili w ich progu ukazał się sam zainteresowany.
- Siema! - Krzyknąłem. - Mam pytanie. Co robisz w piątek, jesteś zajęty, czy nie? - Nie dałem dojść mu do słowa, stał lekko zszokowany.
- Po pierwsze, cześć. Po drugie, nie mam planów na piątek i po trzecie, po co ci to wiedzieć?
- Robimy imprezę nad jeziorem, dołączysz się?
- Raczej przyjdę, żeby mnie nie znaleźli i nie dali kolejnej nudnej misji. Jeny, jakie to wszystko jest upierdliwe. - Zaśmiałem się.
- Tak, masz rację. Ostatnio nikt z nas nie ma chwili dla siebie.
- To jest dobijające.
- Dobra, lecę już. Szczegóły ustalimy potem. - Pożegnałem się i poszedłem do Chojiego, jego też zastałem w domu, niestety nie będzie mógł przyjść, bo wyrusza na dwudniowy trening z ojcem. Szedłem teraz obok pól treningowych i z jednego z nich dochodziły do mnie różne głosy. Podszedłem bliżej i zobaczyłem brewkę, który wyżywał się na biednym drzewie. Obok niego stał Gai-sensei, mówiąc do niego coś o młodzieńczej młodości, jeeny ile razy można o tym gadać? Po chwili przyłożyłem ręce do ust i krzyknąłem.
- Lee chodź tu na chwilę! Mam sprawę!
- Naruto?! Co ty tutaj robisz? - Chłopak spojrzał w moją stronę i szybko do mnie przytruchtał. Kiedy ustał naprzeciw mnie dalej truchtał, ale w miejscu.
- Masz jakieś plany na piątek? - Spytałem prosto z mostu, byłem troszkę wyczerpany po dzisiejszym dniu.
- Tak, ćwiczę z Gaiem-sensei, a co? - Spytał z ciekawością.
- Idziemy w piątek nad jezioro.
- Przykro mi, nie mogę, chciałbym iść, ale trening jest dla mnie najważniejszy. Może innym razem.
- Spoko.
- A teraz przepraszam, ale wrócę do ćwiczenia Taijutsu. Do zobaczenia Naruto. - Pożegnał się ze mną i ruszył do swojego mistrza. Gai-sensei spojrzał w moją stronę i puścił mi oczko wyszczerzając przy tym zęby. O rany, co z niego za gość. Posłałem mu uśmiech i ruszyłem do swojego domu. Po chwili znalazłem się na miejscu. Zamknąłem drzwi, walnąłem klucze na komodę i poszedłem do salonu. Spojrzałem na zegarek, super jest już po dwudziestej drugiej. Całkiem sporo czasu mi to wszystko zajęło. Ruszyłem prosto na górę, wszedłem do sypialni, wziąłem swoją piżamę i powędrowałem do toalety. Kiedy wziąłem orzeźwiający prysznic umyłem zęby, ubrałem się w krótkie spodenki i poszedłem prosto do łóżka. Zanim zasnąłem pomyślałem jeszcze o Sakurze, interesowało mnie co teraz robi. Czy jest w domu, czy może jeszcze w szpitalu. Ze zmęczenia szybko zasnąłem…


******


Ohayo! Witajcie Kochani! Mamy nadzieję, że notka się spodobała i musimy Wam powiedzieć, że w przyszłym tygodniu nie ukaże się żaden rozdział, bo na tydzień wyjeżdżamy. Chciałybyśmy też przeprosić, że w środę nie ukazała się notka, bo nie miałyśmy czasu jej wstawić. Mamy też małą niespodziankę, pod rozdziałem wstawiamy one-shoota, który został zaczerpnięty z pomysłu użytkownika MaX. Dziękujemy za pomysł i życzymy miłego czytania, mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu Pozdrawiamy Patty i Paula :D


***


One-shoot



Miłość to dziwne uczucie, którego nie jesteśmy w stanie do końca wytłumaczyć. Napędza nas, jak bateria małe samochodziki. Dzięki temu uczuciu jesteśmy w stanie przenieść góry dla ukochanej osoby. W pełni zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. Nie rozumiem tylko, jak to możliwe, że ktoś kto nigdy nie zaznał miłości, potrafi tak szybko się jej nauczyć. Trzymać kurczowo, jak powietrza, potrzebnego nam do życia. W jakim momencie przepadłem tak mocno, że nie potrafię o niej zapomnieć? Dlaczego kochając, robimy naprawdę głupie rzeczy, mogące nas doszczętnie zniszczyć, aby tylko nie patrzeć na łzy drugiej osoby? Dlaczego byłem tak głupi, żeby zrezygnować z miłości i poddać się bez walki dla najlepszego przyjaciela, który opuścił naszą wioskę? Może dlatego, że ona kocha właśnie jego, a ja nie mam z nim szans.

Spoglądam w niebo, mocno pogrążony w myślach, trzymając kijek od namiotu.  To już jutro, ważny dzień, na który każdy tu z obecnych tak bardzo czekał. Jutro dotrzymam obietnicy złożonej Sakurze, sprowadzę Sasuke za wszelką cenę. Nawet jeśli na szali położę swoje życie.

Wkładam ostatnią część do namiotu i spoglądam na swoją drużynę, ocierając kroplę potu z czoła. Widzę nauczyciela Yamato, który rozmawia z mistrzem Kakashim i Saiem, zapewne ustalają już jakiś zarys planu, żeby sprowadzić mojego przyjaciela do wioski.

Przykucam i siadam na zieloną trawę przy obozie, który rozbiliśmy. Dochodzi siedemnasta, a na dworze panuje taka spiekota, że musimy odpocząć. Nie damy rady biec dalej.

Wzdycham ciężko i mimowolnie spoglądam na dwie dziewczyny, stojące nieopodal mnie. Uśmiechnięte od ucha do ucha szepczą coś między sobą. Jak to możliwe, że dogadują się tak dobrze, kochając tego samego chłopaka? Przecież zadał im tyle cierpienia.

Przyłapuję się na tym, że spoglądam w ich kierunku zbyt długo dopiero w momencie, kiedy spojrzenie moje i różowo włosej dziewczyny się krzyżuje. Nie odwracam wzroku, gdy piękne szmaragdowe tęczówki skanują mnie tak dokładnie, jakby chciały wyczytać, co teraz chodzi mi po głowie.

Sakura posyła mi ciepły, przyjacielski uśmiech, a ja odpowiadam tym samym i zmuszam się do odwrócenia wzroku.

Boże jak ja za nią szaleję, zrobiłbym dla niej wszystko.

Zaczęło się już w Akademii, pamiętam to bardzo dobrze, przydzielili nas do tej samej drużyny. Od dnia, gdy tylko zobaczyłem Sakurę kocham ją coraz mocniej i nie wiem co musiałbym zrobić, żeby pozbyć się jej ze swojej głowy. Niestety ona zakochała się w naszym przyjacielu z drużyny Sasuke Uchiha. Nawet nie wie jak zraniony się czuję, kiedy przez te wszystkie lata mnie odrzuca, widzi we mnie tylko przyjaciela. 

Wstaję na nogi i podążam w stronę swojego mistrza, który w ręku trzyma jakieś papiery i namiętnie tłumaczy coś towarzyszom.

­- Jak tam, wymyśliliście już coś? – Pytam zaciekawiony przystając przy mistrzu Kakashim.

Spogląda na mnie przymrużonymi oczyma i wolną ręką drapie się po głowie.

- Jeszcze nad tym myślimy. – W moim zachowaniu dostrzega chyba delikatny stres. – Spokojnie Naruto, tym razem go ściągniemy.

Jak może być tak opanowany, kładąc dłoń na moim barku w geście wsparcia, kiedy sam jest rozdarty w środku. Przecież cała ta sytuacja wstrząsnęła nim najbardziej, jego drużyna rozleciała się na kawałki po odejściu Sasuke.

- Jestem tego pewien mistrzu. – Uśmiecham się jak najlepiej potrafię i po chwili czuję chłód w miejscu, gdzie znajdowała się dłoń szaro włosego mężczyzny.

- Wiem, że Sasuke jest dla was ważny, możecie na mnie liczyć. – Sai spogląda na każdego po kolei, zatrzymując wzrok na mnie. – Dam z siebie wszystko.

Ta sytuacja również nie była dla niego łatwa. Sai pochodzi z korzenia, organizacji mającej na celu zneutralizowanie mojego przyjaciela. Czarnowłosy chłopak w ostatniej chwili zrezygnował z zadania zabicia Uchihy i przeszedł na jasną stronę mocy, czyli na naszą stronę.

- Wiem Sai, każdy może być tego pewien. – Uśmiecham się szeroko. – Zawsze dajesz z siebie wszystko. – Śmiejąc się dodaję. – Ty chyba nawet nie umiesz czegoś zjebać nawet jeślibyś chciał. – Dostrzegam delikatne zakłopotanie na jego twarzy. 

Wzdycham ciężko i ledwo powstrzymuję ziewnięcie.

- Mistrzu Kakashi, czy mogę odpocząć? Wczoraj słabo spałem, czuję się naprawdę zmęczony.

- Tak, śmiało. Możesz się zdrzemnąć, a ja w tym czasie ustalę warty. – Spogląda na mnie znad papierów. – Naprawdę słabo wyglądasz, jeśli przyjdzie twoja kolej to ktoś cię obudzi.

- Dobra, gdyby coś się działo dajcie znać. – Zanim odwracam się na pięcie spoglądam na mistrza. – Dzięki. – Dodaję.

Za sobą słyszę już tylko pomruk przytaknięcia. Siadam przed namiotem i przymykam oczy. Muszę oczyścić umysł.

Nagle wyczuwam złowrogą chakrę, która niechciana przedziera się przez mój umysł. Jestem tego pewien w stu procentach, kiedy na ciele czuję cierpki dreszczyk. Otwieram oczy w swoim wnętrzu i od razu dostrzegam ciemne i mokre pomieszczenie. Za potężną bramą widzę świecące złością ślepia lisa, który mieszka ze mną od dnia moich narodzin.

Słyszę delikatne warknięcie, które wydobywa się z pyska Kyuubiego.

- Czego chcesz? – Przewracam oczami. – Dobrze wiesz, że nie mam chęci z tobą gadać. Nie po tym jak prawie przejąłeś nade mną kontrolę.

- Ale cię to ubodło. – Warczy groźnie. – Chcę złożyć ci propozycję.

- Ty? – Odpieram prychając. Od razu dostrzegam jego zirytowanie. – A to nowość. Czego chcesz?

- Mogę pomóc ci z tym szczeniakiem. Mam dosyć Uchihów, chcę się zemścić po tym jak przejęli nade mną kontrolę, żeby zniszczyć wioskę liścia.

- Nie potrzebuję twojej pomocy. – Odburkuję.

- Daj spokój, wiesz, że z nim nie wygrasz. Ma przeklętą pieczęć Orochimaru i sharingana.

Słysząc ten szyderczy śmiech mam chęć rzucić się mu do gardła, ale szybko hamuję gniew. Uśmiecham się delikatnie.

- Dzięki za propozycję, ale nie skorzystam. – Odpowiadam pewnie. – Nie chcę powtórki z rozrywki, gdyby nie resztka chakry mojego taty przejąłbyś nade mną kontrolę. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu.

- Zastanów się i dopiero daj mi znać. – Warczy oschle. – To nie jest przyjacielska pomoc, doskonale o tym wiesz.

- Tak, tak, wiele razy to słyszałem. Kyubi, kiedy ty w końcu zmądrzejesz co? – Wzdycham nonszalancko przewracając oczami.

Wiem, że go wkurzam, widzę to.

- Razem jako drużyna bylibyśmy niezwyciężeni. Już naprawdę nie wiem jak mam z tobą dyskutować, nie wszyscy są tacy źli jak myślisz. – Wzdycham. – Nie chcę twojej mocy dla siebie, chcę z tobą współpracować może… - Zawieszam się na chwilę. – Może udałoby nam się chociaż trochę zmienić ten beznadziejny świat. – Kończę zmęczonym tonem głosu pocierając bolącą skroń.

Słyszę jego złowieszczy śmiech i naprawdę od razu nie chce mi się z nim rozmawiać.

- Skończ próbować mnie naprawić i przemyśl propozycję. – Warczy. 

Naprawdę mam już dosyć wrażeń na dzisiaj i wyłączam się z jego więzienia.

Powoli otwieram oczy czując okropne zmęczenie i jednocześnie wzdrygam się, kiedy przed sobą dostrzegam parę oczu skanującą moją twarz w poszukiwaniu odpowiedzi.

- Nie bój się tak. – Uśmiecha się promiennie. – Wołam cię i wołam, a ty nie reagujesz. Myślałam, że śpisz na siedząco albo coś się stało.

Na moją twarz wpełza szeroki uśmiech. Klepię miejsce obok siebie dając do zrozumienia dziewczynie, że chcę, żeby usiadła, co po chwili robi.

Skanuję nieskazitelną twarz zatroskanej przyjaciółki. Delikatnie przygryza dolną wargę, przejęła się, widzę to.

Odkąd wróciłem do wioski po trzyletnim treningu z Erosenninem mocno zżyłem się z Ino. Mogę liczyć na nią w każdym momencie swojego życia. Tak naprawdę tylko ona troszczy się o mnie jak nikt inny na tym świecie.

- Spałeś? – Ponawia pytanie.

- Nie, Kyubi mnie ściągnął. – Wzdycham przeczesując włosy.

Widzę jak jej oczy nagle robią się większe, a chwilę później próbują wrócić do normalności, ukrywając delikatne przerażenie.

- Cholerka, miałeś z nim nie gadać po tym jak spuścił się ze smyczy po walce z Painem. – Jej głos jest bardzo zatroskany.

- Tak, wiem. – Robię chwilę pauzy. -  Złożył mi propozycję.

- Czego chciał? – Jest zdenerwowana, tego już nie próbuje maskować.

- Chce mi pomóc wykończyć Sasuke. – Dostrzegam delikatny grymas na jej pełnych ustach. – Nie bój się mała, nie zamierzam tego zrobić ani nie przyjmę propozycji.

- Wiesz…ja…

- Daj spokój. – Uśmiecham się przerywając. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo jej na nim zależy.  -  Wiem, że mnie kochasz bardziej. – Dodaję puszczając oczko, a ona się śmieje.

- Czyli nie przyjmiesz propozycji? – Zagaduje cicho i niezdecydowanie po dłuższej chwili.

Biorę głęboki wdech w płuca, powietrze jest tu takie orzeźwiające.

- Mimo tego, że Sasuke ma Sharingana i przeklętą pieczęć Orochimaru – Spoglądam na blondynkę z uniesioną brwią do góry. - co z łatwością może mnie zmiażdżyć…to sięgnę po moc Kyubiego dopiero, kiedy będę naprawdę w dupie. Nie przejmuj się, jakoś to będzie.

Nie powiem przecież, że mogę nie wyjść cały z tego spotkania. Co poczuje, kiedy powiem jej prawdę. To przerażające wiedzieć, że najlepszy przyjaciel może umrzeć w tym starciu.

- Chcesz przygotować na ten pomysł pozostałych?

- Nie. Nie muszą wiedzieć, że rozmawiałem z dziewięcioogoniastym. Jakoś nie czuję potrzeby dokładać im kolejnych zmartwień. – Spostrzegam, że twarz dziewczyny staje się nad wyraz poważna. – Spokojnie, nic złego się nie wydarzy.

- Hej – Przykładam palec na podbródek niebieskookiej unosząc w ten sposób głowę w górę. - nie możesz być taka poważna. Zaraz ktoś zacznie coś podejrzewać. – Upominam ostrożnie.

- Przepraszam… - Uśmiecha się delikatnie wpatrując w moje tęczówki. – Po prostu strasznie się o ciebie martwię.

- Przestań, wszystko będzie w porządku. – Uspokajam ją. – A teraz zmykaj do Sakury, od pewnego czasu nie spuszcza cię z oczu. Ja trochę odpocznę, zdrzemnę się.

- No dobra. – Wstaje na nogi jak połamana. – W razie czego wiesz, gdzie mnie szukać.

Uśmiecha się szczerze i po chwili oddala w kierunku przyjaciółki.

Kiedy widzę szeroki uśmiech Sakury totalnie zwala mnie z nóg. Jest tak piękna, mądra i czuła. Szkoda, że nasze relacje nie wyglądają jak wcześniej, tęsknię za tym cholernie. Schrzaniłem wszystko na tej przeklętej imprezie. Po co pić, kiedy alkohol pozwala nam na odwagę na wyrost.

 

Miesiąc temu…

Czuję się już naprawdę podpity, kiedy patrzę w stronę Sakury, rozmawia z Ten-Ten. W mojej głowie nieźle szumi i przychodzą mi na myśl naprawdę złe pomysły. Zanim zdążam się zorientować ruszam już w kierunku dziewczyn przedzierając się przez tańczący tłum.

- Sakura, możemy porozmawiać? – Krzyczę przez głośną muzykę. Dziewczyna patrzy na mnie delikatnie zaniepokojona.

Teraz albo nigdy.

Wyciągam dłoń w jej kierunku mając nadzieję, że ją chwyci, co po chwili robi z ledwo zauważalnym skinięciem głowy. Jest tak miękka i mała pod moim uściskiem. Odwracam się i pociągam za rękę przysuwając bliżej do siebie dziewczynę. Zaczynam iść w kierunku drzwi. Muszę stąd wyjść, nie chcę żadnych gapiów. Wolną ręką pociągam za klamkę i od razu uderza we mnie orzeźwiający powiew powietrza, tak tego mi było trzeba. Sakura zamyka za nami drzwi i przystaje w progu.

- Chodź za dom. – Spotykam się z jej nierozumiejącym wzrokiem. – No chodź, proszę.

Czuję, jak mocniej zaciska dłoń, więc uznaję to za zgodę. Prowadzę ją przez ogród i po chwili chowamy się za budynkiem. Dziewczyna przystaje wyswobadzając rękę i opiera się o ścianę.

- Co się dzieje Naruto? – Pyta po chwili dokładnie skanując moją twarz.

- Muszę z tobą porozmawiać, tu jest chociaż cicho i spokojnie. – Uśmiecham się.

Czuję jak mocno wali mi serce, dłonie zaczynają się pocić. Biorę głęboki wdech, bo ten stres mnie hamuje. Czuję tak wielką gulę w gardle, że nie potrafię nic więcej powiedzieć.

- Coś się stało? Zaczynasz mnie martwić. – Śmieje się delikatnie, żeby oczyścić atmosferę.

- Sakura, bo ja… - Urywam jednocześnie biorąc głęboki wdech – Chodzi o to, że…

- Dziwnie się zachowujesz. – Wtrąca roześmiana, a ja rozpływam się w jej uśmiechu.

Zaraz o wszystkim zapomnę.

- Nie przerywaj proszę. – Wyraz twarzy zielonookiej zmienia się w łagodny.

Oblizuje dolną wargę, co jest cholernie pociągające. Nie mogę się skupić.

- Chodzi o to, że muszę ci powiedzieć… – przymykam na chwilę oczy jakby miało mi to w czymś pomóc - …co czuję.

Dziewczyna błądzi wzrokiem próbując rozgryźć, co mam w głowie.

- Od kiedy zobaczyłem cię w Akademii nieustannie o tobie myślę. – Robię pauzę, gdy dostrzegam jej skołowanie. Biorę kolejny wdech luzując w ten sposób stres. - Na początku po prostu się zauroczyłem, ale z biegiem czasu… - Przerywam, oczy dziewczyny robią się naprawdę duże. – Cholera, zakochałem się w tobie. – Wyrzucam to z siebie tak szybko jakbym bał się, że zaraz się wycofam.

Cisza, która właśnie panuje jest przerażająca. Patrzymy na siebie tak intensywnie, że nie wiem, co mam myśleć. Zaplecione ręce na jej biuście dodają powagi całej sytuacji. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale po chwili znów są zamknięte.

Nie wiem, dlaczego, może to przez wypity alkohol, zbieram odwagę i powoli podchodzę w jej stronę. Nie cofa się, przecież nie ma gdzie uciec. Patrzymy sobie prosto w oczy w takim skupieniu, że pewnie tego nie zauważa. Dociera do mnie ten słodki zapach powodując ekstazę, to mój narkotyk. Nawet nie wiem w którym momencie wierzchem dłoni dotykam miękki policzek, odgarniając niesforne kosmyki włosów zasłaniające jej widok. Moje tętno szaleje, kiedy dzieli nas kilka nic nieznaczących centymetrów, przysięgam, że słyszę bicie swojego serca. Tracę resztki rozumu, który mi został i delikatnie muskam słodkie usta dziewczyny. Przykładam pełną dłoń do policzka i kciukiem rozchylam lekko uchylone wargi. Jestem w szoku, gdy dziewczyna zaczyna oddawać wszystkie czułe pocałunki. Zbliżam się napierając na nią swoim ciałem, stoimy tak blisko, że moje podniecenie sięga granic. Wariuję, czując ciepłe dłonie sunące po klatce piersiowej. Opieram dłoń na ścianie przy jej głowie dzięki czemu jestem jeszcze bliżej. Z policzka sunę ręką po odkrytym ramieniu delikatnie muskając jej skórę aż do biodra, na którym zaciskam dłoń. Ryzykuję wszystko spokojnie wprowadzając język do jej ust. Czując delikatne zaciskanie pięści na swoim torsie jestem podekscytowany, ale wszystko kończy się z chwilą, kiedy delikatnie mnie odpycha.

- Naruto – Zaczyna cicho uspakajając swój niemiarowy oddech.

Czuję się jak totalny idiota.

- Wiem, przesadziłem. – Wtrącam szybko, bez zastanowienia. – Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

Odsuwam się jakbym został oparzony kręcąc przy tym głową.

- Nie powinienem. – Dodaję widząc przerażony wzrok.

Może to błąd, ale czując straszne zażenowanie odwracam się i uciekam jak jakaś pizda. Nie zniosę tego wzroku pożałowania, głupich wymówek i stwierdzenia, że jestem dla niej tylko przyjacielem.

 

Teraz...

Czuję delikatne szarpnięcie za ramię, które skutecznie mnie wybudza.

- W końcu, myślałam, że cię nie dobudzę. – Jestem w szoku, kiedy widzę te radosne tęczówki niczym szmaragd.

- Coś się stało? – Zrywam się do siadu przecierając zaspane oczy.

- Zmienisz mnie? – Pyta z nadzieją. – Jestem już śpiąca. – Ziewa zasłaniając usta.

- Jasne. – Odpowiadam bez chwili wahania. – Mogłaś obudzić mnie wcześniej.

- Też byłeś zmęczony. Ostatnio narzekasz, że się nie wysypiasz. – Uśmiecha się delikatnie.

- Która godzina? – Szukam zegarka, ale nie mogę nigdzie go znaleźć, muszę bardziej dbać o rzeczy.

- Około czwartej. – Wzdycha senna.

- Tak późno? – Jestem zaskoczony.

- Mamy trochę ludzi do pilnowania. Im więcej tym lepiej, każdy zdąży się zdrzemnąć.

- Tak. – Uśmiecham się. – Możesz już iść, jesteś padnięta Sakura. – Mówię z widoczną troską.

- Nawet nie wiesz, gdzie iść. – Śmieje się.

- No tak. – Przecieram dłonią kark z zażenowaniem.

- Wstawaj, zaprowadzę cię. – Mówiąc to zbiera się do wyjścia z namiotu.

Zakładam pomarańczową bluzę z kapturem i dołączam do dziewczyny stając obok niej.

- Chodź.

Ruszam tuż za nią bez zbędnych słów. Mijamy namioty naszych towarzyszy w zupełnym milczeniu. Spoglądam w niebo pełne gwiazd, pięknie to wygląda. Zapatrzony niechcący łamię gałąź pod stopą. Dziewczyna odwraca się w moją stronę z palcem przyłożonym do ust.

- Ciii, obudzisz ich.

Unoszę dłonie w geście obrony, a ona kręci zrezygnowana głową. Zaczyna iść dalej, więc podążam za nią, a kiedy zdążam się rozpędzić delikatnie wpadam na jej plecy.

- Naruto, co się z tobą dzieje? – Pyta rozbawiona.

- Sorry, czuję się jakiś pijany. – Stwierdzam odsuwając się.

- Dopiero się obudziłeś. – Przeszywa mnie takim wzrokiem, że zaczynam czuć się dziwnie. – To tutaj, możesz wejść na drzewo – wskazuje palcem konkretne miejsce. – to najwyższe jakie znaleźli, dobry widok.

- Okej, dzięki. – Uśmiecham się. – Leć, bo zaraz mi tu zaśniesz. – Dodaję, widzę, że znów ziewa.

- Do potem. – Macha ręką i powoli odchodzi.

Odprowadzam Sakurę wzrokiem aż powoli znika mi z pola widzenia. Rozglądam się po okolicy pełnej drzew, przez które nic nie widać.

Biorę głęboki wdech i spoglądam na potężne drzewo przed sobą skanując je w celu znalezienia odpowiedniego miejsca na obserwację. W skupieniu przenoszę chakrę na stopy i już po chwili zaczynam wędrówkę na sam szczyt. Przysiadam na wielkiej gałęzi, z której dosłownie widzę cały teren. Nie wierzę, że po takim czasie znów spotkam się z Sasuke. Jestem ciekaw, czy choć trochę zmienił swoje myślenie i grzecznie wróci z nami do domu. Nie powinienem, ale mój wzrok wędruje ku górze zatrzymując się na rozgwieżdżonym niebie, które blaskiem otula mocno świecący, pełny księżyc. Ten widok zapiera dech w piersiach jednocześnie gasząc zbędne myśli, które błądzą niechciane po umyśle. Czuję się tak błogo i spokojnie.

Gubiąc się w czasie, nie wiem jak długo już tu siedzę, jest tak spokojnie. Nagle moją uwagę odwraca trzask gałęzi pod spodem.

- Naruto! Złaź i chodź na śniadanie! – Do moich uszu dociera krzyk blondynki.

- Wszyscy wstali? – Krzyczę jednocześnie powoli zeskakując z drzewa.

- Tak, jakiś czas temu. – Zawiesza się na chwilę, mam wrażenie, że zastanawia się czy coś dodać. – Rozmawiałeś z lisem? – Wzrok utyka w ziemię delikatnie bawiąc się palcami.

- Nie. – Odpowiadam szczerze. – Myślę, że nie potrzebna nam dodatkowa dyskusja.

Wreszcie spogląda na mnie z takim spokojem na twarzy jakby coś ciężkiego spadło jej z serca.

- To dobrze, wiedziałam, że nie dasz się zmanipulować. – Uśmiecha się szeroko i wyciąga dłoń w moim kierunku. – Chodź, śniadanie stygnie.

Splatam ze sobą nasze ręce i powoli ciągnę ją w kierunku obozu. Docieramy na miejsce w zupełnej ciszy.

- Wyspaliście się? – Pytam czując spojrzenia przyjaciół.

- Wszyscy w pełni sił. – Odpowiada kapitan Yamato wręczając w moją dłoń ciepłą miskę z jakąś zupą.

Siadam na pień obok przygaszającego już ogniska jednocześnie szukając wzrokiem Sakury. Odnajduję swój nieobecny cel, zapewne mocno się stresuje, ale wygląda na wypoczętą, co mnie cieszy.

Ruszyliśmy jakieś pięć godzin temu, ale mieliśmy już ze trzy, dziesięciominutowe przystanki, trzeba oszczędzać siły. Każdy z obecnych biegnie w totalnej ciszy, mocno skupiony na celu.

Przeskakuję kolejną gałąź i nagle dociera do mnie znajome uczucie przez co staję jak wryty.

- Co się dzieje? – Pyta zaniepokojony Kakashi zatrzymując się obok mnie.

- Wyczuwam cztery osoby na północy… - zawieszam się na chwilę skupiając jeszcze bardziej – jakieś dziesięć minut stąd…nie, pięć. – Poprawiam szybko.

- Oddalają się? – Kapitan Yamato odzywa się z tyłu.

- Stoją. – Stwierdzam pewnie. Nagle w moje ciało uderzają ciepłe poty. – To Sasuke.

Nagle dostrzegam chakrę tak podobną do mojej, że aż mnie to przeraża, ale nie daję po sobie tego poznać.

- Znacie plan. – Mistrz Kakashi mówi ze stoickim spokojem. – Ruszamy!

Wszyscy jak za dotknięciem magicznej różdżki oddalamy się w mgnieniu oka. Ogarnia mnie dziwne uczucie. Chyba się stresuję. Biorę kilka głębokich wdechów, żeby choć trochę się uspokoić.

Pokonujemy ostatnie metry do celu i naszym oczom ukazuje się górzysty teren pozbawiony jakiejkolwiek roślinności. Wyróżnia go tylko wąska rzeczka płynąca w dole. Przystajemy na polanie przypominającą Saharę. Spoglądam przed siebie i moim oczom ukazuje się Sasuke, który stoi na ruinach komina. Teren wygląda na mocno zniszczony, podejrzewam, że odbyła się tu niejedna walka. Tak jak się spodziewaliśmy, Sasuke stoi otoczony przez swoich kompanów: Karin, Jugo i Suigetsu.

Dostrzegam obłąkany uśmiech przyjaciela, który po chwili zwraca się do mnie zimnym tonem głosu.

- Wiedziałem, że w końcu przyjdziesz. – Przerywa na chwilę rozglądając się dookoła. – Sam nie dasz nam rady?

- Sam się tobą zajmę. – Odpowiadam spokojnie. – Jesteś pewien, że chcesz walczyć?

- Nie wrócę z wami z własnej woli. – Odpowiada beznamiętnie.

- Mam ci przypomnieć, co powiedziałem ostatnim razem? – Pytam, ale nie słysząc odpowiedzi dodaję. – Sasuke, jeżeli będziemy walczyć na poważnie…obaj zginiemy, tego chcesz? – Pytam pewnie.

- C-co? – Słyszę za sobą przerażone głosy dziewczyn, które nakładają się na siebie.

- Nie spieszy mi się na drugą stronę. – Krzyczy z kpiącym uśmieszkiem. – W przeciwieństwie do ciebie. – Dodaje przerażająco poważnie.

- Jeżeli wrócisz… Tsunade-sama ci wybaczy. – Wtrąca Kakashi.

- Nie ma mi czego wybaczać. – Odpowiada nonszalancko. – Niech błaga o moje wybaczenie. – Krzyczy wyraźnie wkurzony.

- Wybierasz walkę. – Stwierdzam pewny siebie.

Sasuke nie odpowiadając na pytanie zjawia się tuż przede mną na środku wąskiej rzeczki. Kątem oka dostrzegam, jak Karin zbliża się do dziewczyn, a Suigetsu i Jugo zjawia się naprzeciwko Kapitana Yamto, mistrza Kakashiego i Saia.

- Zupełnie jak ostatnio. – Mówię opanowany.

- Masz rację. – Wzdycha głośno wciągając powietrze. – Tym razem nie popełnię błędu jak w Dolinie Końca, sprawdzę czy na pewno zdechłeś. – Mówi zimno.

Nie zdążam nic odpowiedzieć, kiedy widzę błyszczące ostrze katany tuż przed oczami, które sprawnie zatrzymuję kunaiem Boga piorunów swojego ojca. Sasuke odskakuje w tył umieszczając technikę błyskawicy na metalowej powłoce miecza. Nie czekam długo, w pełni świadomy wyciągam drugiego kunaia Boga Piorunów obdarzając go chakrą natury wiatru. Nacieram na chłopaka i kiedy broni się przed moim atakiem udaje mi się złamać ostrze katany, którą dzierży w dłoni jednocześnie kalecząc jego brzuch. Kruczowłosy oddala się lądując na kolanie i wypluwa stróżkę krwi przed siebie. Dostrzegam złowieszczy uśmiech na jego twarzy.

- Tego się nie spodziewałem. – Krzyczy wściekły. – Nie na darmo nazywają cię nieprzewidywalnym ninją. – Bierze parę głębszych oddechów. – Muszę zacząć walczyć na poważnie.

W sekundzie dostrzegam zmianę koloru jego oczu na krwisto czerwone z niewyrazistym dla mnie wzorem. Robię unik, gdy dostrzegam czarne płomienie przed sobą. Odwołuję klona, któremu udało schować się przed walką, jednocześnie wchodząc w tryb Sage. Nawet nie wiem w którym momencie Sasuke pojawia się przede mną i zwinnym kopniakiem powala mnie w głąb wąskiej rzeczki. Formułuję pieczęcie i po chwili spod wody wystrzeliwuję klony przypominające pociski. Wynurzam się na powierzchnię dostrzegając chidori, które pozbywa się moich wiernych kopii. Sasuke naciera na mnie od razu, ale z łatwością udaje mi się uniknąć wszystkie ciosy. Dostrzegam zaskoczenie na jego twarzy, gdy ostrzami chakry ranię policzek i głęboko rozcinam jego prawe ramię. W pewnym momencie czuję jak naturalna energia opuszcza moje ciało i jestem zaskoczony, gdy chłopak poważnie rani moją klatkę piersiową. Opadam sycząc z bólu na kolana, ale kiedy wyprowadza kolejny cios udaje mi się odskoczyć na bezpieczną odległość. Licząc swoje obrażenia spoglądam na przeciwnika, oboje wyglądamy na mocno wykończonych. Spostrzegam jak na dłoni Sasuke pojawia się chidori i nie czekam ani chwili formując w ręku rasengana. W duchu wiem, co planuje zrobić.

- Naruto! – Krzyczy rozpędzając się w moją stronę.

- Sasuke! – Szybko wstaję z kolan i ruszam w jego kierunku.

Znajduję się w dziwnym miejscu zaraz po tym jak nasze najsilniejsze techniki zderzają się ze sobą. Nagle przed oczami dostrzegam obrazy z przeszłości. Spoglądam przed siebie i widzę Sasuke, który skanuje moją twarz ze spokojem.

- Ostrzegałem, że umrzemy razem. – Mówię nie czując bólu, który przed chwilą mi towarzyszył.

 

Perspektywa Sakury:

Razem z Ino z pomocą sztuki drzewnej kapitana Yamato unieruchamiamy Karin, kiedy do naszych uszu dociera przeraźliwy pisk. Wszyscy jednocześnie spoglądamy w stronę, z której dochodzi dźwięk i naszym oczom ukazuje się wielka, czarna kula niszcząca wszystko wokół.

- Co się dzieje. – Słyszę przerażony głos Ino.

Wpatrujemy się w ten jeden punkt, mrużę oczy od nagłego blasku zatykając uszy, kiedy hałas staje się nie do zniesienia. Uchylam powieki i z przerażeniem obserwuję unieruchomione spadające dwa ciała. Z trudem powstrzymuję zdławiony dźwięk przerażenia. Moje ciało nagle ogarnia paraliżujący strach.

- Sakura, Ino! – Słyszę głos mistrza Kakashiego i w jednej chwili obie wiemy, co mamy robić.

Bez wahania ruszam w stronę blondyna pokonując dzielącą nas odległość. Przystaję nad nieruchomym ciałem przyjaciela, zduszając jęk rozpaczy, kiedy widzę, w jakim stanie się znajduje. Opadam ciężko na ziemię, tuż za głową chłopaka podnosząc ją na swoje kolana. Nawet nie czuję, w którym momencie łzy zaczynają płynąć z moich oczu. Nachylam się i z ostrożnością sięgam do torsu blondyna, próbując leczyć rany. W pewnym momencie czuję ciepłą dłoń spowijającą mój prawy policzek. Wzdrygam się delikatnie, odnajdując spojrzenie chłopaka, delikatny uśmiech nie opuszcza jego twarzy. Moje ciało ogarnia panika, gdy ręka, która dawała mi ciepło, bezwiednie opada na zimną ziemię, a z ust wydobywa się strużka krwi. Dopiero teraz zauważam stojącego przy nas mistrza Kakashiego, który wydaje zdławiony dźwięk i odwraca głowę jakby nie chciał widzieć najgorszego. Łzy zaczynają lecieć niekontrolowanie i z ogarniającym mnie strachem, jakiego w życiu jeszcze nie czułam daję z siebie wszystko, żeby go uratować.

Bezradność, to co teraz czuję, towarzyszyło mi przez całe życie. Zawsze bałam się, że nie będę wystarczająca, żeby pomóc swoim towarzyszom. Ciągle musiałam polegać tylko na nich, byłam słaba. To główny powód, przez który zaczęłam nauki u Tsunade-sama.

Zrezygnowana opadam głową na tors Naruto myśląc, że nie uda mi się go uratować, te rany są tak rozległe. Targają mną uczucia, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała.

- G-gnieciesz mnie. – Słyszę cichy i słaby głos, przez który natychmiast się podnoszę.

Dostrzegam błękitne tęczówki, dokładnie skanujące moją twarz, a zaraz za tym czuję chłodną dłoń na policzku. Spanikowana, a zarazem szczęśliwa nie mogę przestać na niego patrzeć.

- Nienawidzę cię. – Wypalam bez zastanowienia. – Myślałam, że umarłeś. – Nie mogę powstrzymać łez, które niekontrolowane wypływają z moich oczu.

Jestem zdezorientowana, kiedy czuję, jak mięśnie Naruto spinają się próbując usiąść, w czym natychmiast pomaga mu mistrz Kakashi.

- Co z Sasuke? – Pyta nie myśląc o sobie.

- Jest z nim Ino. – Odpowiada szaro włosy mężczyzna.

- Możemy do niego iść? – Pyta bez chwili wahania.

Kakashi ciągnie go w górę, zostawiając mnie na ziemi. Oddycham głęboko, żeby uspokoić uczucia, które nieokiełznane szaleją w mojej głowie. Wierzchem dłoni ocieram wszystkie łzy.

Jestem wykończona, ten dzień, w każdym aspekcie nie wyszedł tak, jakbym tego chciała. Znajduję resztki sił i równam się z Naruto.

 

Perspektywa Naruto:         

 Staję na nogi z niewyobrażalnym bólem, ale jednocześnie jestem szczęśliwy widząc przy sobie Sakurę. Jest dokładnie tak, jak rozplanował to Kakashi.

- Jesteś w stanie iść? – Pyta zielonooka, nagle równając się ze mną.

- Tak. – Odpowiadam z delikatnym grymasem na ustach.

Bez słowa ruszamy w kierunku Sasuke. Z każdym krokiem doznaję niewyobrażalnego bólu przeszywającego moje ciało. Powoli ciągnąc nogę za nogą pokonujemy parędziesiąt metrów i w końcu dostrzegam swojego przyjaciela.

- I po co ci to było? – Pytam widząc go na ziemi.

Ino daje z siebie wszystko, żeby zamknąć jego rany. Spogląda na mnie z wyraźną ulgą przecierając łzy, które niepohamowanie spływają z wielkich oczu.

- Wracam z wami. – Słyszę chłodny głos chłopaka.

- Nienawidzę was obu. – Sakura wzdycha, podchodząc bliżej mnie i odwraca głowę w bok nie chcąc na nas nawet spojrzeć.

Dostrzegam jak Sasuke z trudem spogląda w jej stronę.

- Przepraszam. – Jego ton głosu łagodnieje, czym zwraca na siebie jej uwagę.

Skanując twarz dziewczyny dostrzegam niewiarygodne zdziwienie.

- Lepiej późno niż wcale. – Na usta wkrada się delikatny uśmiech, który jest strasznie zaraźliwy.

Opadam z sił tuż przy Sasuke i w mgnieniu oka, zupełnie niespodziewanie, dostrzegam przed sobą różowe kosmyki włosów. Po moim ciele przebiegają gorące dreszcze, a serce bije zdecydowanie za mocno, gdy jest tak blisko mnie.

- Cholera. – Słyszę, czując ciepłe dłonie rozrywające resztki koszulki przylegającej do mojego ciała.

Dokładnie przyglądam się jej zafrasowanej twarzy, zauważając drobne zmarszczki na czole i niepewność w oczach, jednocześnie zastanawiam się, co mogło ją tak zmartwić.

- Nie ruszaj się. – Szepcze niepewnie, błądząc wzrokiem po głębokiej rysie ciągnącej się wzdłuż klatki piersiowej.

Bez ostrzeżenia delikatnie, nie chcąc skrzywdzić mnie bardziej, dotyka otwartej rany, a jej drobna dłoń zaświeca się intensywnie zieloną barwą, co zdecydowanie nie jest przyjemne. Nie kontroluję tego i z ust wymyka się syknięcie.

- Wytrzymaj. – Nakazuje, jednocześnie głęboko wpatrując się w moje tęczówki z wyraźną troską, która wpędza mnie w jeszcze większe wątpliwości. Głęboko reflektuję nad tym, co się właśnie dzieje, przecież jeszcze nigdy nie widziałem u niej tak mocnego zainteresowania. Jej dłonie lekko drżą, a w powietrzu wyczuwam napięcie, które sprawia, że trudno złapać mi oddech. Jestem zdezorientowany, a myśli krążą po głowie jak szalone.    

– Muszę to zamknąć.

- Sakura, w porządku? – Odwracam wzrok na pytającego mistrza.

Zauważam, że dziewczyna przygryza dolną wargę i naprawdę nie mogę skupić się na niczym, co dzieje się wokół.

- Nie będzie, jeśli tego nie zamknę. – W jej ton głosu wkrada się ledwo słyszalny stres. Dziewczyna spogląda na przyjaciółkę przed sobą. – Ino, skończyłaś?

- Jeszcze chwila. – Odpowiada szybko.

- Musisz mi pomóc. – Wiem, że niechętnie to mówi. – Kurwa! Zużyłam za dużo chakry.

- Jestem. – Przede mną pojawia się Ino, która niemal natychmiast wspiera zielonooką.

Kątem oka dostrzegam ledwo siadającego Sasuke, który patrzy na mnie z politowaniem.

- Jednak wygrałem. – Stwierdza z kpiącym uśmieszkiem. Już chcę coś dodać, ale nie jestem zbyt szybki.

- Żaden z was nie wygrał. – Zawiesza się na chwilę. – Po prostu…nie dałam rady uleczyć go jak należy, podziękuj swojej koleżance. – Widzę, jak przewraca oczami. – Jebana pirania.

Wszyscy wybuchamy śmiechem na ostatni komentarz Sakury.

- Przestań! – Ochrzania, kiedy mój śmiech maskuje kaszel. – Nie pomagasz. – Rzuca mi gniewne spojrzenie, a zaraz za tym spogląda na blondynkę. – No co, może nie mam racji?

- Nie no jasne, że masz. – Odpowiada uspakajając się. – Gdyby nie ty, to mnie wyssałaby jak wydmuszkę, – śmieje się – ja nie mam tego czegoś, co masz ty. – Wolną dłonią wskazuje na symbol rąbu znajdujący się na samym środku czoła dziewczyny. 

- Dlatego dałam się podejść, bo mam sporą rezerwę chakry. – Stwierdza opanowana.

- Jestem z was dumny. – Przerywa im mistrz Kakashi.

- Nie rób się taki sentymentalny. – Wtrącam z uśmiechem i jednocześnie drapię się po głowie. Widzę delikatne zakłopotanie na jego twarzy.

- Co mnie czeka po powrocie? – Sasuke zwraca na siebie uwagę każdego z osobna.

- No cóż, masz przesrane. – Wzdycham. – Babcia Tsunade odpowiednio się tobą zajmie. Już ty się nie martw.

- Co to znaczy? – Jest mocno zaciekawiony.

- Niczego takiego złego nie zrobiłeś, żeby zaraz miała zsyłać cię do więzienia, ale łatwo nie będzie. - Tłumaczy nasz opiekun.

- Masz szczęście, że w porę się ogarnąłeś. – Stwierdza blondynka.

- Raczej nie w porę, skoro dał nam tyle roboty. – Upomina wyraźnie zła Sakura. – A raczej daliście. – Gromi mnie wzrokiem.

Pod jej spojrzeniem, w duchu modlę się, żeby nie odpalała swojej złej strony, wszyscy źle na tym wyjdziemy.

- Przecież już prze…

- I myślisz, że to wystarczy? – Przerywa, obrzucając go tym samym spojrzeniem, którego przed chwilą doświadczyłem. – Będziesz cierpiał kochany – dostrzegam dziwne ogniki pojawiające się w jej oczach – zapłacisz za to wszystko z nawiązką, już razem z Ino tego dopilnujemy. – Uśmiecha się złowrogo.

- Dokładnie, nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz. – Przytakuje przyjaciółka.

- Już ci współczuję stary. – Mówię zgodnie z prawdą. Kto wie, co we dwie mu zgotują.

- Uhhh, ale się zmęczyłam! – Sakura głośno oddycha siadając na pupę przede mną.

- Ja też. – Wzdycha blondynka i po chwili dołącza do przyjaciółki.

- Kawał dobrej roboty. – Różowo włosa stwierdza z uznaniem i razem z Ino przybijają sobie piątkę.

- Będziecie nas nieść do wioski za tą całą robotę. – Blondynka wskazuje palcem na mnie i Sasuke śmiesznie mrużąc przy tym oczy.

- Jesteście nienormalne. – Stwierdza kruczowłosy chłopak.

- Tu niechętnie przyznam mu rację. – Uśmiecham się delikatnie.  

 

Dwa tygodnie później…  

Przyjaźń to naprawdę zaskakujące uczucie, które łączy nieznajomych ludzi nierozerwalną, niewidzialną nicią. Jeżeli nic jej nie złamie – będzie rosła i przybierała na sile. Tylko taka przyjaźń przetrwa znaki czasu i wszystkie przeciwności losu. Nawet gdy niejednokrotnie skażemy ją na zapomnienie wystarczy drobna iskra, by znów rozbudzić płomień przyjaźni. Ta nić - choć niewidzialna - łączy ludzi i pomaga im przetrwać najtrudniejsze chwile. Sam wielokrotnie tego doświadczyłem.

Jako małe dziecko doświadczyłem samotności tak potężnej, że niejednokrotnie zastanawiałem się nad tym, dlaczego istnieję na tym świecie. Sięgając pamięcią wstecz, po prostu traciłem siły by żyć. Pogrążony w zupełnej ciemności dostrzegłem światełko, które odmieniło moje całe życie, wprowadzając w nie nad wyraz interesujące kolory. Gdyby nie on, nie wiedziałbym, że istnieją ludzie, którzy w życiu borykają się z większymi problemami od moich.       

Na początku Sasuke stał się moim rywalem, a z biegiem czasu, nasza relacja nabierała na sile, przeradzając się w mocną więź, zwaną przyjaźnią. Stał się bratem, dla którego byłem w stanie zrobić wszystko. Zaraz po nim, do mojego osamotnionego życia wkradło się znacznie więcej osób, o których nawet nie śmiałbym pomyśleć. Jestem wdzięczny za każdą duszę, odmieniającą moje smutne i pozbawione kolorów życie.

Po misji sprowadzenia Sasuke do wioski każdy rozszedł się w swoją stronę. W drodze do domu niewiele rozmawialiśmy, myślę, że nie mieliśmy nic do powiedzenia. Dziewczyny zamknęły się w sobie szepcząc między sobą, co jakiś czas sprawdzając tylko nasz stan. Rozmowy były krótkie i rzeczowe. Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, jednakże głęboko w środku miałem na to nadzieję. Miałem nadzieję, że choć trochę wyklaruję myśli krążące nieustannie po mojej głowie, po zdarzeniach z tamtego dnia. Do tej pory nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Zachowanie i czułość Sakury w stosunku do mnie były kompletnie niezrozumiałe.

Wracając myślami z daleka, w lustrze spostrzegam nieco zagubionego, niewyspanego chłopaka o blond czuprynie, którą sprawnie poprawiam. Mamy dziś ciepły, piątkowy wieczór. Szykuję się właśnie na imprezę powitalną Sasuke. Swoją drogą, koledzy i koleżanki miło przyjęli go po powrocie do wioski, nie było dziwnie czy niezręcznie. Myślę, że to pomogło wrócić mu do normalności, jakakolwiek by nie była.

Poprawiam starannie uprasowany kołnierzyk pomarańczowej koszuli i rzucam okiem na ubrania, które włożyłem. Czarne, eleganckie spodnie z paskiem idealnie zgrywały się ze wszystkim. Spoglądam na półkę i sięgam dłonią po naszyjnik, który tak kochałem. Był dla mnie naprawdę ważny, bo przypominał mi o wytrwałości w dążeniu do celu, w końcu wygrałem go po zakładzie z babią Tsunade. Rozpiąłem dwa górne guziki koszuli i założyłem kryształ na szyję. Nie zapinam ich z powrotem. Sięgam po perfumy, którymi dokładnie pryskam wystający skrawek skóry i koszulę.

- Gotowe. – Mówię do swojego odbicia.

Wychodzę z pokoju, od razu kierując się do korytarza, skąd po chwili rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, które bez zastanowienia otwieram.

- O, hej. – Odzywam się uśmiechnięty od ucha do ucha.

- O – przerywa na chwilę dokładnie skanując moje ciało. Robi mi się dziwnie od tak intensywnego spojrzenia. – cholera, wyglądasz bosko.

- Dzięki. – Drapię się w tył głowy. – Spójrz na siebie.

Wskazuję dłońmi w stronę blondynki ubranej w czarną, dopasowaną sukienkę. Jest zwyczajna, skromna, ale idealnie podkreśla atuty, a ma ich aż nad to.

- Nie patrz tak na mnie. – Wzdycha chowając twarz za dłońmi. – Krępujesz mnie.

- Wybacz. – Uśmiecham się szeroko pociągając za jej dłonie. – To twoja wina.

- Moja? – Piszczy groźnie.

- Jesteś moją przyjaciółką, ale jestem tylko mężczyzną. – Bronię się. – Piękna jesteś. – Wierzchem dłoni gładzę ciepły policzek, dostrzegam jak delikatnie mruży oczy.

- Idziemy? – Pytam ciepło, a w odpowiedzi dostaję delikatne skinienie głowy.

Odwracam się w stronę szafki i zgarniam klucze, którymi zamykam drzwi od mieszkania.

- Stresujesz się? – Dziewczyna zagaduje schodząc po schodach.

- Ja? – Wydaję się być zdziwiony pytaniem. – Niby czym? – Maszeruję tuż za nią.

- No wiesz – zaczyna cicho – rozmawialiśmy już o tym. Jeśli znów wypijesz…

- Nic z tych rzeczy. – Przerywam szybko. – Nie będę ładował się z butami w jej życie. – Przystajemy przed schodami patrząc na siebie. – Skończyłem z tym, nie spierdolę tego jak ostatnio. – Kciukiem pocieram zmęczoną skroń, dalej słabo sypiam. Może jest to spowodowane gojeniem się ran. Przez twarz przyjaciółki przebiega intrygujące uczucie, że chce coś powiedzieć, ale szybko znika.

- Wiesz – przerywa na krótką chwilę – może warto spróbować jeszcze raz. – Uśmiecha się pokrzepiająco.

- Po co Ino? – Pytam może zbyt oschle. – Mam usłyszeć to, czego boję się najbardziej? – Zastanawiam się chwilę. – Kurwa, żałuję, że wtedy uciekłem, miałbym jasną sytuację.

- Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. – Po tym zdaniu w mojej głowie robi się naprawdę tłoczno i czuję dziwny gorąc uderzający we mnie jak grom z jasnego nieba.

- O czym ty mówisz?

- Porozmawiaj z nią. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśnicie i znów będzie jak dawniej. Cholera, nie lubię tego jak teraz ze sobą rozmawiacie.

Blondynka zaczyna iść, więc równam się z nią.

- A co z tobą? – Zmieniam temat, bo czuję się zestresowany.

- To znaczy? – Dostrzegam unoszące się brwi dziewczyny.

- No…jak się czujesz? Widziałaś się z nim, rozmawialiście? – Zaczynam delikatnie.

- Powiedziałam, co czuję. – Stwierdza niezakłopotana moim pytaniem. – Czekam na odpowiedź, ale zwaliłam taki ciężar…jestem taka lekka. – Uśmiecha się promiennie. – Nie chciałam żałować na starość, że nie spróbowałam, chciałam, żeby Sasuke wiedział, że go kocham.

- To dobrze. Przynajmniej będziesz wiedzieć na czym stoisz.

- Tobie radzę to samo. – Uśmiecha się chytrze.

- Przecież to zrobiłem. – Wzdycham przeciągle spoglądając na dzieci bawiące się przy sklepiku z piłkami. Ten widok sprawia, że na usta wkrada się uśmiech.

- Ale w jaki sposób? Spierdoliłeś jak jakaś cipa.

- Przepraszam?

- No co, nie patrz tak na mnie. – Bierze głębszy wdech. – Tak zachowuje się prawdziwy mężczyzna?

- Masz rację. – Przyznaję, naprawdę się tego wstydzę. – W ogóle nie powinienem wyciągać jej z tamtej imprezy.

- Nie to, że nie powinieneś…po prostu źle to wszystko wyszło. Byłeś pijany, nie wiem zagubiony. Jak już powiedziałeś A to było trzeba poczekać na B. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco.

- Mówiła ci coś? – Wiem, że nie powinienem pytać.

- Nie powiem ci tego. – Spogląda na mnie poważnie. – To, co mi mówicie, zatrzymuję tylko dla siebie. Jestem zaufaną przyjaciółką, mimo tego, że naprawdę chcę oczyścić tą ciężką atmosferę między wami.

- Ale coś wiesz, prawda? – Widzę, jak naprawdę gryzie się z myślami. Ciężko wzdycha spoglądając na mnie.

- Wiem dużo. – Przerywa na chwilę. – O wiele za dużo. Już naprawdę mnie to męczy, nie mogę przez was normalnie funkcjonować. Ciągłe tajemnice, sekrety. Nie mów temu, tamtemu, tej, tamtej…Jezu! Jakie to męczące. – Jest wściekła.

- Dobra, dobra. Uspokój się. Udaj, że nie pytałem. – Uśmiecham się, jednocześnie próbuję rozluźnić choć trochę atmosferę.

- Pogadajcie w końcu i dajcie mi święty spokój. – Wzdycha cicho.

- Sam na pewno nie zacznę. – Przyznaję.

- Niby dlaczego? – Pyta omijając starszą panią idącą z siatkami w ręku.

- Boję się.

- Ciągle to mówisz. Weź się w garść i bądź mężczyzną. – Przystajemy przed domem Kiby, który wyszedł z inicjatywą imprezy. – Przynajmniej będzie ci lżej na tym głupim serduszku – szturcha palcem moją klatkę piersiową – i będziesz wiedział na czym stoisz. Wiem, co mówię.

Nie czeka na mnie i oddala się w kierunku drzwi by po chwili chwycić za ich klamkę.

 - Idziesz? – Przewraca oczami. – Czy będziesz tam stał do usranej śmierci?

Nic nie odpowiadam i sprawnie do niej podchodzę. Otwieramy drzwi skąd dochodzi głośna muzyka. Wchodzimy do środka, rozglądam się i dochodzę do wniosku, że jesteśmy ostatni. Witamy się z każdym z osobna. Podchodzę do Hinaty, której policzek obdarzam szybkim pocałunkiem, tak samo robię w stosunku do Ten-Ten i Temari, która specjalnie odwiedziła nas z wioski Piasku. Moje spojrzenie krzyżuje się z Sakurą stojącą przy Sasuke. Zalewają mnie ciepłe poty, a oddech staje się cięższy widząc, jak seksownie wygląda. Uśmiechnięta z kokieteryjnym spojrzeniem, staje się naprawdę pociągająca. Nie mogę zmusić się do postawienia kroku w ich stronę. Ubrana w koronkową, granatową bluzkę na ramiączka i spódnicę tego samego koloru, wydaje się pewna siebie. Czując dotyk na swojej dłoni z przerażeniem patrzę na blondynkę, która ciągnie mnie w ich kierunku.

- Hej. – Słyszę i orientuję się, że stoję właśnie przed nimi, Ino podchodzi do różowo wołosej dziewczyny i mocno ją przytula. To samo robi z Sasuke.    

Wyciągam drżącą dłoń w kierunku kruczowłosego i już po chwili czuję jego mocny uścisk. Spoglądam z przerażeniem na Sakurę, serce wali jak szalone próbując wydostać się z klatki piersiowej, kiedy dziewczyna bez wahania stawia pierwszy krok w moją stronę. Nie zdążam wydusić z siebie żadnego słowa czując delikatne dłonie oplatające szyję. Zaciągam się jej zapachem, jak pierdolonym narkotykiem, by po chwili z tego transu wyciągnęły mnie ciepłe usta, które stykają się z moim policzkiem. Nie jestem pewien, ale trwa to dłuższą chwilę zanim dziewczyna niechętnie odsuwa się ode mnie ze zjawiskowym uśmiechem na twarzy.

- H-hej. – Głos odmawia posłuszeństwa i delikatnie się załamuje.

- Jak imprezka? – Rozentuzjazmowana Ino odzywa się, żeby uratować mnie z podbramkowej sytuacji.

- Super, odkąd przyszliście. – Sakura zabiera głos obdarzając mnie przelotnym spojrzeniem.

Co się kurwa dzieje? Dlaczego mi to robi wiedząc, co do niej czuję? Co prawda, po pamiętnej imprezie skłamałem jej prosto w oczy, że niczego nie pamiętam, nie drążyła tematu. Nie powiedziała mi, co zrobiłem, zatrzymała to dla siebie.

- Chcecie drinki? – Kiba zagaduje podchodząc do nas z grubym szkłem w ręku.

- Chcę. – Ino odpowiada nie zastanawiając się długo.

Pocieram dłonią obolały kark i dostrzegam, że chłopak oczekuje mojej odpowiedzi.

- Nie, ja nie. – Uśmiecham się delikatnie. – Po alkoholu mi odwala. – Zanim zdążam ugryźć się w język, klnę na siebie w duchu, kiedy kątem oka zauważam zdziwione spojrzenie Sakury.

Impreza przebiega w sympatycznej atmosferze, niektórzy cierpią już na nadmiar alkoholu słaniając się na nogach. Nic dziwnego, skoro dochodzi już dwudziesta druga, a tempo wiele pozostawiało do życzenia. Zbytnio nie rozmawiałem z Sakurą od czasu pytania o drinka. Zajęta była przyjaciółkami, a my zamieniliśmy może parę słów o mój stan zdrowia. Ino bawi się świetnie w towarzystwie Sasuke, z którym o dziwo dochodzi do porozumienia, mimo wyznania uczuć chłopakowi. Stoję i obserwuję przyjaciół z kąta przy oknie, podpierając się o ścianę plecami. Spoglądam na pustą szklankę po drinku, po ich namowach skusiłem się na jednego. Nie zaszkodzi mi. Podchodzę do stołu, gdzie umieszczam szkło. Czuję się padnięty, w duchu dziękuję za jutrzejszy dzień wolny.

- Będę się zbierał. – Przekrzykuję muzykę w tle.

- Nieee. – Słyszę głosy przyjaciół.

- Nie umiesz się bawić młotku. – Sasuke przewraca oczami.

- Źle ostatnio sypiam – spoglądam na niego gniewnie – to twoja zasługa.

- Przestańcie już. – Wzdycha podpita Ino. Podchodzi w moim kierunku i składa mokrego buziaka na moim policzku.

- Śpij z aniołkami przystojniaku.

- Nie schlaj się.  – Karcę ją wzrokiem z uśmiechem na ustach.

- Przestań. – Wzdycha. – Nie jestem pijana.

 - Po prostu się martwię. – Mówię i podchodzę w kierunku drzwi.

- Narka. – Ciągnę za klamkę i wychodzę na zewnątrz w akompaniamencie pożegnań przyjaciół.

Wkładam dłonie w kieszenie spodni i powolnym krokiem schodzę schodami na chodnik, którym ruszam do domu. Oddycham głęboko zaciągając w płuca chłodne, rześkie powietrze.

- Naruto! – Słyszę za sobą głos, przez który przebiega mnie dreszczyk ekscytacji.

Odwracam się i dostrzegam biegnącą w moim kierunku dziewczynę, zwinnie zakłada lekki płaszczyk na swoje nagie ramiona.

- Sakura? – Pytam wyraźnie zdziwiony, gdy równa się ze mną. – Coś się stało?

- Odprowadzisz mnie do domu? – Odzywa się szybko. – Masz po drodze.

- Jasne – jestem zmieszany – nie ma problemu. – Posyłam jej uśmiech.

- Tooo, jak się czujesz? – Zagaduje, gdy idziemy przed sobą. Spoglądam na nią nierozumiejącym wzrokiem. – Nie mieliśmy czasu pogadać. – Dodaje.

- Czasem jeszcze narywa, ale ogólnie jest spoko.

- Rana na klatce?

- Tak, nie mogę ćwiczyć. – Uśmiecham się nerwowo.

- Czasem powinieneś sobie odpuścić. – Posyła mi pełne troski spojrzenie. – Nic się nie stanie, nie bądź dla siebie taki surowy.

- Jakoś inaczej nie potrafię. Do wszystkiego doszedłem sam i nie chcę tego spieprzyć.

- Wiem, ale świat się nie zawali jak na chwilę odpuścisz.

- A ty… - zawieszam się na chwilę, bo nie jestem pewien, czy powinienem o to pytać – jak się czujesz? – Sakura spogląda na mnie wyraźnie zdziwiona.

- O czym mówisz? – Dostrzegam jak jej idealna brew unosi się ku górze.

- No wiesz…Sasuke wrócił.

Przystajemy przed płotem, gdzie znajduje się dom Sakury, nawet nie zauważyłem, jak szybko minęła droga, zdecydowanie zbyt szybko. Krzyżuje ręce pod biustem, czym dodaje powagi sytuacji. Dokładnie skanuje moją twarz, jakby chciała wyczytać wszystko, co mieści się w mojej głowie. Zwala mnie z nóg, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że zrobiła zdecydowany krok w przód znajdując się bardzo blisko. Stres nabiera na sile, nogi robią się jakieś watowate, a tętno tak przyspiesza, że nie mogę uspokoić oddechu. Boże, co ona ze mną wyprawia.

 

Perspektywa Sakury…

Dość mocno gryzę się z myślami, które błądzą jak szalone po głowie. Robię krok w przód, żeby znaleźć się jeszcze bliżej niego i od razu powala mnie jego wyjątkowy zapach. Robi mi się ciepło, kiedy zdaję sobie sprawę, że już postanowiłam. Specjalnie nie wypiłam dużo, żeby być gotową na tą rozmowę. Dokładnie skanuję twarz blondyna w poszukiwaniu odpowiedzi, które tak bardzo chcę poznać.

- Pamiętasz, prawda? – Wypalam tak nagle z opanowaniem w głosie, którego w ogóle po sobie się nie spodziewałam. Dostrzegam zdezorientowane spojrzenie blondyna, zmarszczone brwi świadczą o delikatnym podenerwowaniu.

- C-co? – Jego głos delikatnie drży, co od razu wychwytuję. Już się nie wywiniesz.

- Daj spokój – przerywam na chwilę – przestań kłamać i powiedz prawdę.

Chłopak próbuje się uspokoić, widzę to, gdy jego klatka piersiowa unosi się niemiarowo.

- Pamiętam. – Czuję niewyobrażalną ulgę słysząc, co mówi. – Przepraszam, po prostu nie byłem gotowy słuchać, jak sprowadzasz mnie na ziemię. – Nawet nie próbuję ukrywać szoku, który gości na mojej twarzy.

Czy on naprawdę myśli, że jestem tak podła, żeby kpić z jego uczuć?

- Nawet nie dałeś mi szansy na rozmowę. – Stwierdzam zwięźle.

- I co byś mi wtedy powiedziała? – Czuję dziwne ukłucie w środku. Widzi, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. – No właśnie, nawet teraz nic nie powiesz. Naprawdę nie chciałem słuchać śpiewki o przyjaźni i o tym, jak bardzo kochasz Sasuke.

Wbija mnie w ziemię i na chwilę tracę świadomość, co chcę mu właśnie powiedzieć.

- Naruto – zaczynam niepewnie – ja go nie kocham. – Biorę głęboki wdech, kiedy widzę zaskoczenie na jego twarzy. – Może z początku tak było, ale to tylko szczenięce zauroczenie. – Przewracam oczami i dla rozluźnienia dodaję - Każda się w nim bujała. – Uśmiecham się delikatnie.

- O czym ty mówisz?

- Wbij sobie w głowę, bo powtórzę to tylko raz. – Wzdycham zmęczona jego głupotą. – Nie kocham Sasuke. – Robię chwilową pauzę, czuję tak niewyobrażalny stres, że aż mnie to łamie i skręca od środka. – Odkąd wróciłeś do wioski zbliżyliśmy się do siebie na tyle, że zaczęłam dostrzegać cię inaczej. – Oczy Naruto robią się naprawdę duże. – Gdybyś wtedy ze mną porozmawiał, to wszystko wyglądałoby inaczej.

- Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć.

- Czuję coś do ciebie. – Wyrzucam z siebie ciężar, który mocno mi ciążył. – Podobasz mi się. – Dodaję widząc zmieszanie na jego twarzy.

- Żartujesz, prawda? – Pyta pocierając kark.

- Nie. Właśnie to chciałam ci wtedy powiedzieć. – Stoję przy swoim.

Czuję nagły przypływ energii i z drżącymi nogami podchodzę jeszcze bliżej blondyna. Zapatruję się w błękitne tęczówki, które błądzą po mojej twarzy, szukając potwierdzenia w tym, co właśnie wyznałam. Uderza we mnie jego pociągający zapach, przez co na chwilę przymykam oczy. Narastające napięcie nie opuszcza mnie ani przez chwilę. Układam dłonie na ciepłej twarzy chłopaka dzięki czemu chcę skupić jego uwagę na sobie. Gładzę kciukiem prawy policzek drażniąc subtelnie kącik ust. Jestem tak blisko, że czuję, jak szybko oddycha. Staję na palce, a mój oddech robi się natarczywie niemiarowy. Powoli zbliżam się do chłopaka, delikatnie drażniąc rozchylone usta swoimi. Nie czekam długo, chęć uwolnienia napięcia między nami jest tak duża, że subtelnie dotykam jego dolną wargę językiem chcąc dostać się do środka. Czuję ciepło, które rozchodzi się po moim wnętrzu, gdy przyjmuje wyzwanie. Zbliża się układając obie dłonie nad moimi pośladkami, w wyniku czego ciałem wstrząsa przyjemny dreszczyk. Zaplatam dłonie na karku chłopaka delikatnie drażniąc blond włosy. Z sekundy na sekundę subtelne pocałunki zastępują miejsce niewyobrażalnemu pożądaniu.

- Jesteś pewna? – Przerywa próbując uspokoić oddech, a ja niechętnie wstrzymuję się przed przerwanym pocałunkiem.

- Tak. – Odpowiadam pewna. – Chcę właśnie ciebie Naruto.

Dostrzegam cholernie zarażający uśmiech, przez co moje kąciki też unoszą się w górę. Nie wytrzymuję napięcia i wznawiam całowanie ust, za którymi tęskniłam od dnia, gdy po raz pierwszy mnie pocałowały.

Ten pocałunek jest pełen pasji i namiętności, chcę czuć się właśnie tak już zawsze...

9 komentarzy:

  1. Więc tak:
    Rozdział jest świetny i długi oraz bardzo mi się podoba. Napisany super jak zawsze...

    Co do one-shota, jest genialny, czytałem go z zapartym tchem aż do końca. Czytając zastanawiałem się co będzie dalej oraz jak to się wszystko skączy. Wyszedł wam ten one-shot po prostu świetnie.
    Czy będą się pojawiały jeszcze one-shoty?... jeśli tak, to co jaki czas?.

    Szkoda że w następnym tygodniu nie pojawi się żaden rozdział.

    Pozdrawiam i życzę weny oraz będę oczekiwał nextu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaramy się pisać one-shoty, a co do następnego tygodnia to nam przykro, ale wyjeżdżamy :( Za to za dwa tygodnie postaramy się to nadrobić i jakoś wam wynagrodzić, pozdrawiamy Patty i Paula :)

      Usuń
  2. Rozdział genialny!! :D Co do złego tygodnia bez notek to jakoś przeżyjemy. ;)
    Jak zobaczyłem, że zrobicie tego fillera to się cieszyłem i zastanawiałem jak to zrobicie. Ale gdy przeczytałem tego one-shota to oczy z orbit mi wyskoczyły i kopara w ziemie trzaskała szacun!! :D Tego bloga NIKT nie przewyższy jest genialny!! :D
    Pozdrawiam was dziewczyny i życzę bożej weny!!
    MaX

    OdpowiedzUsuń
  3. notatka świetna bardzo ciekawa

    Co do one-shota, to po prostu boba tak się zajebiścię czytało że szał czekam na next pozdrawiam i zycze weny dużo wen bardzo duż

    OdpowiedzUsuń
  4. nocia swietna a jednopartowka byla zajebista dawno takiej nie czytałam no coz czekam na nastepna no i zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial swietny, naprawde macie talent i umiecie wszystko swietnie opisac - zwlaszcza sceny walk. :D
    Rzadko komentuje, wiem, ale czasem nie mam czasu badz zapominam.
    Co do nastepnego tygodnia, coz, pozostaje nam tylko czekac. W koncu sa wakacje, prawda?
    Z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial po waszym powrocie :) a tymczasem musze uzupelnic braki u mnie na blogu. :D
    Pozdrawiam, zycze duzo weny, i zeby wyjazd sie udal :))
    Jesy N.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, jestem tu nowy i powiem szczerze że Wasz blog jest po prostu genialny!!!
    Wczoraj na na niego trafiłem i za jednym razem przeczytałem wszystkie notki :)
    Świetny pomysł pisania opo z "Oczami Naruto" "Oczami Sakury" to jest wprost genialne :)
    No i przede wszystkim dużym dla mnie plusem jest to że nie wiązaliście ich już na samym początku jak to ma miejsce w większości blogów (a widziałem już hentai z nimi po 6 rozdziałach, dno)
    Dobra rozpisałem się a nie chcę spamować, co do notki genialna jak każda jedna :)
    One-Shoot po prostu mnie zamurowało, genialne zakończenie.
    Czekam z niecierpliwością na kolejną notkę i zapewniam że będę tu stałym bywalcem :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. witajcie:)
    Wow ale tego duzo:D Miałem sporo czytania , bo nocie są dosyc dlugie:) Fajne cieszy mnie to, lubie czytac tak dlugie rozdziały bo wtedy wydluża się moja radość plynaca z czytania:D rozdział i jednopartówka są świetne:D

    Pozdrawiam Was i milego wypoczynku Wam zyczę
    ukyo

    OdpowiedzUsuń
  8. Extra notka ,one shot też super.Czekam na next i weny życzę ;d

    OdpowiedzUsuń